Doradztwo filozoficzne, albo jak zarobić na filozofii
W nauce istnieje wyraźne dążenie do coraz większej specjalizacji. Naukowcy wiedzą coraz więcej o coraz mniejszym odcinku rzeczywistości. Dla odmiany w filozofii dąży się zwykle ku wszechstronności, która jest nierozerwalnie związana z powierzchownością. Filozof wie zatem coraz mniej, ale na więcej tematów. Ostatecznie zmierza do tego, że nie wie nic, ale za to o wszystkim (podczas gdy naukowiec ostatecznie będzie wiedział wszystko, ale o niczym). Wiedza filozofa zatem niewielka, a i umiejętności niewiele. Jak sobie zatem w życiu poradzić? Oczywiście -- trzeba radzić. Innym.
Tym tropem poszło wielu filozofów, którzy zarabiaja pieniądze jako doradcy filozoficzni. Amerykanin Lou Marinoff wyrobił sobie nazwisko książką Platon, nie Prozac, Niemiec Gerd B. Achenbach promuje swoją Philosophische Praxis, nawet Polacy zaczynają eksplorować tę przestrzeń. Wirtualną poradnię filozoficzną można znaleźć pod adresem http://poradnia.aster.net.pl/. Wszyscy oni wierzą, że ludziom potrzeba filozofii, nie psychoterapii, psychiatrii, czy farmakologii. Czy mają rację? Z pewnością temat robi się jazzy -- nawet tygodniki (Ozon, nr 3, Na kozetce u Platona) już o nich piszą...
Naturalnie to tylko jeden ze sposobów robienia pieniędzy na filozofii. Pozostaje pytanie -- kim są, czy raczej kim chcą być 'doradcy filozoficzni'? Sofistami naszych czasów, biorącymi pieniądze za naukę? A może moralnymi przewodnikami? Nauczycielami życia? Psychoterapeuci odsądzają ich od czci i wiary -- wiedzą co mówią, czy boją się utraty klientów? W każdym razie bogaci ludzie i firmy płacą im (na zachodzie naturalnie) ogromne pieniądze. I uważam, że to całkiem słuszna koncepcja -- płacić filozofom duże pieniądze. ;)
Czy ktoś nie potrzebuje przypadkiem doradztwa filozoficznego?

December 25th, 2005 - 01:56
znam ludzi tworzacych poradnię filozoficzną i muszę powiedzieć, że nie masz racji. nazywanie tego “sposobem zarabiania na filozofii” to NIEPOROZUMIENIE. to tak jakby nazywać bycie nauczycielem “sposobem zarabiania na wiedzy”. redukcja całego przedsięwzięcia do pieniędzy i czynienie z pieniądza motywu oraz intencji działań mija się z prawdą i samo w sobie stanowi przykład krzywdzącej sofistycznej retoryki. pieniądze nie są tutaj motywem ani celem działań, bo jak ktoś nie zapłaci to też dostanie poradę (a o samym płaceniu nie dość, że jest mowa warunkowo, to jeszcze post factum).
May 30th, 2010 - 10:51
Niestety, wbrew temu, co Pan pisze, nie jest tak słodko i niewielu doradców filozoficznych w ogóle otrzymuje wynagrodzenie. Dwa lata temu internetowa “Poradnia filozoficzna” zawiesiła działalność, bo nawet za darmo niewielu było chętnych na ich porady. W Polsce mamy może pięciu doradców filozoficznych, z czego np. Tomasz Femiak ukrywa się pod szyldem psychologii, a Tadeusz Bartoś jest wyśmiewany na forach za podejście teologiczne (były duchowny)…
Trudno się dziwić – profesura “filozoficzna” szkodzi jak tylko może, utrwalając pogląd, wedle którego szlachetność filozofii nie pozwala na zarabianie na niej. A dlaczego tej szlachetności nie ma psychologia? Dlaczego prawdziwy matematyk może zarabiać na matematyce, a filozof nie może na filozofii? Dlaczego jedyna forma zatrudnienia dla filozofa “w branży”, to uniwersytet?
Obawiam się, że bez fundamentalnej zmiany w polskiej świadomości – także Pańskiej! – doradztwo filozoficzne nie ma szans…