<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: Po co nam blogi (mamy przecież telewizję)?</title>
	<atom:link href="http://blog.sienko.net.pl/2005/11/po-co-nam-blogi-mamy-przeciez-telwizje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.sienko.net.pl/2005/11/po-co-nam-blogi-mamy-przeciez-telwizje/</link>
	<description>Myśli przebrane  za filozofię, Internet, kulturę i codzienność</description>
	<lastBuildDate>Tue, 01 Mar 2011 17:23:59 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2</generator>
	<item>
		<title>By: Antonina Liedtke</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2005/11/po-co-nam-blogi-mamy-przeciez-telwizje/comment-page-1/#comment-144</link>
		<dc:creator>Antonina Liedtke</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Jan 2006 06:36:11 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=50#comment-144</guid>
		<description>Po przemyśleniach i dodatkowych obserwacjach różnych blogów i forów, chciałabym tym razem położyć nacisk na interfejs. Wspominałam o tym wcześniej, ale się do tego się nie odniosłeś &#8212; jak typowy humanista :-) Tak być nie może, bo interfejs jest ważny. Widzę dwa główne problemy:

1. Brak możliwości cytowania. Wiem, że za czasów korespondencji papierowej w ogóle tego nie było, a mimo to ludzie jakoś sobie radzili &#8212; ba! korespondencja kwitła. Ale to było dawno, a teraz mamy XXI wiek. Jeśli chcę powiedzieć, do którego kawałka Twojej wcześniejszej wypowiedzi się odnoszę, to nie ma innego sposobu, jak odnośny fragment przepisać czy też ręcznie prze-copy&amp;paste&#039;ować. Skoro wymyślono już lepsze sposoby, odbieram to jako cofanie się. W efekcie, w porównaniu z Usenetem czy forami webowymi (gorszymi od Usenetu o tyle, że nie mają wątkowania) blogi gorzej nadają się do dyskusji, są natomiast podobne do systemu komentarzy na Onecie czy WP (te z kolei miewają wątkowanie, ale nie mają możliwości wyświetlania całych komentarzy, tylko ich początki &#8212; niby detal, drobne techniczne utrudnienie, a nawet zwykłe czytanie potrafi zmienić w udrękę i bardzo skutecznie blokuje normalne dyskusje, co jest zresztą, jak przypuszczam, efektem zamierzonym).

2. Pisanie to wielka niewiadoma. W Usenecie sprawa jest jasna &#8212; plain text, pure ISO-8859-2. A tu? Widzę, że używasz pauz i cudzysłowów typograficznych (niedobrych ;&gt;) Super, ja też tak chcę, ale jak? Czy mam używać encji, czy wstawiać znaczki windziane, licząc, że zostaną przekonwertowane? Eksperymentować, ryzykując, że wyjdzie sieczka, jak na poprzedniej wersji Twojego bloga? Gdzieś widziałam pod okienkiem do wpisywania tekstu wymienione wszystkie znaczniki html-a, których można było w owym okienku używać i uważam to za dobry pomysł. Przynajmniej sprawa była jasna. (Na marginesie: przypuszczam, że teraz dołożysz starań, aby swój blog wyposażyć w takie udogodnienie, ale to nie był przytyk osobisty, tylko wskazanie ogólnej wady blogów jako takich &#8212; bo jest ich w necie legion, jest też mnóstwo programów je obsługujących, a ten problem występuje na każdym).

Problem nr 1 (brak cytowania, brak wątkowania) jest poważniejszy i moim zdaniem głównie on upodabnia blogi do serwisów informacyjnych ,,z komentarzami&#039;&#039; oraz do ,,człowieka z tubą&#039;&#039;. Nie trafiłam dotąd na blog z prawdziwymi, żywymi dyskusjami &#8212; podrzucisz link? najlepiej polski &#8212; i jakoś nie bardzo potrafię je sobie wyobrazić w tak ułomnym intrfejsie...

Natomiast kwestię ,,własności przestrzeni&#039;&#039; dostrzegam bardzo ostro i wyraźnie :) Odbieram ją przede wszystkim jako szereg niewygód. Interfejs, o którym już była mowa &#8212; co blog, to inne oprogramowanie, inne pułapki/niespodzianki, zero standardyzacji, wysoce niewskazana krytyka tego stanu rzeczy, bo to przecież cudze miejsce i cudze zasady, a gość w cudzym domu nie powinien krytykować wyposażenia ani zgłaszać propozycji przemeblowań, boć to niegrzeczne. Możesz być pewny, że gdybyśmy nie znali się... ile to już &#8212; 9 lat?... słowa bym nie powiedziała na temat encji, niewygód itp.; meritum dyskusji zapewne ucierpiałoby na tym, no ale kultura przede wszystkim :) I tu dochodzimy do drugiego aspektu ,,własności przestrzeni&#039;&#039;: pisząc w Usenecie czy na forum, czyli na ,,ziemi&#039;&#039; wspólnej/niczyjej, piszę do wszystkich uczestników dyskusji. Pisząc w Twoim blogu, piszę przede wszystkim do Ciebie. Presja na udzielenie odpowiedzi właśnie przez Ciebie jest nieporównanie większa. Oczywiście pół biedy, kiedy chodzi o mnie, bo nie dysponuję nadmiarem czasu, pół biedy z trollami (pewnie można ich bezproblemowo wyciąć), ale co zrobisz, kiedy pojawią się dyskutanci niezbyt interesujący, za to wytrwali?

A granica między prywatnym a publicznym zatarła się dawno temu w Usenecie :) Kiedy powstały wątki ,,półprywatne&#039;&#039;, formalnie publiczne, do których jednak nikt poza dwoma dyskutantami się nie wtrąca i istnieją nawet podejrzenia, że nikt postronny ich nie czyta.

Dochodzę do wniosku, że jednak pod względem technicznym do dyskusji najlepiej nadają się listy mailowe i Usenet. Albo przeżyją jeszcze renesans, albo wypracowane na nich rozwiązania zostaną ponownie triumfalnie ,,odkryte&#039;&#039; i wykorzystane w forach i blogach, albo... ostaną się tylko gorsze technicznie rozwiązania, zgodnie z zasadą ,,gorszy pieniądz wypiera lepszy&#039;&#039;.

A swoją drogą, wciąż nie bardzo wierzę, że blogi na serio służą do dyskusji. Nie po to przecież powstały i nie to jest ich główną funkcją. Dotąd uważałam, że służą głównie do autoprezentacji autora. Prywatnej, tematycznej, publicystycznej czy dowolnej innej, ale jednak do autoprezentacji. A Ty mówisz, że służą/zaczęły służyć do tworzenia wspólnot...? I to jest ich &lt;i&gt;główną&lt;/i&gt; funkcją?

Hmm... A czy nie uważasz, że niektóre (puste i zabierające miejsce, rzecz jasna) słówka w rodzaju ,,witam&#039;&#039; czy ,,pozdrawiam&#039;&#039; korzystnie wpływają na proces tworzenia wspólnot? ;&gt;

Pozdrawiam serdecznie, 
Nina</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Po przemyśleniach i dodatkowych obserwacjach różnych blogów i forów, chciałabym tym razem położyć nacisk na interfejs. Wspominałam o tym wcześniej, ale się do tego się nie odniosłeś &#8212; jak typowy humanista :-) Tak być nie może, bo interfejs jest ważny. Widzę dwa główne problemy:</p>
<p>1. Brak możliwości cytowania. Wiem, że za czasów korespondencji papierowej w ogóle tego nie było, a mimo to ludzie jakoś sobie radzili &#8212; ba! korespondencja kwitła. Ale to było dawno, a teraz mamy XXI wiek. Jeśli chcę powiedzieć, do którego kawałka Twojej wcześniejszej wypowiedzi się odnoszę, to nie ma innego sposobu, jak odnośny fragment przepisać czy też ręcznie prze-copy&amp;paste&#8217;ować. Skoro wymyślono już lepsze sposoby, odbieram to jako cofanie się. W efekcie, w porównaniu z Usenetem czy forami webowymi (gorszymi od Usenetu o tyle, że nie mają wątkowania) blogi gorzej nadają się do dyskusji, są natomiast podobne do systemu komentarzy na Onecie czy WP (te z kolei miewają wątkowanie, ale nie mają możliwości wyświetlania całych komentarzy, tylko ich początki &#8212; niby detal, drobne techniczne utrudnienie, a nawet zwykłe czytanie potrafi zmienić w udrękę i bardzo skutecznie blokuje normalne dyskusje, co jest zresztą, jak przypuszczam, efektem zamierzonym).</p>
<p>2. Pisanie to wielka niewiadoma. W Usenecie sprawa jest jasna &#8212; plain text, pure ISO-8859-2. A tu? Widzę, że używasz pauz i cudzysłowów typograficznych (niedobrych ;&gt;) Super, ja też tak chcę, ale jak? Czy mam używać encji, czy wstawiać znaczki windziane, licząc, że zostaną przekonwertowane? Eksperymentować, ryzykując, że wyjdzie sieczka, jak na poprzedniej wersji Twojego bloga? Gdzieś widziałam pod okienkiem do wpisywania tekstu wymienione wszystkie znaczniki html-a, których można było w owym okienku używać i uważam to za dobry pomysł. Przynajmniej sprawa była jasna. (Na marginesie: przypuszczam, że teraz dołożysz starań, aby swój blog wyposażyć w takie udogodnienie, ale to nie był przytyk osobisty, tylko wskazanie ogólnej wady blogów jako takich &#8212; bo jest ich w necie legion, jest też mnóstwo programów je obsługujących, a ten problem występuje na każdym).</p>
<p>Problem nr 1 (brak cytowania, brak wątkowania) jest poważniejszy i moim zdaniem głównie on upodabnia blogi do serwisów informacyjnych ,,z komentarzami&#8221; oraz do ,,człowieka z tubą&#8221;. Nie trafiłam dotąd na blog z prawdziwymi, żywymi dyskusjami &#8212; podrzucisz link? najlepiej polski &#8212; i jakoś nie bardzo potrafię je sobie wyobrazić w tak ułomnym intrfejsie&#8230;</p>
<p>Natomiast kwestię ,,własności przestrzeni&#8221; dostrzegam bardzo ostro i wyraźnie :) Odbieram ją przede wszystkim jako szereg niewygód. Interfejs, o którym już była mowa &#8212; co blog, to inne oprogramowanie, inne pułapki/niespodzianki, zero standardyzacji, wysoce niewskazana krytyka tego stanu rzeczy, bo to przecież cudze miejsce i cudze zasady, a gość w cudzym domu nie powinien krytykować wyposażenia ani zgłaszać propozycji przemeblowań, boć to niegrzeczne. Możesz być pewny, że gdybyśmy nie znali się&#8230; ile to już &#8212; 9 lat?&#8230; słowa bym nie powiedziała na temat encji, niewygód itp.; meritum dyskusji zapewne ucierpiałoby na tym, no ale kultura przede wszystkim :) I tu dochodzimy do drugiego aspektu ,,własności przestrzeni&#8221;: pisząc w Usenecie czy na forum, czyli na ,,ziemi&#8221; wspólnej/niczyjej, piszę do wszystkich uczestników dyskusji. Pisząc w Twoim blogu, piszę przede wszystkim do Ciebie. Presja na udzielenie odpowiedzi właśnie przez Ciebie jest nieporównanie większa. Oczywiście pół biedy, kiedy chodzi o mnie, bo nie dysponuję nadmiarem czasu, pół biedy z trollami (pewnie można ich bezproblemowo wyciąć), ale co zrobisz, kiedy pojawią się dyskutanci niezbyt interesujący, za to wytrwali?</p>
<p>A granica między prywatnym a publicznym zatarła się dawno temu w Usenecie :) Kiedy powstały wątki ,,półprywatne&#8221;, formalnie publiczne, do których jednak nikt poza dwoma dyskutantami się nie wtrąca i istnieją nawet podejrzenia, że nikt postronny ich nie czyta.</p>
<p>Dochodzę do wniosku, że jednak pod względem technicznym do dyskusji najlepiej nadają się listy mailowe i Usenet. Albo przeżyją jeszcze renesans, albo wypracowane na nich rozwiązania zostaną ponownie triumfalnie ,,odkryte&#8221; i wykorzystane w forach i blogach, albo&#8230; ostaną się tylko gorsze technicznie rozwiązania, zgodnie z zasadą ,,gorszy pieniądz wypiera lepszy&#8221;.</p>
<p>A swoją drogą, wciąż nie bardzo wierzę, że blogi na serio służą do dyskusji. Nie po to przecież powstały i nie to jest ich główną funkcją. Dotąd uważałam, że służą głównie do autoprezentacji autora. Prywatnej, tematycznej, publicystycznej czy dowolnej innej, ale jednak do autoprezentacji. A Ty mówisz, że służą/zaczęły służyć do tworzenia wspólnot&#8230;? I to jest ich <i>główną</i> funkcją?</p>
<p>Hmm&#8230; A czy nie uważasz, że niektóre (puste i zabierające miejsce, rzecz jasna) słówka w rodzaju ,,witam&#8221; czy ,,pozdrawiam&#8221; korzystnie wpływają na proces tworzenia wspólnot? ;&gt;</p>
<p>Pozdrawiam serdecznie,<br />
Nina</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: MS</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2005/11/po-co-nam-blogi-mamy-przeciez-telwizje/comment-page-1/#comment-9</link>
		<dc:creator>MS</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 28 Nov 2005 18:39:21 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=50#comment-9</guid>
		<description>Cóż. Przyznam, że tekst był ogólny. Ale to tylko mini abstrakt większego artykułu, który mam nadzieję wkrótce skończyć i umieścić na swojej stronie.

Teraz o granicach -- wydaje mi się, że blogosfera stanowi jednak przestrzeń dość wyraźnie odgraniczoną od pozostałych sieciowych usług. Ale temu trzeba się jeszcze dokładniej przyjrzeć. Przejrzeć komentarze pod kątem odwołań do forów, usenetu itp. Podejrzewam, że byłoby ich raczej niewiele. Ale to jest jeszcze do ustalenia. :)

Co do statystyk. Oczywiście nie znam dokładnej liczby, a tylko przybliżoną. Ale przybliżenie jest zwykle zupełnie wystarczające. Bo nie liczą się &quot;hity&quot;, lecz raczej liczba klientów powracających, czyli IP-ków systematycznie powtarzających się. I tu dane są wystarczająco bliskie rzeczywistości.

Co do ludzi z tubami. Tu popełniasz błąd, wychowana na tradycyjnych, jednokierunkowych mediach. W przypadku blogów trudno zachować jednostronność, i w większości przypadków nie to jest celem autorów. Można naturalnie zablokować możliwość komentowania i zamienić bloga  w serwis informacyjny. Ale to jest wypaczenie (do którego naturalnie każdy twórca ma prawo). 

Co do forów -- też tworzą wspólnoty, ale nieco inne. Zwróć uwagę na to, że forum zapewnia wspólne/niczyje miejsce. Blog tworzy przestrzeć wspólną/prywatną. 

A granica między prywatnością i publicznością zaciera się w świecie blogów. To jeden z ciekawszych fenomenów. To jest &quot;rekonkwista&quot; dawno temu utraconej sfery politycznej.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Cóż. Przyznam, że tekst był ogólny. Ale to tylko mini abstrakt większego artykułu, który mam nadzieję wkrótce skończyć i umieścić na swojej stronie.</p>
<p>Teraz o granicach &#8212; wydaje mi się, że blogosfera stanowi jednak przestrzeń dość wyraźnie odgraniczoną od pozostałych sieciowych usług. Ale temu trzeba się jeszcze dokładniej przyjrzeć. Przejrzeć komentarze pod kątem odwołań do forów, usenetu itp. Podejrzewam, że byłoby ich raczej niewiele. Ale to jest jeszcze do ustalenia. :)</p>
<p>Co do statystyk. Oczywiście nie znam dokładnej liczby, a tylko przybliżoną. Ale przybliżenie jest zwykle zupełnie wystarczające. Bo nie liczą się &#8220;hity&#8221;, lecz raczej liczba klientów powracających, czyli IP-ków systematycznie powtarzających się. I tu dane są wystarczająco bliskie rzeczywistości.</p>
<p>Co do ludzi z tubami. Tu popełniasz błąd, wychowana na tradycyjnych, jednokierunkowych mediach. W przypadku blogów trudno zachować jednostronność, i w większości przypadków nie to jest celem autorów. Można naturalnie zablokować możliwość komentowania i zamienić bloga  w serwis informacyjny. Ale to jest wypaczenie (do którego naturalnie każdy twórca ma prawo). </p>
<p>Co do forów &#8212; też tworzą wspólnoty, ale nieco inne. Zwróć uwagę na to, że forum zapewnia wspólne/niczyje miejsce. Blog tworzy przestrzeć wspólną/prywatną. </p>
<p>A granica między prywatnością i publicznością zaciera się w świecie blogów. To jeden z ciekawszych fenomenów. To jest &#8220;rekonkwista&#8221; dawno temu utraconej sfery politycznej.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Antonina Liedtke</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2005/11/po-co-nam-blogi-mamy-przeciez-telwizje/comment-page-1/#comment-8</link>
		<dc:creator>Antonina Liedtke</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 28 Nov 2005 01:34:32 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=50#comment-8</guid>
		<description>To bardzo miłe, że się nie zgadzasz :) I bardzo ciekawe, co tym razem piszesz. Ale, zarówno dla porządku jak i dla ścisłości, powtórzę, że to, co powiedziałeś w notce o analogiach między blogami a polis, _można_ odnieść do Internetu w ogóle albo do innych, konkretnych usług - na poziomie czysto językowym. Zamień te słowa i przeczytaj notkę - wciąż ma sens. I niesie mniej więcej taki sam ładunek informacji, jak przed tym zabiegiem. Posłużyłeś się zbyt wysokim poziomem abstracji, ot i cała tajemnica.

Z drugiej strony, mnie również trudno jest przestawić się na myślenie o blogach jak o samowystarczalnych bytach. Wszelkie usługi sieciowe, protokoły postrzegam jako całość, jako swoisty komplet narzędzi, a konieczność ograniczenia się do tylko jednego z nich uznałabym za bardzo dokuczliwe ograniczenie.

Dlatego to, co piszesz o ,,świecie blogów&#039;&#039; brzmi mi nieco egzotycznie... nie wykluczam jednak, że masz rację. Nie znam się zbyt dobrze na blogach - już lepiej na statystykach WWW. Nie uwierzę więc, że wiesz _dokładnie_ ile osób czyta Twój blog. Jutro odpalę go sobie w jednej pracy, potem w drugiej i co - poznasz mnie pod innymi IP? Załóżmy, że tak; ja wyjdę z pracy, przy komputerze usiądzie koleżanka, przeczyta otwartą stronę bloga nie przeładowując jej. Ja wrócę do domu, odpalę Firefoxa z grupą paneli, Twój blog załaduje się automatycznie; mogę nawet do niego nie zajrzeć, a Ty będziesz miał dodatkowy hit. Tyle o dokładności statystyk.

Publicystyczna funkcja blogów jest tym, co chyba najbardziej rzuca się w oczy. Są czymś w rodzaju audycji radiowych, takich do których słuchacze mogą dzwonić, ale wybór tematu, wiodąca rola i ostatnie słowo należy do prowadzącego. To element tego błogiego komfortu, o którym pisałam wcześniej. Sami autorzy blogów kojarzą mi się z ,,człowiekiem z tubą&#039;&#039; czyli dziennikarzem/publicystą starego typu: takim, który przyzwyczajony jest do nadawania jednokierunkowego. Może wysłuchać swoich informatorów czy zaproszonych gości, ale niezbyt dokładnie i to on decyduje, jaki kształt ostatecznie nada ,,newsowi&#039;&#039; od owych gości pozyskanemu.

Autorytety to oczywiście nic złego, zwłaszcza, jeśli są kompetentne. Uciszanie ludzi, którzy nie mają nic ciekawego do powiedzenia, naturalnie też nie... Dlaczego ja tak nie lubię blogów...? Wiem - komentowanie ich kojarzy mi się z komentarzami na Onecie, WP, itp. Czyli z totalną samowolką moderatorów i skrajnie niewygodnym interfejsem. Uff. Teraz, kiedy już to uchwyciłam, może być łatwiej :) Tym bardziej, że jedna rzecz jest oczywista: ludzie, komentujący artykuły na w/w portalach, _nie_ tworzą wspólnot. Po pierwsze, z powodu chorego interfejsu, po drugie, przez anonimowość. Są tak anonimowi, że nierozróżnialni i w efekcie stają się nikim - pozwalają portalom przekształcić się w tłum.

Usenet umiera, rzecz jasna, ale listy dyskusyjne, a zwłaszcza fora webowe mają się świetnie i wciąż skupiają ludzi zainteresowanych jakimś tematem/zjawiskiem/etc. integrując ich we wspólnoty bynajmniej nie iluzoryczne (http://www.depechemode-forum.pl/viewtopic.php?t=4606&amp;postdays=0&amp;postorder=asc&amp;start=0&amp;sid=2e3848d3a3977b9e49432b6e411be2a3 - 62 ekrany zapisu dramatycznych działań fanów Depeche Mode po zatrzymaniu przez policję jednego z nich, oskarżonego o włamanie na serwer niemieckiej firmy i ukradzenie stamtąd roboczej wersji singla zespołu; w ciągu kilkunastu godzin ustalili bez najmniejszych wątpliwości, że chłopak jest niewinny i zaczęli zbierać pieniądze na kaucję dla niego tudzież słać sprostowania do wszystkich możliwych mediów polskich i zagranicznych. Niestety, przyniosło to tylko częściowy sukces).

Generalnie, wydaje mi się, że podstawowy, najistotniejszy podział to internetowe kontakty publiczne i prywatne. Natomiast wspólnoty, jeśli powstają, opierają się na relacjach międzyludzkich. Technikalia wydają mi się o wiele mniej istotne.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>To bardzo miłe, że się nie zgadzasz :) I bardzo ciekawe, co tym razem piszesz. Ale, zarówno dla porządku jak i dla ścisłości, powtórzę, że to, co powiedziałeś w notce o analogiach między blogami a polis, _można_ odnieść do Internetu w ogóle albo do innych, konkretnych usług &#8211; na poziomie czysto językowym. Zamień te słowa i przeczytaj notkę &#8211; wciąż ma sens. I niesie mniej więcej taki sam ładunek informacji, jak przed tym zabiegiem. Posłużyłeś się zbyt wysokim poziomem abstracji, ot i cała tajemnica.</p>
<p>Z drugiej strony, mnie również trudno jest przestawić się na myślenie o blogach jak o samowystarczalnych bytach. Wszelkie usługi sieciowe, protokoły postrzegam jako całość, jako swoisty komplet narzędzi, a konieczność ograniczenia się do tylko jednego z nich uznałabym za bardzo dokuczliwe ograniczenie.</p>
<p>Dlatego to, co piszesz o ,,świecie blogów&#8221; brzmi mi nieco egzotycznie&#8230; nie wykluczam jednak, że masz rację. Nie znam się zbyt dobrze na blogach &#8211; już lepiej na statystykach WWW. Nie uwierzę więc, że wiesz _dokładnie_ ile osób czyta Twój blog. Jutro odpalę go sobie w jednej pracy, potem w drugiej i co &#8211; poznasz mnie pod innymi IP? Załóżmy, że tak; ja wyjdę z pracy, przy komputerze usiądzie koleżanka, przeczyta otwartą stronę bloga nie przeładowując jej. Ja wrócę do domu, odpalę Firefoxa z grupą paneli, Twój blog załaduje się automatycznie; mogę nawet do niego nie zajrzeć, a Ty będziesz miał dodatkowy hit. Tyle o dokładności statystyk.</p>
<p>Publicystyczna funkcja blogów jest tym, co chyba najbardziej rzuca się w oczy. Są czymś w rodzaju audycji radiowych, takich do których słuchacze mogą dzwonić, ale wybór tematu, wiodąca rola i ostatnie słowo należy do prowadzącego. To element tego błogiego komfortu, o którym pisałam wcześniej. Sami autorzy blogów kojarzą mi się z ,,człowiekiem z tubą&#8221; czyli dziennikarzem/publicystą starego typu: takim, który przyzwyczajony jest do nadawania jednokierunkowego. Może wysłuchać swoich informatorów czy zaproszonych gości, ale niezbyt dokładnie i to on decyduje, jaki kształt ostatecznie nada ,,newsowi&#8221; od owych gości pozyskanemu.</p>
<p>Autorytety to oczywiście nic złego, zwłaszcza, jeśli są kompetentne. Uciszanie ludzi, którzy nie mają nic ciekawego do powiedzenia, naturalnie też nie&#8230; Dlaczego ja tak nie lubię blogów&#8230;? Wiem &#8211; komentowanie ich kojarzy mi się z komentarzami na Onecie, WP, itp. Czyli z totalną samowolką moderatorów i skrajnie niewygodnym interfejsem. Uff. Teraz, kiedy już to uchwyciłam, może być łatwiej :) Tym bardziej, że jedna rzecz jest oczywista: ludzie, komentujący artykuły na w/w portalach, _nie_ tworzą wspólnot. Po pierwsze, z powodu chorego interfejsu, po drugie, przez anonimowość. Są tak anonimowi, że nierozróżnialni i w efekcie stają się nikim &#8211; pozwalają portalom przekształcić się w tłum.</p>
<p>Usenet umiera, rzecz jasna, ale listy dyskusyjne, a zwłaszcza fora webowe mają się świetnie i wciąż skupiają ludzi zainteresowanych jakimś tematem/zjawiskiem/etc. integrując ich we wspólnoty bynajmniej nie iluzoryczne (<a href="http://www.depechemode-forum.pl/viewtopic.php?t=4606&#038;postdays=0&#038;postorder=asc&#038;start=0&#038;sid=2e3848d3a3977b9e49432b6e411be2a3" rel="nofollow">http://www.depechemode-forum.pl/viewtopic.php?t=4606&#038;postdays=0&#038;postorder=asc&#038;start=0&#038;sid=2e3848d3a3977b9e49432b6e411be2a3</a> &#8211; 62 ekrany zapisu dramatycznych działań fanów Depeche Mode po zatrzymaniu przez policję jednego z nich, oskarżonego o włamanie na serwer niemieckiej firmy i ukradzenie stamtąd roboczej wersji singla zespołu; w ciągu kilkunastu godzin ustalili bez najmniejszych wątpliwości, że chłopak jest niewinny i zaczęli zbierać pieniądze na kaucję dla niego tudzież słać sprostowania do wszystkich możliwych mediów polskich i zagranicznych. Niestety, przyniosło to tylko częściowy sukces).</p>
<p>Generalnie, wydaje mi się, że podstawowy, najistotniejszy podział to internetowe kontakty publiczne i prywatne. Natomiast wspólnoty, jeśli powstają, opierają się na relacjach międzyludzkich. Technikalia wydają mi się o wiele mniej istotne.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Marcin Sieńko</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2005/11/po-co-nam-blogi-mamy-przeciez-telwizje/comment-page-1/#comment-7</link>
		<dc:creator>Marcin Sieńko</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 27 Nov 2005 22:19:30 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=50#comment-7</guid>
		<description>Uff. Po pierwsze muszę stwierdzić, że jest mi wstyd. Napisałaś komentarz dłuższy, niż moja notka. :)

Po drugie stwierdzę oczywiście, że całkowicie się z Tobą nie zgadzam. 

A po trzecie, podyskutujmy. ;)

Piszesz, że to co napisałem o analogiach pomiędzy blogami a polis, można spokojnie odnieść do innych sieciowych zabaw, takich jak www, irc, grupy dyskusyjne itp. Nie masz racji. Jak sama zresztą zauważasz -- to właśnie blogi cieszą się rosnącą popularnością, podczas gdy taki na przykład Usenet kona. Dzieje się tak dlatego, że blogi oferują coś nowego: pojawianie się w pełniejszym znaczeniu tego słowa.

W świecie blogów wyraźny nacisk został położony na sieć relacji. Te wszystkie komentarze, pingi, trackbacki, blogrolle, rssy i inne tym podobne wynalazki mają spełniać jeden, zasadniczy cel -- wyrysowywać więź, sieć relacji międzyludzkich/międzyblogowych. Suma tych sznureczków sprawia, że tworzy się wspólnota, albo przynajmniej jej iluzja. 

Złudzenie, &quot;że czyta nas wiele osób i że osoby te zgadzają się z nami&quot; nie jest tu kluczowe. Ilość widzów nie jest najważniejsza. Trudno zresztą mówić o ilościowym złudzeniu, gdy _dokładnie_ wiadomo jak wielu ludzi nas czyta.  A i nie zawsze się oni zgadzają -- dyskusje w komentarzach bywają nie mniej ogniste, niż te prowadzone w Usenecie. Ale znacznie istotniejsze jest to, że w ramach ogromnej blogosfery, wyłaniają się nieformalne sieci ludzi myślących podobnie i zainteresowanych podobnymi zagadnieniami, którzy niejako odwiedzają się wzajemnie. 

Usenet miał formalną strukturę tematyczną (oczywiście zwykle ignorowaną), był swoistą agorą. Każdy mógł przyjść do wspólnej przestrzeni i wykrzyczeć swoje, podyskutować, zwyzywać kogoś itd. Ale blogosfera narzuca inną formę kontaktu. Tu spotykają się światy. Ktoś wchodzi w moją przestrzeń, ja wchodzę w jego przestrzeń. Składamy sobie wizyty. Kurtuazyjne, upublicznione, ale jednak wizyty. Tu dopiero kształtuje się prywatna, ale zarazem wspólna przestrzeń. Tego nie oferują ani www, wni irc, ani usenet. 

Polis była specyficzną wspólnotą, a nie zbiorem ludzi, murów i praw. Tym samym jest blogosfera. Warto tu podkreślić ten &quot;polityczny&quot; wątek. Blogi sprowokowały wiele interesujących zjawisk -- stały się dla wielu najbardziej wiarygodnym źródłem informacji, niezależnym od kontroli Wielkich tego świata (co zresztą wywołuje rozmaite kontry ze strony Wielkich, ale o tym innym razem). Obudziło to w ludziach publicystów, którzy mają swoje poglądy, mają coś ważnego do przekazania. I głoszą to innym ludziom ze wspólnoty, innym, których to obchodzi. 
 
//-----
Ech, nie do końca jeszcze potrafię wyrazić ten fenomen. Wiem jednak, że różnica między blogosferą, a WWW czy Usenetem jest wyraźna. Trudno to uchwycić przede wszystkim dlatego, że istnieje wiele rodzajów blogów. Poczynając na nijakich zapiskach z codzienności, poprzez klasyczne kręgi wzajemnej adoracji, aż po blogi publicystyczne, tematyczne, zaangażowane. Na każdy z nich należałoby patrzeć inaczej. 

Wciąż jest to tylko iluzja wspólnoty. Ale iluzja coraz doskonalsza. I na tym się zapewne nie skończy.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Uff. Po pierwsze muszę stwierdzić, że jest mi wstyd. Napisałaś komentarz dłuższy, niż moja notka. :)</p>
<p>Po drugie stwierdzę oczywiście, że całkowicie się z Tobą nie zgadzam. </p>
<p>A po trzecie, podyskutujmy. ;)</p>
<p>Piszesz, że to co napisałem o analogiach pomiędzy blogami a polis, można spokojnie odnieść do innych sieciowych zabaw, takich jak www, irc, grupy dyskusyjne itp. Nie masz racji. Jak sama zresztą zauważasz &#8212; to właśnie blogi cieszą się rosnącą popularnością, podczas gdy taki na przykład Usenet kona. Dzieje się tak dlatego, że blogi oferują coś nowego: pojawianie się w pełniejszym znaczeniu tego słowa.</p>
<p>W świecie blogów wyraźny nacisk został położony na sieć relacji. Te wszystkie komentarze, pingi, trackbacki, blogrolle, rssy i inne tym podobne wynalazki mają spełniać jeden, zasadniczy cel &#8212; wyrysowywać więź, sieć relacji międzyludzkich/międzyblogowych. Suma tych sznureczków sprawia, że tworzy się wspólnota, albo przynajmniej jej iluzja. </p>
<p>Złudzenie, &#8220;że czyta nas wiele osób i że osoby te zgadzają się z nami&#8221; nie jest tu kluczowe. Ilość widzów nie jest najważniejsza. Trudno zresztą mówić o ilościowym złudzeniu, gdy _dokładnie_ wiadomo jak wielu ludzi nas czyta.  A i nie zawsze się oni zgadzają &#8212; dyskusje w komentarzach bywają nie mniej ogniste, niż te prowadzone w Usenecie. Ale znacznie istotniejsze jest to, że w ramach ogromnej blogosfery, wyłaniają się nieformalne sieci ludzi myślących podobnie i zainteresowanych podobnymi zagadnieniami, którzy niejako odwiedzają się wzajemnie. </p>
<p>Usenet miał formalną strukturę tematyczną (oczywiście zwykle ignorowaną), był swoistą agorą. Każdy mógł przyjść do wspólnej przestrzeni i wykrzyczeć swoje, podyskutować, zwyzywać kogoś itd. Ale blogosfera narzuca inną formę kontaktu. Tu spotykają się światy. Ktoś wchodzi w moją przestrzeń, ja wchodzę w jego przestrzeń. Składamy sobie wizyty. Kurtuazyjne, upublicznione, ale jednak wizyty. Tu dopiero kształtuje się prywatna, ale zarazem wspólna przestrzeń. Tego nie oferują ani www, wni irc, ani usenet. </p>
<p>Polis była specyficzną wspólnotą, a nie zbiorem ludzi, murów i praw. Tym samym jest blogosfera. Warto tu podkreślić ten &#8220;polityczny&#8221; wątek. Blogi sprowokowały wiele interesujących zjawisk &#8212; stały się dla wielu najbardziej wiarygodnym źródłem informacji, niezależnym od kontroli Wielkich tego świata (co zresztą wywołuje rozmaite kontry ze strony Wielkich, ale o tym innym razem). Obudziło to w ludziach publicystów, którzy mają swoje poglądy, mają coś ważnego do przekazania. I głoszą to innym ludziom ze wspólnoty, innym, których to obchodzi. </p>
<p>//&#8212;&#8211;<br />
Ech, nie do końca jeszcze potrafię wyrazić ten fenomen. Wiem jednak, że różnica między blogosferą, a WWW czy Usenetem jest wyraźna. Trudno to uchwycić przede wszystkim dlatego, że istnieje wiele rodzajów blogów. Poczynając na nijakich zapiskach z codzienności, poprzez klasyczne kręgi wzajemnej adoracji, aż po blogi publicystyczne, tematyczne, zaangażowane. Na każdy z nich należałoby patrzeć inaczej. </p>
<p>Wciąż jest to tylko iluzja wspólnoty. Ale iluzja coraz doskonalsza. I na tym się zapewne nie skończy.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Antonina Liedtke</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2005/11/po-co-nam-blogi-mamy-przeciez-telwizje/comment-page-1/#comment-6</link>
		<dc:creator>Antonina Liedtke</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 27 Nov 2005 12:16:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=50#comment-6</guid>
		<description>Blogi są mi raczej obce - ani sama takowego nie prowadzę, ani żadnego (jak dotąd?) systematycznie nie czytam - pomyślałam więc, że dowiem się od Ciebie czegoś ciekawego na ich temat. Przykro mi to pisać, ale doznałam głębokiego rozczarowania. Porównanie z polis jest oczywiście efektowne, ma jednak tę wadę, że w całym tekście można zamienić słowa ,,blogi&#039;&#039;, ,,blogowanie&#039;&#039; i ,,blogosfera&#039;&#039; odpowiednio na ,,Internet&#039;&#039;, ,,surfowanie&#039;&#039; i ,,WWW&#039;&#039; i otrzymać tekst równie prawdziwy, równie efektowny i równie... niewiele mówiący.

Można także zamienić w/w słowa na: grupy dyskusyjne/kanały ircowe/chaty/etc. - dyskutowanie - Internet. Porównanie z polis nadal będzie równie błyskotliwe, równie prawdziwe i... no wiesz.

Gdyby blogi wyłoniły się z mitycznego Chaosu zaraz po powstaniu Internetu jako takiego, stanowiąc jedną z pierwszych usług, malownicze porównanie z polis byłoby oczywiści głęboko słuszne. Tak jednak nie było. W chwili zaistnienia blogów funkcjonowało już w Sieci całe multum innych sposobów &lt;b&gt;pojawiania się&lt;/b&gt; - mnóstwo innej przestrzeni, tłumy ludzi, którzy nas zobaczą i zapamiętają, a gdyby mieli kiepską pamięć, wspomogą ich terabajty serwerów i archiwów. Mieliśmy do dyspozycji także niezwykła mnogość subtelnych odmian złudzeń wolności, niezależności, a nawet mocy.

Mimo to blogi powstały i istotnie cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Dlaczego?

Wychodzi na to, że sama muszę się wysilić i spróbować znaleźć odpowiedź...

OK. Moim zdaniem blogi oferują coś nowego, czego przed nimi w Internecie nie było: możliwość bezpiecznego, publicznego wygadania się połączoną z niezwykle atrakcyjnym złudzeniem, że czyta nas wiele osób i że osoby te zgadzają się z nami.

Oczywiście, teoretycznie możliwość takiego wygadania się istniała już wcześniej - zamiast oprogramowania do bloga można było przecież użyć zwykłej domowej strony WWW i po prostu często ręcznie dodawać do niej nowe wpisy. Prawdopodobnie taki był początek tego, co dziś określamy mianem blogów. Był to jednak twór niedoskonały. Zwykłej stronie WWW brakuje nie tyle mechanizmów ułatwiających dodawanie wpisów przez autora, co możliwości zamieszczania komentarzy przez czytelników. Innymi słowy, autor może się na niej bezpiecznie, publicznie wygadać, brakuje mu jednak komfortowych złudzeń. Skoro bowiem czytelnicy nie mają możliwości zamieszczania polemik, nie można mieć pewności, że zgadzają się z autorem. Dopiero po udostępnieniu im wygodnej opcji dodawania komentarzy, z której w pełni świadomie, nieskrępowanie i z własnego wyboru nie korzystają, autor bloga może odczuwać prawdziwe, w pełni usprawiedliwione samozadowolenie. Gdy dodamy do tego takie drobiazgi, jak cykający licznik odwiedzin i pojawiające się jednak od czasu do czasu jedno-dwuzdaniowe komentarze typu ,,Super blog!&#039;&#039;, mamy dość jasny obraz tego, czym jest blog i dlaczego zwykła strona WWW nie mogła go zastąpić.

Dla porządku można jeszcze nadmienić, dlaczego funkcji blogów absolutnie nie mogły pełnić listy mailingowe, grupy usenetowe, fora webowe, itp. miejsca, gdzie gromadzą się osoby nastawione zdecydowanie bardziej aktywnie, niż przeciętny ,,oglądacz&#039;&#039; WWW. Bez wątpienia w takich miejscach można się publicznie wygadać; odpowiednio sprytnie dobierając listę/grupę/forum można by nawet zapewnić sobie możliwość słania wszystkich swoich wypowiedzi w jedno miejsce, zyskując wygodne archiwizowanie ich w pojedynczym archiwum. Niestety, złudzenie wielkiej rzeszy zgadzających się z nami czytelników byłoby niemożliwe do uzyskania. Ciężką walką, dramatycznymi skokami adrenaliny i nieodmiennie wysoką formą polemiczną moglibyśmy wywalczyć sobie pewien rodzaj zbrojnego autorytetu -- zaciszna błogość byłaby jednak nie do uzyskania...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Blogi są mi raczej obce &#8211; ani sama takowego nie prowadzę, ani żadnego (jak dotąd?) systematycznie nie czytam &#8211; pomyślałam więc, że dowiem się od Ciebie czegoś ciekawego na ich temat. Przykro mi to pisać, ale doznałam głębokiego rozczarowania. Porównanie z polis jest oczywiście efektowne, ma jednak tę wadę, że w całym tekście można zamienić słowa ,,blogi&#8221;, ,,blogowanie&#8221; i ,,blogosfera&#8221; odpowiednio na ,,Internet&#8221;, ,,surfowanie&#8221; i ,,WWW&#8221; i otrzymać tekst równie prawdziwy, równie efektowny i równie&#8230; niewiele mówiący.</p>
<p>Można także zamienić w/w słowa na: grupy dyskusyjne/kanały ircowe/chaty/etc. &#8211; dyskutowanie &#8211; Internet. Porównanie z polis nadal będzie równie błyskotliwe, równie prawdziwe i&#8230; no wiesz.</p>
<p>Gdyby blogi wyłoniły się z mitycznego Chaosu zaraz po powstaniu Internetu jako takiego, stanowiąc jedną z pierwszych usług, malownicze porównanie z polis byłoby oczywiści głęboko słuszne. Tak jednak nie było. W chwili zaistnienia blogów funkcjonowało już w Sieci całe multum innych sposobów <b>pojawiania się</b> &#8211; mnóstwo innej przestrzeni, tłumy ludzi, którzy nas zobaczą i zapamiętają, a gdyby mieli kiepską pamięć, wspomogą ich terabajty serwerów i archiwów. Mieliśmy do dyspozycji także niezwykła mnogość subtelnych odmian złudzeń wolności, niezależności, a nawet mocy.</p>
<p>Mimo to blogi powstały i istotnie cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Dlaczego?</p>
<p>Wychodzi na to, że sama muszę się wysilić i spróbować znaleźć odpowiedź&#8230;</p>
<p>OK. Moim zdaniem blogi oferują coś nowego, czego przed nimi w Internecie nie było: możliwość bezpiecznego, publicznego wygadania się połączoną z niezwykle atrakcyjnym złudzeniem, że czyta nas wiele osób i że osoby te zgadzają się z nami.</p>
<p>Oczywiście, teoretycznie możliwość takiego wygadania się istniała już wcześniej &#8211; zamiast oprogramowania do bloga można było przecież użyć zwykłej domowej strony WWW i po prostu często ręcznie dodawać do niej nowe wpisy. Prawdopodobnie taki był początek tego, co dziś określamy mianem blogów. Był to jednak twór niedoskonały. Zwykłej stronie WWW brakuje nie tyle mechanizmów ułatwiających dodawanie wpisów przez autora, co możliwości zamieszczania komentarzy przez czytelników. Innymi słowy, autor może się na niej bezpiecznie, publicznie wygadać, brakuje mu jednak komfortowych złudzeń. Skoro bowiem czytelnicy nie mają możliwości zamieszczania polemik, nie można mieć pewności, że zgadzają się z autorem. Dopiero po udostępnieniu im wygodnej opcji dodawania komentarzy, z której w pełni świadomie, nieskrępowanie i z własnego wyboru nie korzystają, autor bloga może odczuwać prawdziwe, w pełni usprawiedliwione samozadowolenie. Gdy dodamy do tego takie drobiazgi, jak cykający licznik odwiedzin i pojawiające się jednak od czasu do czasu jedno-dwuzdaniowe komentarze typu ,,Super blog!&#8221;, mamy dość jasny obraz tego, czym jest blog i dlaczego zwykła strona WWW nie mogła go zastąpić.</p>
<p>Dla porządku można jeszcze nadmienić, dlaczego funkcji blogów absolutnie nie mogły pełnić listy mailingowe, grupy usenetowe, fora webowe, itp. miejsca, gdzie gromadzą się osoby nastawione zdecydowanie bardziej aktywnie, niż przeciętny ,,oglądacz&#8221; WWW. Bez wątpienia w takich miejscach można się publicznie wygadać; odpowiednio sprytnie dobierając listę/grupę/forum można by nawet zapewnić sobie możliwość słania wszystkich swoich wypowiedzi w jedno miejsce, zyskując wygodne archiwizowanie ich w pojedynczym archiwum. Niestety, złudzenie wielkiej rzeszy zgadzających się z nami czytelników byłoby niemożliwe do uzyskania. Ciężką walką, dramatycznymi skokami adrenaliny i nieodmiennie wysoką formą polemiczną moglibyśmy wywalczyć sobie pewien rodzaj zbrojnego autorytetu &#8212; zaciszna błogość byłaby jednak nie do uzyskania&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

