<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: Fake Tool Hoax</title>
	<atom:link href="http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/</link>
	<description>Myśli przebrane  za filozofię, Internet, kulturę i codzienność</description>
	<lastBuildDate>Tue, 01 Mar 2011 17:23:59 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2</generator>
	<item>
		<title>By: M.</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-494</link>
		<dc:creator>M.</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 22 Jun 2006 22:13:12 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-494</guid>
		<description>Brawo.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Brawo.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Nina</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-476</link>
		<dc:creator>Nina</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 09 May 2006 20:20:03 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-476</guid>
		<description>W kwestii literatury naukowej, dofinansowywanej przez instytucje naukowe i wydawanej z założenia nie dla zysku, Twój postulat udostępniania jej w postaci cyfrowej jest, jak sądzę, dość realny. Jakiś czas temu jakiś minister chciał osobiście ustalać ceny podręczników szkolnych, więc idea zupełnie darmowych e-booków zapewne zostałaby tym radośniej podchwycona ;&gt;

Jednak likwidacja prawa autorskiego brzmi groźnie. Kluczowym stwierdzeniem w części dotyczącej majątkowych praw autorskich jest bowiem to, że autor &lt;b&gt;ma prawo&lt;/b&gt; do wynagrodzenia. To dość prosta deklaracja, w końcu autor też człowiek, a w krajach cywilizowanych człowiek zazwyczaj ma prawo do wynagrodzenia za swoją pracę. W krajach mniej cywilizowanych oczywiście wciąż istnieje niewolnictwo, czyli przymusowa praca bez wynagrodzenia. Ale niewolnictwo źle się kojarzy, z tym się chyba zgodzisz.

Pisanie jest pracą; także pisanie książek rozrywkowych (fantastyka, sensacja, kryminały, romanse, etc.). Przyznam, że koncepcja korzystania komercyjnego (płatnego) i niekomercyjnego (darmowego) z książki beletrystycznej wydaje mi się dosyć absurdalna. No i zabawna - a to dlatego, że obecna praktyka (efekt gospodarki rynkowej) jest dokładnie odwrotna. Recenzenci, piszący recenzje z książek dla czasopism i otrzymujący za to wierszówkę, dostają od wydawców egzemplarze recenzenckie za darmo. Czytelnicy, chcący przeczytać książkę dla rozrywki (czymże innym jest bowiem czytanie beletrystyki, jeśli nie rozrywką) muszą korzystać z płatnych egzemplarzy. Tyle, że recenzentów otrzymujących te darmowe egzemplarze jest kilkudziesięciu, a czytelników - kilka tysięcy. Odwrócenie proporcji płatności-bezpłatności spowodowałoby natychmiastowe zamknięcie wszystkich wydawnictw.

Piszesz: &quot;w przypadku książek jest tak, że opublikowanie ich za darmo w internecie nie sprawia, że nikt ich nie kupuje (domyślam się, że jest tak również w przypadku muzyki).&quot; Cóż, przy nakładzie 2000-3000 egz. (standardowy nakład debiutu polskiego prozaika) darmowe udostępnienie tekstu w Internecie kompletnie zabiłoby sprzedaż - autor nie dostałby żadnego honorarium i nie napisałby już kolejnej książki, a nawet gdyby napisał, żadne wydawnictwo by jej nie opublikowało, skoro sprzedaż pierwszej była totalną porażką. Nakłady powyżej 10 tys. mają obecnie tylko niektórzy, najpopularniejsi (żyjący) polscy autorzy literatury rozrywkowej. Można ich policzyć na palcach.

&quot;Może rozwiązaniem byłaby nie likwidacja, ale umożliwienie wszystkim na korzystanie w celach niekomercyjnych, z pozostawieniem autorom, którzy sobie tego życzą wyłącznych praw do komercyjnego wykorzystywania utworów&quot; - albo ja, albo Ty, czegoś tu nie rozumiemy. Przecież teraz autorzy, którzy sobie tego życzą, &lt;b&gt;mogą&lt;/b&gt; udostępniać swoje dzieła za darmo. Ĺťadne prawo im tego nie zabrania. A pozostali najwidoczniej jednak życzą sobie otrzymywać wynagrodzenie za swoją pracę. Być może nawet chcieliby na niej &lt;i&gt;zarabiać&lt;/i&gt;. Nie tylko mieć co jeść, ale kupić sobie samochód... dom z ogrodem... wyjechać na wakacje gdzieś w ciepłe kraje... BTW: jest takie powiedzenie, że pisarza od grafomana odróżnia to, że grafoman pisze dla samej radości pisania, a pisarz - dla pieniędzy.

&quot;Bo pogłębiający się podział na biednych i bogatych doprowadzi do tego, że biednych nie będzie stać na dostęp do wiedzy, chociaż dzisiejsza technologia pozwala na dzielenie się całą ludzką wiedzą.&quot; To zapewne prawda. Ale ani pisarze ani wydawnictwa nie są temu winne. Upadek wydawnictw i drastyczne zmniejszenie liczy piszących pisarzy tego niekorzystego zjawiska nie powstrzyma.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>W kwestii literatury naukowej, dofinansowywanej przez instytucje naukowe i wydawanej z założenia nie dla zysku, Twój postulat udostępniania jej w postaci cyfrowej jest, jak sądzę, dość realny. Jakiś czas temu jakiś minister chciał osobiście ustalać ceny podręczników szkolnych, więc idea zupełnie darmowych e-booków zapewne zostałaby tym radośniej podchwycona ;&gt;</p>
<p>Jednak likwidacja prawa autorskiego brzmi groźnie. Kluczowym stwierdzeniem w części dotyczącej majątkowych praw autorskich jest bowiem to, że autor <b>ma prawo</b> do wynagrodzenia. To dość prosta deklaracja, w końcu autor też człowiek, a w krajach cywilizowanych człowiek zazwyczaj ma prawo do wynagrodzenia za swoją pracę. W krajach mniej cywilizowanych oczywiście wciąż istnieje niewolnictwo, czyli przymusowa praca bez wynagrodzenia. Ale niewolnictwo źle się kojarzy, z tym się chyba zgodzisz.</p>
<p>Pisanie jest pracą; także pisanie książek rozrywkowych (fantastyka, sensacja, kryminały, romanse, etc.). Przyznam, że koncepcja korzystania komercyjnego (płatnego) i niekomercyjnego (darmowego) z książki beletrystycznej wydaje mi się dosyć absurdalna. No i zabawna &#8211; a to dlatego, że obecna praktyka (efekt gospodarki rynkowej) jest dokładnie odwrotna. Recenzenci, piszący recenzje z książek dla czasopism i otrzymujący za to wierszówkę, dostają od wydawców egzemplarze recenzenckie za darmo. Czytelnicy, chcący przeczytać książkę dla rozrywki (czymże innym jest bowiem czytanie beletrystyki, jeśli nie rozrywką) muszą korzystać z płatnych egzemplarzy. Tyle, że recenzentów otrzymujących te darmowe egzemplarze jest kilkudziesięciu, a czytelników &#8211; kilka tysięcy. Odwrócenie proporcji płatności-bezpłatności spowodowałoby natychmiastowe zamknięcie wszystkich wydawnictw.</p>
<p>Piszesz: &#8220;w przypadku książek jest tak, że opublikowanie ich za darmo w internecie nie sprawia, że nikt ich nie kupuje (domyślam się, że jest tak również w przypadku muzyki).&#8221; Cóż, przy nakładzie 2000-3000 egz. (standardowy nakład debiutu polskiego prozaika) darmowe udostępnienie tekstu w Internecie kompletnie zabiłoby sprzedaż &#8211; autor nie dostałby żadnego honorarium i nie napisałby już kolejnej książki, a nawet gdyby napisał, żadne wydawnictwo by jej nie opublikowało, skoro sprzedaż pierwszej była totalną porażką. Nakłady powyżej 10 tys. mają obecnie tylko niektórzy, najpopularniejsi (żyjący) polscy autorzy literatury rozrywkowej. Można ich policzyć na palcach.</p>
<p>&#8220;Może rozwiązaniem byłaby nie likwidacja, ale umożliwienie wszystkim na korzystanie w celach niekomercyjnych, z pozostawieniem autorom, którzy sobie tego życzą wyłącznych praw do komercyjnego wykorzystywania utworów&#8221; &#8211; albo ja, albo Ty, czegoś tu nie rozumiemy. Przecież teraz autorzy, którzy sobie tego życzą, <b>mogą</b> udostępniać swoje dzieła za darmo. Ĺťadne prawo im tego nie zabrania. A pozostali najwidoczniej jednak życzą sobie otrzymywać wynagrodzenie za swoją pracę. Być może nawet chcieliby na niej <i>zarabiać</i>. Nie tylko mieć co jeść, ale kupić sobie samochód&#8230; dom z ogrodem&#8230; wyjechać na wakacje gdzieś w ciepłe kraje&#8230; BTW: jest takie powiedzenie, że pisarza od grafomana odróżnia to, że grafoman pisze dla samej radości pisania, a pisarz &#8211; dla pieniędzy.</p>
<p>&#8220;Bo pogłębiający się podział na biednych i bogatych doprowadzi do tego, że biednych nie będzie stać na dostęp do wiedzy, chociaż dzisiejsza technologia pozwala na dzielenie się całą ludzką wiedzą.&#8221; To zapewne prawda. Ale ani pisarze ani wydawnictwa nie są temu winne. Upadek wydawnictw i drastyczne zmniejszenie liczy piszących pisarzy tego niekorzystego zjawiska nie powstrzyma.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: GDS</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-473</link>
		<dc:creator>GDS</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 09 May 2006 08:33:09 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-473</guid>
		<description>Cieszę się, że aż tak nie przeraża Cię mój nie do końca jeszcze sprecyzowany pogląd na sprawę praw autorskich.

Co do książek, można powiedzieć, że jetem nawet bardzo zainteresowany rynkiem. Kupuję sporo książek, jeszcze więcej czytam. Nie wiem, czy prawo autorskie powinno być zupełnie zniesione czy też nie. W każdym razie w przypadku książek jest tak, że opublikowanie ich za darmo w internecie nie sprawia, że nikt ich nie kupuje (domyślam się, że jest tak również w przypadku muzyki). Jeśli o mnie chodzi, drukuję z sieci tylko książki, których nie mogę dostać w Polsce. Książka, którą mogę ściągnąć za darmo, przejrzeć, a nawet przeczytać, jeśli mnie zainteresuje, raczej skłania mnie do zakupu jej fizycznego nośnika. Tak było m.in. w przypadku &quot;Wolnej Kultury&quot;, której dwa egzemplarze nabyłem w standardowej formie książkowej (jeden sprezentowałem). Zatem sieć może być świetną formą promocji dla literatury drukowanej. Bo książka w ręku to zupełnie inna sprawa niż gapienie się w nieporęczny ekran.

Uważam, że książki udostępniane za darmo w sieci do użytku niekomercyjnego mogłyby się przyczynić do wzrostu czytelnictwa, a także umożliwić tym, którzy nie mają pieniędzy na ich zakup, dostęp do nowości i wartościowych publikacji. Jestem zwolennikiem darmowej publikacji w sieci zwłaszcza w przypadku książek naukowych, pisanych przez naukowców opłacanych z publicznych pieniędzy.

Likwidacja prawa autorskiego rozwiązałaby  być może problem umożliwienia dostępu do wiedzy wszystkim, którzy mają dostęp do sieci. A Może rozwiązaniem byłaby nie likwidacja, ale umożliwienie wszystkim na korzystanie w celach niekomercyjnych, z pozostawieniem autorom, którzy sobie tego życzą wyłącznych praw do komercyjnego wykorzystywania utworów (nie pozbawiamy ich wówczas pieniędzy na pędzle, maszyny do pisania, mieszkanie i żywność, o co się wcześniej upomniałaś). Ale to kwestia do długiej dyskusji i warto o tym rozmawiać, nawet o radykalnych propozycjach. Bo pogłębiający się podział na biednych i bogatych doprowadzi do tego, że biednych nie będzie stać na dostęp do wiedzy, chociaż dzisiejsza technologia pozwala na dzielenie się całą ludzką wiedzą. Nie wystarczą tylko inicjatywy w rodzaju &quot;laptop za 100$&quot;, bo może się okazać, jak przytaczał m.in. Castells,że komputery będą służyć tylko do spisywania historii upadku np. biednych krajów afrykańskich.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Cieszę się, że aż tak nie przeraża Cię mój nie do końca jeszcze sprecyzowany pogląd na sprawę praw autorskich.</p>
<p>Co do książek, można powiedzieć, że jetem nawet bardzo zainteresowany rynkiem. Kupuję sporo książek, jeszcze więcej czytam. Nie wiem, czy prawo autorskie powinno być zupełnie zniesione czy też nie. W każdym razie w przypadku książek jest tak, że opublikowanie ich za darmo w internecie nie sprawia, że nikt ich nie kupuje (domyślam się, że jest tak również w przypadku muzyki). Jeśli o mnie chodzi, drukuję z sieci tylko książki, których nie mogę dostać w Polsce. Książka, którą mogę ściągnąć za darmo, przejrzeć, a nawet przeczytać, jeśli mnie zainteresuje, raczej skłania mnie do zakupu jej fizycznego nośnika. Tak było m.in. w przypadku &#8220;Wolnej Kultury&#8221;, której dwa egzemplarze nabyłem w standardowej formie książkowej (jeden sprezentowałem). Zatem sieć może być świetną formą promocji dla literatury drukowanej. Bo książka w ręku to zupełnie inna sprawa niż gapienie się w nieporęczny ekran.</p>
<p>Uważam, że książki udostępniane za darmo w sieci do użytku niekomercyjnego mogłyby się przyczynić do wzrostu czytelnictwa, a także umożliwić tym, którzy nie mają pieniędzy na ich zakup, dostęp do nowości i wartościowych publikacji. Jestem zwolennikiem darmowej publikacji w sieci zwłaszcza w przypadku książek naukowych, pisanych przez naukowców opłacanych z publicznych pieniędzy.</p>
<p>Likwidacja prawa autorskiego rozwiązałaby  być może problem umożliwienia dostępu do wiedzy wszystkim, którzy mają dostęp do sieci. A Może rozwiązaniem byłaby nie likwidacja, ale umożliwienie wszystkim na korzystanie w celach niekomercyjnych, z pozostawieniem autorom, którzy sobie tego życzą wyłącznych praw do komercyjnego wykorzystywania utworów (nie pozbawiamy ich wówczas pieniędzy na pędzle, maszyny do pisania, mieszkanie i żywność, o co się wcześniej upomniałaś). Ale to kwestia do długiej dyskusji i warto o tym rozmawiać, nawet o radykalnych propozycjach. Bo pogłębiający się podział na biednych i bogatych doprowadzi do tego, że biednych nie będzie stać na dostęp do wiedzy, chociaż dzisiejsza technologia pozwala na dzielenie się całą ludzką wiedzą. Nie wystarczą tylko inicjatywy w rodzaju &#8220;laptop za 100$&#8221;, bo może się okazać, jak przytaczał m.in. Castells,że komputery będą służyć tylko do spisywania historii upadku np. biednych krajów afrykańskich.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Nina</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-472</link>
		<dc:creator>Nina</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 08 May 2006 22:55:06 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-472</guid>
		<description>No, to już brzmi nieco rozsądniej - ale postulat zlikwidowania prawa autorskiego tak się miał do rozwiązania kwestii zbyt wysokich kosztów cyfrowych kopii utworów muzycznych, jak propozycja zlikwidowania w tym celu prawa w ogóle :)

MP3 mnie niespecjalnie interesują; pracuję w wydawnictwie i bliższy mi jest rynek książki oraz sytuacja polskich pisarzy. To jednak, jak rozumiem, z kolei Ciebie niezbyt ciekawi...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>No, to już brzmi nieco rozsądniej &#8211; ale postulat zlikwidowania prawa autorskiego tak się miał do rozwiązania kwestii zbyt wysokich kosztów cyfrowych kopii utworów muzycznych, jak propozycja zlikwidowania w tym celu prawa w ogóle :)</p>
<p>MP3 mnie niespecjalnie interesują; pracuję w wydawnictwie i bliższy mi jest rynek książki oraz sytuacja polskich pisarzy. To jednak, jak rozumiem, z kolei Ciebie niezbyt ciekawi&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: GDS</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-468</link>
		<dc:creator>GDS</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 08 May 2006 11:25:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-468</guid>
		<description>Pisząc o ułamkach grosza, miałem na myśli tworzenie cyfrowych kopii utworów (wybacz za skrót myślowy). Zdaję sobie sprawę, że napisanie piosenki i jej nagranie kosztuje. Artyści muszą jeść, gdzieś mieszkać, płacić za sprzęt, rozumiem to doskonale. Tego przecież nie neguję, chociaż można było tak odebrać moje słowa. Uważam jedynie, że powinniśmy się zastanowić, czy za cyfrowe kopie rzeczywiście trzeba płacić, a jeśli tak, to czy nie powinny to być naprawdę niewielkie kwoty i czy zawsze obowiązkowe. O ile wytworzenie pierwszej wersji kosztuje, to kolejne kopie cyfrowe są tworzone prawie bez kosztów. Natomiast w przypadku naniesienia utworu na nośnik fizyczny płacimy nie tylko za nagranie i potrzeby życiowe artysty, ale za nośnik, stworzenie okładki, miejsce na półce w sklepie, pensję dla sprzedawcy, opłaty związane z użytkowaniem sklepu, zysk dla właściciela i wielu pośredników.

Oczywiście, że powinienem zapłacić za udział w koncercie we wspaniałej atmosferze jakiegoś klubu. Ale czy powinienem zapłacić za cyfrową kopię, której zrobienie nic nie kosztuje i na pewno nie jest kradzieżą, tego nie jestem pewien.

Podobnie jest w przypadku wolnego oprogramowania- ludzie poświęcają czas na jego produkcję, ale nie zawsze je sprzedają. A nawet jeśli sprzedadzą komuś kopię, ta osoba ma prawo miliony kopii rozdać za darmo. Myślę, że jesteśmy u progu dużej zmiany- sklepy z mp3 online są tego zapowiedzią, ale jeszcze lepszym przykładem są miliony utworów mp3 w internecie, rozdawanych za darmo przez różnorodnych artystów, którzy chcą dzielić się twórczością. Nie jest zatem zupełnie tak, jak napisałaś, że bez pieniędzy za twórczość artyści wymrą z głodu i nie będą tworzyć.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Pisząc o ułamkach grosza, miałem na myśli tworzenie cyfrowych kopii utworów (wybacz za skrót myślowy). Zdaję sobie sprawę, że napisanie piosenki i jej nagranie kosztuje. Artyści muszą jeść, gdzieś mieszkać, płacić za sprzęt, rozumiem to doskonale. Tego przecież nie neguję, chociaż można było tak odebrać moje słowa. Uważam jedynie, że powinniśmy się zastanowić, czy za cyfrowe kopie rzeczywiście trzeba płacić, a jeśli tak, to czy nie powinny to być naprawdę niewielkie kwoty i czy zawsze obowiązkowe. O ile wytworzenie pierwszej wersji kosztuje, to kolejne kopie cyfrowe są tworzone prawie bez kosztów. Natomiast w przypadku naniesienia utworu na nośnik fizyczny płacimy nie tylko za nagranie i potrzeby życiowe artysty, ale za nośnik, stworzenie okładki, miejsce na półce w sklepie, pensję dla sprzedawcy, opłaty związane z użytkowaniem sklepu, zysk dla właściciela i wielu pośredników.</p>
<p>Oczywiście, że powinienem zapłacić za udział w koncercie we wspaniałej atmosferze jakiegoś klubu. Ale czy powinienem zapłacić za cyfrową kopię, której zrobienie nic nie kosztuje i na pewno nie jest kradzieżą, tego nie jestem pewien.</p>
<p>Podobnie jest w przypadku wolnego oprogramowania- ludzie poświęcają czas na jego produkcję, ale nie zawsze je sprzedają. A nawet jeśli sprzedadzą komuś kopię, ta osoba ma prawo miliony kopii rozdać za darmo. Myślę, że jesteśmy u progu dużej zmiany- sklepy z mp3 online są tego zapowiedzią, ale jeszcze lepszym przykładem są miliony utworów mp3 w internecie, rozdawanych za darmo przez różnorodnych artystów, którzy chcą dzielić się twórczością. Nie jest zatem zupełnie tak, jak napisałaś, że bez pieniędzy za twórczość artyści wymrą z głodu i nie będą tworzyć.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Nina</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-467</link>
		<dc:creator>Nina</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 08 May 2006 01:21:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-467</guid>
		<description>Grzegorzu, przeczytałam, co napisałes i nóż mi się w kieszeni otworzył. &quot;Czy w ogóle powinien istnieć obowiązek zapłaty za coś, czego wytworzenie kosztuje ułamki grosza i co ludzie robią ze względu na własne potrzeby twórcze&quot; - pytasz. No kurde, oczy mi otworzyłeś. Przecież muzycy, pisarze, malarze nie muszą jeść, bo żyją powietrzem; nie mają rodzin na utrzymaniu; instrumenty muzyczne, papier, farba spadają im z nieba, a umiejętności mieli dane od Boga już w momencie narodzin, tak samo, jak talent. &quot;Wytworzenie&quot; IX Symfonii kosztowało Beethovena ułamki grosza, a Michał Anioł wymalował kopułę Kaplicy Sykstyńskiej w ciągu jednego weekendu, ze względu na własne potrzeby twórcze. Po cholerę pieniądze Pavarottiemu - przecież śpiewa, bo lubi. Nad czym tu się zastanawiać? Znieśmy prawo autorskie, a twórców pozamykajmy w chlewikach. Jak się im da kawałek węgla, cudności będą na ścianach malować i wypisywać...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Grzegorzu, przeczytałam, co napisałes i nóż mi się w kieszeni otworzył. &#8220;Czy w ogóle powinien istnieć obowiązek zapłaty za coś, czego wytworzenie kosztuje ułamki grosza i co ludzie robią ze względu na własne potrzeby twórcze&#8221; &#8211; pytasz. No kurde, oczy mi otworzyłeś. Przecież muzycy, pisarze, malarze nie muszą jeść, bo żyją powietrzem; nie mają rodzin na utrzymaniu; instrumenty muzyczne, papier, farba spadają im z nieba, a umiejętności mieli dane od Boga już w momencie narodzin, tak samo, jak talent. &#8220;Wytworzenie&#8221; IX Symfonii kosztowało Beethovena ułamki grosza, a Michał Anioł wymalował kopułę Kaplicy Sykstyńskiej w ciągu jednego weekendu, ze względu na własne potrzeby twórcze. Po cholerę pieniądze Pavarottiemu &#8211; przecież śpiewa, bo lubi. Nad czym tu się zastanawiać? Znieśmy prawo autorskie, a twórców pozamykajmy w chlewikach. Jak się im da kawałek węgla, cudności będą na ścianach malować i wypisywać&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: GDS</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-464</link>
		<dc:creator>GDS</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 May 2006 20:26:30 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-464</guid>
		<description>Nie ma powodu do jakiejkolwiek urazy, w końcu na spieraniu się opiera się dyskusja. Michale, w pewnym sensie masz rację. Kopiowanie przeze mnie muzyki, to jak słuchanie jej podczas koncertu, ale słuchanie zza płotu. Przy czym w wypadku nowych mediów, płot nie otacza już całego koncertu, ale właściwie obejmuje już tylko część przestrzeni pod sceną. Wejście za  płot jest płatne (ludzie płacą za prąd, ochronę, reklamę, gażę dla artystów), ale bycie za płotem może również oznaczać stanie pod sceną i wysłuchanie koncertu w tej samej jakości, odebranie tych samych wrażeń (zawsze istniał jakiś obszar za płotem, gdzie można było wysłuchać koncertu w dobrej jakości, a kopie mp3 pozwalają na odbiór z praktycznie całą oprawą). Bo przecież słuchając nie zastanawiasz się nad  nośnikiem (oczywiście upraszczam, bo możesz uwielbiać wyszukiwanie drobnych różnic pomiędzy skompresowaną muzyką w mp3 a muzyką nieskompresowaną, odbiorem z płyt winylowych itp.). W przypadku opłaty za taki koncert, pozostaje Ci pamiątka, nazwijmy ją np. biletem, w postaci okładki, która również może być dziełem sztuki, oraz kawałek plastiku.

Nie zamierzam walczyć z wielkimi koncernami stosując taktykę kopiowania. Tworzenie kopii nie oznacza w przypadku mp3 zwykłej kradzieży- płyta ze sklepu nie znika. Po prostu korzystam z możliwości, jakie daje mi komputer podłączony do sieci. W zamierzchłych czasach, a nawet niekoniecznie, bo jeszcze całkiem niedawno, mogliśmy swobodnie korzystać z ogromnych zasobów kultury, często nawet nie wiedząc kto jest autorem. Wydaje mi się, że powinniśmy się zastanowic nie tylko nad tym, czy płacić pośrednikom, czy też artyście, ale czy w ogóle powinien istnieć obowiązek zapłaty za coś, czego wytworzenie kosztuje ułamki grosza i co ludzie robią ze względu na własne potrzeby twórcze i czy w ogóle powinno funkcjonować prawo autorskie. 

Wiem, radykalnie i może nie do końca spójnie i precyzyjnie. Ale wydaje mi się, że moje zdanie jest odzwierciedleniem poglądów wielu internautów, a przynajmniej tych, którzy na hubie DC gdańskich uczelni dzielą się praktycznie wszystkim.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Nie ma powodu do jakiejkolwiek urazy, w końcu na spieraniu się opiera się dyskusja. Michale, w pewnym sensie masz rację. Kopiowanie przeze mnie muzyki, to jak słuchanie jej podczas koncertu, ale słuchanie zza płotu. Przy czym w wypadku nowych mediów, płot nie otacza już całego koncertu, ale właściwie obejmuje już tylko część przestrzeni pod sceną. Wejście za  płot jest płatne (ludzie płacą za prąd, ochronę, reklamę, gażę dla artystów), ale bycie za płotem może również oznaczać stanie pod sceną i wysłuchanie koncertu w tej samej jakości, odebranie tych samych wrażeń (zawsze istniał jakiś obszar za płotem, gdzie można było wysłuchać koncertu w dobrej jakości, a kopie mp3 pozwalają na odbiór z praktycznie całą oprawą). Bo przecież słuchając nie zastanawiasz się nad  nośnikiem (oczywiście upraszczam, bo możesz uwielbiać wyszukiwanie drobnych różnic pomiędzy skompresowaną muzyką w mp3 a muzyką nieskompresowaną, odbiorem z płyt winylowych itp.). W przypadku opłaty za taki koncert, pozostaje Ci pamiątka, nazwijmy ją np. biletem, w postaci okładki, która również może być dziełem sztuki, oraz kawałek plastiku.</p>
<p>Nie zamierzam walczyć z wielkimi koncernami stosując taktykę kopiowania. Tworzenie kopii nie oznacza w przypadku mp3 zwykłej kradzieży- płyta ze sklepu nie znika. Po prostu korzystam z możliwości, jakie daje mi komputer podłączony do sieci. W zamierzchłych czasach, a nawet niekoniecznie, bo jeszcze całkiem niedawno, mogliśmy swobodnie korzystać z ogromnych zasobów kultury, często nawet nie wiedząc kto jest autorem. Wydaje mi się, że powinniśmy się zastanowic nie tylko nad tym, czy płacić pośrednikom, czy też artyście, ale czy w ogóle powinien istnieć obowiązek zapłaty za coś, czego wytworzenie kosztuje ułamki grosza i co ludzie robią ze względu na własne potrzeby twórcze i czy w ogóle powinno funkcjonować prawo autorskie. </p>
<p>Wiem, radykalnie i może nie do końca spójnie i precyzyjnie. Ale wydaje mi się, że moje zdanie jest odzwierciedleniem poglądów wielu internautów, a przynajmniej tych, którzy na hubie DC gdańskich uczelni dzielą się praktycznie wszystkim.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Marcin Sieńko</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-460</link>
		<dc:creator>Marcin Sieńko</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 May 2006 11:47:53 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-460</guid>
		<description>Co do płyty - trzeba dać jej trochę czasu. Po pierwszym przesłuchaniu też miałem problemy z rozróżnieniem utworów i czułem się nieco rozczarowany. Ale kiedy się spokojnie wsłuchalem, poświęcając słuchaniu jakieś 80% procent uwagi ;), poczytałem teksty, pokontemplowałem - jest lepiej. Niektóre teksty wydają mi się słabe, podobnie jak niektóre fragmenty muzyczne, ale takie na przykład szkrzydła (obie części) już teraz uważam za genialne.

Co do kupowania płyt - sprawa jest trudna. Głęboko wierzę w to, że dostęp do kultury powinien być darmowy. Podobnie jak wierzę w to, że twórca powinien móc żyć z tworzenia. Niestety obecne modele dystrybucji i &quot;urynkowienie&quot; kultury sprawiają, że wydaje się to sprzeczne. Ale już teraz widać przynajmniej trzy możliwości pogodzenia darmowości z zyskiem twórcy:

1. Sprzedawanie nie samego dzieła, tylko wartości dodanych - np. nie muzyki, tylko ładnie wydanej (lub w ogóle wydanej) płyty, koszulki, plakatu, koncertu itd. To doskonale działa.
2. Bezpośrednie finansowanie - jestem głęboko przekonany, że gdyby sami twórcy (zwłaszcza ci popularni) udostępnili numery kont, na które można przelewać wyrazy uznania, nieźle by zarobili. Wielu nie  płaci z zasady. Wielu dla idei - nie chcą wspierać pośredniczących pasożytów. 
3. Powiązana z dziełem reklama/sponsoring. 

Nie wiem czy któryś z powyższych pomysłów się kiedykolwiek przyjmie, ale coś wymyślić trzeba.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Co do płyty &#8211; trzeba dać jej trochę czasu. Po pierwszym przesłuchaniu też miałem problemy z rozróżnieniem utworów i czułem się nieco rozczarowany. Ale kiedy się spokojnie wsłuchalem, poświęcając słuchaniu jakieś 80% procent uwagi ;), poczytałem teksty, pokontemplowałem &#8211; jest lepiej. Niektóre teksty wydają mi się słabe, podobnie jak niektóre fragmenty muzyczne, ale takie na przykład szkrzydła (obie części) już teraz uważam za genialne.</p>
<p>Co do kupowania płyt &#8211; sprawa jest trudna. Głęboko wierzę w to, że dostęp do kultury powinien być darmowy. Podobnie jak wierzę w to, że twórca powinien móc żyć z tworzenia. Niestety obecne modele dystrybucji i &#8220;urynkowienie&#8221; kultury sprawiają, że wydaje się to sprzeczne. Ale już teraz widać przynajmniej trzy możliwości pogodzenia darmowości z zyskiem twórcy:</p>
<p>1. Sprzedawanie nie samego dzieła, tylko wartości dodanych &#8211; np. nie muzyki, tylko ładnie wydanej (lub w ogóle wydanej) płyty, koszulki, plakatu, koncertu itd. To doskonale działa.<br />
2. Bezpośrednie finansowanie &#8211; jestem głęboko przekonany, że gdyby sami twórcy (zwłaszcza ci popularni) udostępnili numery kont, na które można przelewać wyrazy uznania, nieźle by zarobili. Wielu nie  płaci z zasady. Wielu dla idei &#8211; nie chcą wspierać pośredniczących pasożytów.<br />
3. Powiązana z dziełem reklama/sponsoring. </p>
<p>Nie wiem czy któryś z powyższych pomysłów się kiedykolwiek przyjmie, ale coś wymyślić trzeba.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Pręgowski</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-459</link>
		<dc:creator>Pręgowski</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 May 2006 21:46:03 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-459</guid>
		<description>Bez urazy, Grzegorz, ale mi się Twoje porównanie bardziej kojarzy z czymś takim - idziesz ulicą, a w budynku obok jest koncert. Wejście na koncert jest płatne, choćby dlatego, żeby komuś zamortyzowały się koszty wynajęcia sali a komuś innemu przyjazdu, itd. Muzyka Ci się podoba, jednak... nie wejdziesz, tylko przystaniesz przed wejściem i będziesz sobie słuchać za darmo zza winkla :)

Akurat w przypadku np. ostatniej płyty Toola bezsens &quot;kupna dla okładki&quot; wydaje się trudny do zrozumienia, przynajmniej dla kogoś, kogo poruszają prace Aleksa Grey&#039;a - ale tu już schodzimy na sferę gustów. W każdym razie: zdecydowanie wolę oglądać greyowskie minireprodukcje we wkładce zakupionego 10KD niż ekscytować się nimi na ekranie. Bo Luwr też można obejrzeć z peceta, mają nawet świetną prezentację. Tylko co z tego? :)

Jeszcze jedno: IMHO starego porządku dominacji koncernów fonograficznych nie zburzy się programowym odmawianiem kupna płyt (czy mp3) ulubionych wykonawców. Pozwólmy twórcy zdecydować, czy jego sztuka ma być w pełni wolna i wolnodostępna, czy może &quot;skomercjalizowana&quot; poprzez takie czy inne obłożenie go daniną za korzystanie. Właśnie w respektowaniu tego wyboru widziałbym szacunek do pracy artystycznej...

Reasumując w kwestii rezygnacji z kupna muzyki: nie tędy droga do ostatecznego krachu systemu korporacji (muzycznych) ;) Zbyt wiele ofiar po drodze, moim zdaniem.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Bez urazy, Grzegorz, ale mi się Twoje porównanie bardziej kojarzy z czymś takim &#8211; idziesz ulicą, a w budynku obok jest koncert. Wejście na koncert jest płatne, choćby dlatego, żeby komuś zamortyzowały się koszty wynajęcia sali a komuś innemu przyjazdu, itd. Muzyka Ci się podoba, jednak&#8230; nie wejdziesz, tylko przystaniesz przed wejściem i będziesz sobie słuchać za darmo zza winkla :)</p>
<p>Akurat w przypadku np. ostatniej płyty Toola bezsens &#8220;kupna dla okładki&#8221; wydaje się trudny do zrozumienia, przynajmniej dla kogoś, kogo poruszają prace Aleksa Grey&#8217;a &#8211; ale tu już schodzimy na sferę gustów. W każdym razie: zdecydowanie wolę oglądać greyowskie minireprodukcje we wkładce zakupionego 10KD niż ekscytować się nimi na ekranie. Bo Luwr też można obejrzeć z peceta, mają nawet świetną prezentację. Tylko co z tego? :)</p>
<p>Jeszcze jedno: IMHO starego porządku dominacji koncernów fonograficznych nie zburzy się programowym odmawianiem kupna płyt (czy mp3) ulubionych wykonawców. Pozwólmy twórcy zdecydować, czy jego sztuka ma być w pełni wolna i wolnodostępna, czy może &#8220;skomercjalizowana&#8221; poprzez takie czy inne obłożenie go daniną za korzystanie. Właśnie w respektowaniu tego wyboru widziałbym szacunek do pracy artystycznej&#8230;</p>
<p>Reasumując w kwestii rezygnacji z kupna muzyki: nie tędy droga do ostatecznego krachu systemu korporacji (muzycznych) ;) Zbyt wiele ofiar po drodze, moim zdaniem.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: GDS</title>
		<link>http://blog.sienko.net.pl/2006/05/fake-tool-hoax/comment-page-1/#comment-458</link>
		<dc:creator>GDS</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 May 2006 17:06:27 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.sienko.net.pl/?p=75#comment-458</guid>
		<description>Niestety, podobnie jak Michał nie jestem w głębokim szoku po przesłuchaniu płyty. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że po wymieszaniu z kawałkami z Lateralusa nie zauważyłbym większej różnicy pomiędzy płytami. Mam wrażenie, że przekombinowali i po trzech przesłuchaniach płyty nie mam jeszcze ulubionej piosenki. Co gorsza, ja ich jeszcze nie odróżniam! A słuch mam raczej na dość dobrym poziomie :( Cóż... Zasmuciło mnie ostatnio oświadczenie, że Perfect Circle niczego więcej nie nagra. Chociaż czekam nawet na piosenki z innym wokalistą, to również mogłoby być niezłe.

A co do prokonsumenckiej funkcji mp3 ściąganych nielegalnie z sieci, to nie jestem pewien, czy tak jest w istocie. Jeśli o mnie chodzi, nie kupuję płyt ani mp3 od około sześciu lat. Pomijając aspekt moralny mojego zachowania- można się zastanowić, czy w świecie przenośnych odtwarzaczy mp3 jest jeszcze sens kupowania płyt CD czy innych nośników z muzyką. Bo kupno dla okładki, czy też ze względu na szacunek dla zespołu mnie nie przekonuje. Tool darzę szacunkiem, inaczej nie słuchałbym ich muzyki. Dla mnie piosenki ściągnięte z sieci są w pewnym sensie jak muzyka grana na ulicy. Mogę, ale nie muszę zapłacić wykonawcy, a mp3 spełnia raczej funkcję przedłużenia mojej pamięci. Bo przecież nikt mnie nie oskarży za przypominanie sobie kawałków ulicznego gitarzysty, a to przecież także odtwarzanie...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Niestety, podobnie jak Michał nie jestem w głębokim szoku po przesłuchaniu płyty. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że po wymieszaniu z kawałkami z Lateralusa nie zauważyłbym większej różnicy pomiędzy płytami. Mam wrażenie, że przekombinowali i po trzech przesłuchaniach płyty nie mam jeszcze ulubionej piosenki. Co gorsza, ja ich jeszcze nie odróżniam! A słuch mam raczej na dość dobrym poziomie :( Cóż&#8230; Zasmuciło mnie ostatnio oświadczenie, że Perfect Circle niczego więcej nie nagra. Chociaż czekam nawet na piosenki z innym wokalistą, to również mogłoby być niezłe.</p>
<p>A co do prokonsumenckiej funkcji mp3 ściąganych nielegalnie z sieci, to nie jestem pewien, czy tak jest w istocie. Jeśli o mnie chodzi, nie kupuję płyt ani mp3 od około sześciu lat. Pomijając aspekt moralny mojego zachowania- można się zastanowić, czy w świecie przenośnych odtwarzaczy mp3 jest jeszcze sens kupowania płyt CD czy innych nośników z muzyką. Bo kupno dla okładki, czy też ze względu na szacunek dla zespołu mnie nie przekonuje. Tool darzę szacunkiem, inaczej nie słuchałbym ich muzyki. Dla mnie piosenki ściągnięte z sieci są w pewnym sensie jak muzyka grana na ulicy. Mogę, ale nie muszę zapłacić wykonawcy, a mp3 spełnia raczej funkcję przedłużenia mojej pamięci. Bo przecież nikt mnie nie oskarży za przypominanie sobie kawałków ulicznego gitarzysty, a to przecież także odtwarzanie&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

