Długi dzień
To był długi dzień.
Rano miałem promocję doktorską. Po 10 miesiącach od obrony, odbyło się oficjalne wręczenie dyplomów. Ubrałem się w togę i biret, i wraz z 22 tegorocznymi doktorami UZ, złożyłem przysięgę, odebrałem dyplom, wiązankę kwiatów i torbę ze skromnym prezentem (tj. informatorem uczelnianym i firmową koszulką, rotfl). Zabawna impreza -- profesura w togach, rektor w gronostajach, przysięga po łacinie, halabardnicy z mini-halabardami. W każdym razie sprawa doktoratu się zakończyła.
Miłe jest to, że przy okazji wypatrzył mnie człowiek, zainteresowany podobną problematyką. Być może będzie miał dla mnie jakąś propozycję dydaktyczno-finansową. Przydałoby się. Bo kolejnym akcentem dnia był telefon od człowieka wynajmującego nam mieszkanie, który postanowił od stycznia podnieść nam opłatę o 200 złotych. Bo tak. Chyba czas szukać kolejnego mieszkania do wynajęcia w Zielonej Górze.
Poza tym zajęcia, dziś wyjątkowo przyjemne. Platon jest nośnym tematem. Do tego stopnia, że studenci nawet nie zauważyli, że przeciągnąłem zajęcia o 10 minut. ;) A jutro wolne. Jadę odebrać nowy stary samochodzik. Oby posłużył jak najdłużej.
Może ktoś jeszcze dzisiaj zadzwoni z jakimiś dobrymi wieściami? Ech.
