Ukryci i przyczajeni
No i kolejny raz obejrzałem Skradającego się tygrysa, ukrytego smoka. Chusteczki znów się przydały. Po prostu rozkłada mnie ten film, ilekroć go widzę. Klasyczna tragedia opowiedziana w konwencji chińskiej baśni o superwojownikach, czy raczej o artystach sztuk walki. Oczywiście można się czepiać walk na linkach, absurdalnych chwilami obrazów -- i tak pozostaje to dzieło wielkiego formatu.
Smutek tego filmu jest niezwykle głęboki, a historia konsekwentna aż do bólu. Kilka dróg życiowych, i wszystkie zakończone porażką. Ani zasady, ani wolność, ani miłość, ani samorozwój -- ostatecznie nic nie jest w stanie ocalić bohaterów. Jak w greckiej tragedii zakończenie może być tylko jedno. Scenariusz jest prawdziwą perełką.
Do tego film pieści audiowizualnie. Muzyka i obraz tworzą razem połączenie niemal doskonałe. U wielu ludzi wątpliwości budzą ci wszyscy latający wojownicy, ale to przecież wymóg konwencji. W Chinach o mistrzach sztuk walki nie takie historie się opowiadało. A muszę przyznać, że niezmiernie podoba mi się kierunek w jakim rozwija się tradycja chińskich filmów walki. Od czasów Jednorękiego szermierza, Dawno temu w Chinach i innych perełek wiele się zmieniło na lepsze. Na jeszcze lepsze.
Aż z wrażenia będę sobie musiał przypomnieć Hero, który jest co najmniej równie dobry.
