blog.sienko.net.pl Myśli przebrane za filozofię, Internet, kulturę i codzienność

13Nov/050

Tales z Miletu

Szkoła Jońska

Tales

Pierwszym filozofem zachodnim był Tales z Miletu -- kto wie, ileż kursów filozofii zaczęło się już tymi słowami. Także i w tym szybkim kursie nie możemy pominąć samego praojca. Zwłaszcza, że możemy się od niego nauczyć wielu ważnych rzeczy.

Ĺťył dawno temu i naprawdę niewiele o nim wiemy. Cała nasza wiedza płynie ze źródeł pośrednich, takich jak choćby Ĺťywoty i poglądy słynnych filozofów Diogenesa Laertiosa (czyli takie ówczesne Ĺťycie na gorąco -- zbiór plotek, anegdot oraz nielicznych całkiem rzetelnych informacji). Ów sławetny plotkarz przytacza garść uroczych historyjek, które wyraźnie pokazują, że Tales był iście paradygmatycznym przykładem filozofa. Przytoczmy tu dwie z nich.

W pierwszej opowieści Tales idzie ulicą, zapatrzony w gwiazdy. A trzeba wiedzieć, że na nocnym niebie znał się jak mało kto. Potrafił na przykład przewidzieć zaćmienie słońca, dzięki czemu wiemy mniej więcej kiedy żył. Niestety spoglądając ku wyższym światom, nie dostrzegł znajdującej się przed nim dość głębokiej dziury (niektórzy mowią nawet, że była to studnia). Wpadł zatem do niej, obijając się przy tym dotkliwie. Świadkiem tego wydarzenia była służąca Talesa, która nie omieszkała przekazać tej opowieści potomnym.

Druga opowieść pokazuje wyraźnie, że nasz filozof nie był tylko myślicielem dryfującym pośród niebieskich migdałów, lecz też nieźle orientował się w świecie jak najbardziej doczesnym. Otóż pewnej zimy -- ignorując płynące zewsząd złośliwości -- Tales wziął w dzierżawę wszystkie okoliczne prasy do oliwek. Złośliwości ucichły, gdy latem Tales dyktował ceny z pozycji monopolisty.

Te dwie opowiastki wyraźnie ukazują nam pierwszego filozofa, jako postać pełną sprzeczności. Kogoś chodzącego z głową w chmurach, ale i kogoś, kto potrafi całkiem sensownie (a przy tym w sposób wysoce zyskowny) wykorzystać swoją wiedzę czy raczej niestandardowy pomysł. Ale to nie ze względu na to warto zapamiętać Talesa. Pozostawił on po sobie ważną lekcję, którą każdy filozof powinien dobrze zapamiętać. Ale po kolei.

Jak wiadomo Tales był pierwszym, który na gruncie filozofii postawił pytanie o to, z czego ten cały świat jest właściwie zrobiony. Zakładał, że musi być jakieś podstawowe coś, z czego zrobiona jest cała reszta. I jak podają potomni, uznał nasz filozof, iż tak naprawdę wszystko -- kamień, wino, drewno, ludzkie ciało -- zrobione jest z wody. Nie będziemy tu dyskutować nad słusznością czy niewątpliwą odkrywczością tej tezy, gdyż zupełnie inny aspekt tej historii jest dla nas bardziej interesujący.

Otóż można bezpiecznie założyć, że Tales nie uważał, że wszystko było zrobione z tej samej wody, w której się myjemy. Prawdopodobnie chodziło mu o coś zgoła innego, co tylko wodą zostało -- z braku lepszego miana -- nazwane. Jest to moment o kapitalnym znaczniu dla całej filozofii. Oto zwykłe słowo, znajdujące się w powszechnym użyciu, rozumiane przez każdą osobę władającą tym językiem, nagle przestaje być po prostu słowem, a staje się kategorią filozoficzną. Tales z Miletu dokonał tu bardzo śmiałego zabiegu na języku -- świadomie i celowo go przekształcił, wykraczając daleko poza ustalone znaczenia słów. Ale dzięki temu mógł wyrazić coś, co zdawało się niemożliwe do wyrażenia.

Tego zabiegu po dziś dzień w mniejszym lub większym stopniu używają wszyscy filozofowie. Bo każdy język ma mocno ograniczony zakres tego, co można w nim wyrazić. Dlatego też konieczna jest nieustanna reforma, udoskonalanie języka tak, by coraz lepiej można nim było opisać otaczający nas świat. A to właśnie jest jednym z najistotniejszych zadań filozofii.

Czytając o Talesie powinniśmy zatem wydobyć przede wszystkim taką oto praktyczną radę od mistrza filozofa, dla wszystkich czeladników:
Używaj języka w sposób twórczy!

Comments (0) Trackbacks (0)

No comments yet.


Leave a comment


No trackbacks yet.