blog.sienko.net.pl Myśli przebrane za filozofię, Internet, kulturę i codzienność

5May/062

O społeczeństwie nie-E-piśmiennym

Kiedyś w ramach walki o równy dostęp do edukacji, wiedzy i dóbr kultury walczono z analfabetyzmem. Przyjmowano, że jednostka pozbawiona umiejętności nazywanych zbiorczo piśmiennością nie była w stanie sprawnie poruszać się w świecie społecznym, a jej dostęp do kultury pozostawał bardzo ograniczony. Obowiązek szkolny sprawił, że większość obywateli naszego pięknego kraju potrafi czytać i pisać w stopniu przynajmniej podstawowym. Ale dziś to już nie wystarcza.

Mamy szczęście należeć do elity -- tych nielicznych, którzy posiadają komputer, na co dzień korzystają z internetu, żyją informacją. W naszej codzienności komputery zadomowiły się już tak bardzo, że zdarza nam się zapominać, że większość ludzkości z komputera nie korzysta wcale, albo robi to sporadycznie. My uprzywilejowani, my będący online, zapominamy często, że istnieje życie bez komputerów. Ĺťe jeszcze niedawno i w naszym kraju istniało. Ĺťe dla niektórych ludzi wciąż istnieje. Nie radzą sobie z komputerem w pracy, nie używają go w domu, w Sieci nie potrafią odnaleźć poszukiwanych treści. Nie posiadają nawet podstawowych komputerowych umiejętności. A w kraju pełnym komputerów e-piśmienność (czyli zbiór umiejętności niezbędnych do posługiwania się mediami elektronicznymi) staje się coraz bardziej potrzebna, a być może już nawet niezbędna. Tak rodzi się cyfrowa przepaść, pomiędzy usieciowionymi i pozostającymi offline.

Zastanawiam się jak głęboka jest ta przepaść, zwłaszcza tam gdzie mowa o dostępie do kultury. Czy ludzie pozbawieni elementarnych umiejętności związanych z komputerami są w stanie w pełni czerpać z kulturowych dóbr współczesnego świata? Czy też może istnieją już takie obszary kultury, które są dla nie-e-piśmiennych zupełnie niedostępne? Z pewnością powstają już dzieła, których pełna recepcja wymaga szerokiego wachlarza umiejętności medialnych. Pojawiają się narracje intermedialne (takie jak np. Matrix), których nie-e-piśmienni w pełni nie "przeczytają". Rozwija się także literatura hipertekstowa oraz wirtualna sztuka, której jedynym nośnikiem są bity. By w ogóle wkroczyć w te obszary, trzeba być obytym w świecie cyfrowym. Trzeba być człowiekiem e-piśmiennym.

Nie wiem, czy kultura przyszłości będzie bardziej ucyfrowiona. Z pewnością jednak e-piśmienność jest niezwykle ważnym i słabo zbadanym obszarem w edukacji. Bo właściwie kto ma tego uczyć? Szkolni informatycy? Poloniści? A może dzieciaki i bez naszej pomocy opanują - aż za dobrze - wszelkie niezbędne im umiejętności? A może my wszyscy możemy im jakoś w tym pomóx. Mam takie małe marzenie. Skoro blogosfera mogła zrodzić obywatelskie dziennikarstwo, może kiedyś pokusi się o siostrzyczkę - obywatelską edukację. Taką prawdziwą - niezależną, aktualną i skuteczną. Ale o tym śnie napiszę innym razem.

Comments (2) Trackbacks (0)
  1. Zastanawiasz się, czy istnieją już takie obszary kultury, które są dla nie-e-piśmiennych zupełnie niedostępne. Czyli, innymi słowy, czy istnieje kultura dostępna jedynie w Internecie. To ciekawe pytanie, wymagające naturalnie najpierw zdefiniowania, co zaliczamy do kultury (wysokiej? niskiej?), co do rozrywki, sfery czystej informacji, czy w końcu do zwykłych kontaktów międzyludzkich. Przyznam, że ja mam spore problemy z takimi klasyfikacjami. Czym jest satyra polityczna? A satyra polityczna w formie gry komputerowej? Do jakiej kategorii można zaliczyć treści, prezentowane na stronie http://antyfacet.com.pl/? Albo na http://www.toiletmuseum.com/?

    Cóż, kiedy ma się problem z odpowiedzią na jakieś pytanie, czasem dobrze jest postawić inne ;) Czy istnieje kultura zupełnie niedostępna w Internecie? Co oznacza zupełnie niedostępna? Taka, której Internet nie będzie w stanie wchłonąć, idealnie zasymulować i wyeliminować. Na to pytanie łatwo odpowiedzieć – oczywiście istnieje, na przykład teatr, którego nie zabiły ani kino, ani telewizja, ani wideo; nie zasymuluje go także Internet, z powodów oczywistych: specyfiki medium. Takie odmiany kultury, które wymagają osobistego uczestnictwa, osobistego kontaktu, ostaną się. Zdjęcia piramid czy muru chińskiego, niezależnie czy oglądane w Internecie, czy w czasopiśmie, mają się nijak do stanięcia z cudem świata “twarzą w twarz” :) Nieodmiennie wielka frekwencja na koncertach popularnych kapel czy występach gwiazd operowych wydaje się wskazywać, że także kontakt z muzyką wykonywaną na żywo ceniony jest wyżej, niż słuchanie nagrań, choćby najwyższej jakości.

    Ten przydługi wywód ma na celu położenie innego akcentu w pytaniu “Czy ludzie pozbawieni elementarnych umiejętności związanych z komputerami są w stanie w pełni czerpać z kulturowych dóbr współczesnego świata?”. Chodzi mi oczywiście o to, co to znaczy “w pełni czerpać” :) Jeśli ktoś czerpie pełną satysfakcję ze swojej kolekcji nagrań (uzyskanych, powiedzmy, przez Internet), nie pójdzie na koncert ulubionego wykonawcy, bo po co? A jeśli pójdzie, czegoś mu w tych nagraniach brakowało, ergo nie czerpał w pełni…

    Jest oczywiste, że Internet może idealnie zasymulować i znacznie przewyższyć funkcjonalnością telewizję i radio. Czy może zagrozić pozycji drukowanej książki? Wszelkie katalogi, abstrakty, a także literatura fachowa (głównie techniczna) naturalnie bardzo zyskują w wersji mulitimedialnej, hipertekstowej, etc. Z beletrystyką nie jest tak łatwo. Tu znów wkraczamy w obszary “specyfiki medium” – książki jako przedmiotu, który można wszędzie zabrać ze sobą, czytać w autobusie, w toalecie, w łóżku… Laptop to jednak nie to. Poza tym należy pamiętać, że po pojawieniu się komputerów osobistych oraz tanich drukarek (najtańsza drukarka, jak samochód, to ta służbowa ;) zużycie papieru znacznie wzrosło. Ludzie przesyłają sobie różne teksty przez Internet, po czym je drukują. Jakoś odczuwają taką potrzebę. Myślę więc, że książka papierowa będzie trzymać się mocno. Tym bardziej, że wchodzi tu w grę aspekt ekonomiczny. Wydawcy robią, co mogą, aby teksty w postaci elektronicznej nie dostały się w niepowołane ręce, a legalnie kupioną książkę drukowaną jest znacznie trudniej piracko “wrzucić” do Internetu, niż legalnie kupione nagranie muzyczne czy film – znów specyfika medium. To, co z naruszeniem praw autorskich jednak się w Internecie znajdzie, jest bezlitośnie tropione i tępione. Dlatego, choć najnowsze nagrania można ściągnąć przez p2p, najnowszej literatury wciąż trzeba szukać w księgarniach… oczywiście najłatwiej, najwygodniej i najtaniej: internetowych.

    OK, teraz przejdźmy do przykładów. Czy człowiek, który nie ma komputera i nie umie z niego korzystać, ale mieszka w Warszawie, chodzi raz w miesiącu do filharmonii, dwa razy w miesiącu do kina, raz na trzy miesiące do teatru, prenumeruje 2 czasopisma społeczno-kulturalne, kupuje 50 książek rocznie (no co, w “taniej książce” ;>), regularnie wypożycza beletrystykę z pobliskiej biblioteki, i codziennie ogląda telewizję – jest w stanie w pełni czerpać z kulturowych dóbr tego świata? Choć nie ma pojęcia o istnieniu Toilet Museum? …o którym zresztą lada chwila może przeczytać w jednym ze swoich czasopism – dziennikarze pełnymi garściami czerpią tematy do swoich artykułów z Internetu, co każe jeszcze raz się zastanowić, czy osobista e-piśmienność jest odbiorcom kultury rzeczywiście niezbędna. Jakoś mi się wydaje, że skoro chodzi tylko o kulturę, to nie – zawsze znajdą się chętni pośrednicy. I tą okrężną drogą znalazła się odpowiedź na pierwsze pytanie – “czy istnieją już takie obszary kultury, które są dla nie-e-piśmiennych zupełnie niedostępne?”. Zapewne istnieją. Ale nie na długo, bo e-piśmienni dziennikarze mediów tradycyjnych z rozkoszą im je udostępnią. Aha – Agencja Wycinków Prasowych GLOB ma w swojej ofercie usługę monitorowania uzgodnionych/wskazanych stron internetowych. Wyniki może udostępniać klientowi na ftp lub na płytach CD; myślę, że zamówienie wydruków jest także jak najbardziej możliwe.

    I przykład nr 2. Czy mieszkaniec małej wioski, w której nie ma nawet kina ani biblioteki, nie czytający żadnych czasopism ani książek, bo go na to nie stać, ale mający dostęp do Internetu – jest w stanie w pełni czerpać z kulturowych dóbr tego świata? Zakładamy, że chce i ma możliwości intelektualne – czy jest w stanie? Moim zdaniem, niestety nie. Choćby dlatego, że w Internecie większości tych dóbr po prostu nie ma, a niektórych, ze względu na specyfikę medium, nigdy nie będzie.

    Pozdrawiam, Nina

  2. WOW. :) Lubię te Twoje komentarze dłuższe od moich wpisów. :) Ale do rzeczy.

    1. Istnieją takie obszary kultury, do których mają dostęp nie-e-piśmienni. Istnieją takie obszary, do których nie-e-piśmienni dostępu nie mają. To banalne stwierdzenia. Podobnie jest z piśmiennością – nie jest ona niezbędna by czerpać z kultury w ogóle, jednak bez niej nasz wybór jest ograniczony, a część pozostaje ziemią nieznaną. Jak duża i jak ważna jest ta niedostępna część – tu można się spierać. Nie budzi jednak wątpliwości fakt, że niektóre drogi dla nie-e-piśmiennych pozostaną zamknięte. Brak komputerowego obycia zaczyna kulturowo upośledzać.

    2. Jak silnie upośledza nie-e-piśmienność? Dziś, jak sama pokazujesz, jeszcze w niewielkim stopniu. Ale zauważ, że dziś trudno było by nam nazwać niepiśmiennego człowiekiem kultury, choć i on może czerpać pełnymi garściami z dóbr telewizji, kina, teatru itp. To kwestia skali. Pismo jest jedną z kluczowych technologii naszej kultury, stąd jej spore znaczenie. Przypuszczam, że w przyszłości e-piśmienność (która jest czymś więcej, niż umiejętnością korzystania z Internetu) będzie równie niezbędna.Bo to komputery stają się nową technologią definiującą.

    3. Twoja wiara w papierowych dziennikarzy jest rozczulająca. :) Nigdy nie będą oni dobrymi tłumaczami kultury cyfrowej. Czy czytelnika recenzji teatralnych, który nigdy nie odwiedził teatru, można uznać za znającego teatr? Opis nigdy nie jest tożsamy z samym dziełem, jest tylko opisem (czyli czymś zupełnie innym) lub adaptacją (czyli zupełnie innym dziełem pochodnym). Zresztą ostatni przykład wprostowego artykułu o blogach pokazuje jak łatwo podczas takich wycieczek o uproszczenia i przekłamania.

    4. Elektroniczną książkę można czytać w autobusie, łóżku itd. Uprawiam tę sztukę systematycznie ze swoim palmtopem. Jego ekstra zaletą jest to, że można czytać bez zewnętrznego oświetlenia – marzyłem o tym jako dziecko, gdy czytałem po nocach a rodzice kazali mi gasić światło. ;)

    5. Zużycie papieru rośnie, bo ludzie mają stare nawyki – są przyzwyczajeni do czytania papieru. Ja teksty elektroniczne czytam zawsze z ekranu. To jest okres przejściowy – medium komputerowe jeszcze do końca się nie zadomowiło w naszej świadomości. Ale już w następnym pokoleniu będzie inaczej. Nim przyjął się druk minęło 200 lat…

    6. Piracki rynek książek jest naprawdę duży. I ma swoje spektakularne sukcesy – wspomnij choćby nieoficjalne tłumaczenie ostatniego Harrego Pottera, na kilka miesięcy przed oficjalną, polską premierą. I wiele innych książek można znaleźć. Niestety popyt jest mniejszy, niż na muzykę czy filmy, zatem i podaż niewielka. Zwłaszcza jeśli chodzi o ambitniejsze tytuły. Ale literackie przeboje pojawiają się w Sieci błyskawicznie.

    Podsumowując – nie-e-piśmienność staje się powoli kulturowym upośledzeniem, i to zjawisko będzie narastało.


Leave a comment


No trackbacks yet.