Norton I – cesarz Stanów Zjednoczonych
Może i Stany Zjednoczone nie mają historii. Czym jest skromne 300 lat wobec tysiącletnich państw starego lądu. To w Europie i Azji rodziły się, trwały i umierały prawdziwe imperia. Ameryka nie miała nawet malutkiego króla. Był jednak taki czas, gdy Stany Zjednoczone były cesarstwem.
17 września 1859 roku, w San Francisco, Joshua Abraham Norton ogłosił siebie Cesarzem Stanów Zjednoczonych (i Protektorem Meksyku, jak czasem dodawał). Przez 21 lat, aż do swojej śmierci, rządził niepodzielnie. Jak przystało na prawdziwego cesarza, szybko rozwiązał Kongres - po co ciało ustawodawcze w kraju, którego prawa stanowić winny cesarskie dekrety. Zwłaszcza, że kongresmeni nie stawili się na rozkaz Cesarza, który chciał by wytłumaczyli się z drążącej władzę korupcji i bałaganu panującego w kraju. Tak zwane oficjalne władze USA zignorowały wprawdzie jego dekrety, lecz on dostojnie ignorował rebeliancki parlament oraz samozwańczego prezydenta. Na taki gest stać tylko największych.
Pośród wielu deklaracji wydanych przez Cesarza Nortona I znalazły się prawdziwe perełki:
- Dekretem z 2 grudnia 1859 roku zwolnił gubernatora stanu Wirginia Henrego Wise'a za skazanie na śmierć Johna Browna, walczącego o zniesienie niewolnictwa.
- Dekretem z 25 lipca 1869 roku nakazał sfinansować badania Fredericka Marriotta, który usiłował skonstruować pojazd latający. Cesarz widział użyteczność takich maszyn.
- Dekretem z 12 sierpnia 1869 roku rozwiązał partie Republikańską i Demokratyczną. Myśl o zdelegalizowaniu kłótliwych partii może być nam dzisiaj wyjątkowo bliska.
- Dekretem z 23 marca 1872 roku nakazał zbudować most wiszący pomiędzy Oakland a San Francisco. Polecenie wykonano dopiero w latach 1933-36.
To tylko nieliczne z jego wystąpień. W jednym z edyktów nakazał utworzyć Ligę Narodów (w drugiej połowie XIX wieku!), w innym zakazał używania nazwy Frisco, obraźliwej dla miasta nazwanego imieniem świętego Franciszka (grzywna wynosila 25 dolarów), a po wizycie w Sacramento nakazał posprządać zabłocone ulice i zamontować oświetlenie gazowe.
Jego realna władza polityczna była oczywiście znikoma, a większość dekretów i edyktów grzecznie ignorowano. Jednak Norton I cieszył ogromnym szacunkiem mieszkańców swojego miasta. Goszczony był w restauracjach i rzadko ktoś miał czelność domagać się od niego zapłaty. Mógł swobodnie korzystać z publicznych środków transportu. W teatrze rezerwowano trzy miejsca - dla cesarza i jego dwóch psów (Lazarusa i Bummera). Gdy tylko wyraził takie życzenie, Grand Hotel zaproponował mu darmowy apartament. Lokalna prasa drukowała jego dekrety bez żadnych opłat. Gdy jego oficjalny mundur się zestarzał, miasto zapłaciło za nowy, a najlepsi krawcy walczyli o przywilej ubrania Cesarza. A gdy zaczął wydawać własną walutę, była ona powszechnie uznawana.
Jest opowieść, która dobitnie świadczy o odwadze i mocy Cesarza Nortona. Jak w każdym mieście, w San Francisco dochodziło do zamieszek na tle rasowym. Pewnej nocy banda osiłków z kijami i pochodniami ruszyła na chińską dzielnicę. Na drodze stanął im samotnie Jego Wysokość Cesarz. I zaczął się modlić. Nikt nie ważył się pójść dalej.
Oczywiście zdarzały się nieprzyjemne epizody. Najsłynniejszy wydarzył się w styczniu 1867 roku. Pewien nadgorliwy policjant aresztował Nortona I i chciał go wysłać na przymusowe leczenie psychiatryczne. W mieście zapanowało takie poruszenie, że sam szef miejskiej policji osobiście wypuścił cesarza z celi i publicznie przepraszał. Norton I okazał się wyrozumiały, i od tego czasu wszyscy policjanci napotkawszy go na ulicy, salutowali. On odwdzięczał się idąc na czele corocznej policyjnej parady.
Niemal codziennie chodził po mieście, kontrolując stan swojej ukochanej stolicy. Był powszechnie rozpoznawany w swym niebieskim mundurze, ze złotymi epoletami, czasem z chińską parasolką i oczywiście w towarzystwie Lazarusa i Bummera. Stał się atrakcją turystyczną miasta, ale i ważnym elementem lokalnego życia. Korespondował z Bismarckiem i królową Wiktorią, ale przede wszystkim dbał o swoje otoczenie. Zaskarbił tym sobie wielką miłość poddanych.
Zmarł podczas obchodu, 8 stycznia 1880 roku. W kieszeni miał 6 dolarów - jedyny dorobek swojego życia. Ale pogrzeb wyprawiono mu iście cesarski. W kondukcie żałobnym szło około 10000 ludzi. Dwa razy tyle wyszło na ulicę, by ostatni raz pokłonić się Cesarzowi Nortonowi I. Gazety pożegnały go wielkimi, żałobnymi nagłówkami. Cesarz Stanów Zjednoczonych i Protektor Meksyku opuścił swych kochających poddanych.
Rządził bez władzy. Nie potrzebował wojska, nie ściągał podatków, interweniował tylko wtedy, gdy zachodziła taka potrzeba. Dał poddanym wolność, a w zamian dostał szacunek. Był wizjonerem i wielkim człowiekiem. A najwspanialsze w tej opowieści jest to, że był prawdziwy.
Garść źródeł:
- Cesarz Norton w Wikipedii: wersja angielska i polska (znacznie uboższa).
- Lista dekretów Cesarza, tych uznawanych za wiarygodne - ze stron Wirtualnego Muzeum Miasta San Francisco.
- Kilka mniejszych artykułów na temat Jego Cesarskiej Mości.

February 12th, 2006 - 16:35
Są nawet o nim komiksy :) Jeden z najlepszych jakie czytałem to “Three Septembers and a January” Neila Gaimana (część jego cyklu “Sandman”). Doskonała lektura, nawet dla tych, którzy nie przepadają za komiksami na co dzień.
February 12th, 2006 - 16:44
Tak. Pierwszy raz natknąłem się na cesarza Nortona w Illuminatusie!, czyli poznałem go jako discordiańskiego świętego. Ale właśnie ten komiks, który niedawno wpadł mi w ręce, zainspirował mnie do napisania tej notki. :) Gaiman pięknie wpisał Nortona w świat Sandmana.
February 12th, 2006 - 16:48
Świetny artykuł. Takich rzeczy nie uczą niestety w szkołach.
Zdaje się, że jakiś chochlik zakradł się do daty pierwszego dekretu.
February 12th, 2006 - 17:02
Cóż, w szkołach wielu rzeczy nie uczą. I między innymi za to kochamy internet.
A efekty działania chochlika poprawione. Dzięki. Nie lubię edytora nowego WordPressa. Mam nadzieję, że uda się jakoś odzyskać edytor z 1.5…
February 12th, 2006 - 18:47
Wyłącz WYSIWYG w preferencjach konta :)
February 12th, 2006 - 19:32
Szukałem w opcjach, a okazuje się, że to to można wyłączyć tylko z profilu. Troszkę nieintuicyjne. Ale działa i znów widzę kod. :)