Serwisy informacyjne (i inne programy rozrywkowe…)
Ostatnio na jednych z moich zajęć doszło do małej dyskusji na temat serwisów informacyjnych. Okazuje się, że wielu studentów/ludzi wciąż jeszcze traktuje Wiadomości, Informacje czy Fakty jako źródło wiadomości, informacji czy faktów. Jako źródło wiedzy ogólnie mówiąc. A przecież gdy przyjrzeć się podstawowym mechanizmom działania telewizji, sprawa okazuje się oczywista.
Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że każda stacja telewizyjna, niezależnie od tego czy jest publiczna czy prywatna, ma misję: Zarobić Dużo Pieniędzy. Celem nie jest zbawianie ludzkości, dostarczanie rozrywek, edukowanie czy uświadamianie polityczne. Celem jest zarabianie pieniędzy.
Podstawowym źródłem dochodów stacji telewizyjnych są reklamodawcy. Aby skłonić reklamodawcę do tego, by dał stacji telewizyjnej Dużo Pieniędzy, należy mu zaoferować towar. Towarem są sprzedawani hurtowo telewidzowie, ich uwaga, czas poświęcony na wpatrywanie się. Stacje telewizyjne sprzedają reklamodawcom czas i uwagę telewidzów. Telewidzowie oczywiście nie dostają swojej działki z tej transakcji, choć to ich czas i ich uwaga jest tu sprzedawana. Ale czy sprzedana na targu ryba domaga się procentu od ceny, w zamian za czas poświęcony na połknięcie haczyka? Podobnie i widz nie domaga się pieniędzy za to, że haczyk przeżuwa. Całe piękno tego biznesu polega na tym, że jednego widza można sprzedać wielokrotnie i to nie tylko reklamodawcom, lecz również politykom na przykład.
Skoro stacja telewizyjna sprzedaje widzów, to musi ich złowić. Haczykiem jest szeroko rozumiana rozrywka. Łapie się zatem rybki na takie programy rozrywkowe jak teleturnieje, seriale, filmy, sport czy wreszcie serwisy informacyjne. Zasada w każdym przypadku jest dokładnie taka sama -- należy wyemitować takie programy, które przykują do ekranu odpowiednio wyprofilowaną grupę odbiorców, a następnie (lub w trakcie) pokazać im reklamy. Każdemu reklamodawcy można wtedy sprzedać odpowiedni "target". Mydlana opera przyciąga kobiety. Teleturnieje przyciągają intelektualistów i krzyżówkowiczów. Filmy przyciągają wszystkich. A serwisy informacyjne, przyciągają tzw. świadomych obywateli, mężczyzn (zazwyczaj) lubiących wiedzieć co się dzieje na świecie.
Należy jednak pamiętać o tym, że serwisy informacyjne wcale nie mówią o tym, co się dzieje na świecie. Wręcz przeciwnie. To co się dzieje na świecie jest przeraźliwie nudne, banalne i obrzydliwie wręcz niemedialne. A zatem przeprowadza się ostrą selekcję, pokazując tylko, co może przykuć uwagę telewidzów. Gdyby wierzyć dziennikom, okazałoby się, że na świecie są tylko wypadki, katastrofy, oszustwa, tragedie i politycy (też macie wrażenie, że polityków wymieniłem więcej niż raz?). To bardzo nierzeczywisty obraz świata, ale też nie o prawdę tu przecież chodzi. To przecież tylko rozrywka. Dziennikarze będą nam wprawdzie wmawiać, że to wszystko jest ważne, że kapitalne znaczenie w naszym życiu ma to, czy premier dziś kocha swoich wicepremierów czy też mają ciche dni, że ważne jest jaka pogoda jest na południu Stanów Zjednoczonych. A to wszystko medialna fikcja, mająca na celu przykucie do telewizora kolejnego widza.
Serwisy informacyjne, podobnie jak pozostałe typy programów rozrywkowych, rządzą się prawami zabawy, a nie prawdy. Obraz świata prezentowany w Wiadomościach jest równie rzeczywisty, jak obraz świata w wenezuelskiej telenoweli. Dyskusje o tym, czy bardziej rzetelne są Fakty czy Informacje, mają równie wiele sensu, co dyskusje o tym, która kandydatka na miss jest piękniejsza -- temat jest fascynujący, ale i zupełnie nieistotny. Zatem emocjonujcie się wiadomościami, dyskutujcie o nich, rzucajcie mięsem w gwiazdy serwisów, ale... nie wierzcie w to wszystko. To tylko entertainment.

December 2nd, 2006 - 13:28
Witam! Ciekawie ująłeś problem nad którym, jako mimowolny konsument naszej popkultury, sama często się zastanawiam. Zwróciłeś uwagę na to, że oficjalne media celowo kreują rzeczywistość, aby zarobić na naszej naiwności. Postulujesz, aby nie traktować wiadomości z telewizji zbyt poważnie, tylko jako element rozrywki. Oczywiście w tym się z tobą zgadzam, ale dodatkowo dostrzegam inną stronę tego problemu. Tak naprawdę nie chodzi tylko o pieniądze. Jest coś bardziej od nich pociągającego — władza, siła jaką daje świadomość kierowania rządem dusz! Ja określam oficjalne media (czy to państwowe, czy prywatne) mianem reżimowej telewizji, przez którą płynie nieustający strumień, ba! lawina błotna propagandy, mającej przekonać ludzi, o tym że żyją we wspaniałym świecie, że ktoś tam czuwa (w Warszawie?), kto się o nich zatroszczy niczym ojciec o swe dzieci. Pewnie czytałeś “Rok 1984″ Orwella. Jest tam epizod, w którym robotnicy, żyjący pod kontrolą Wielkiego Brata, z zaciekawieniem śledzą informacje o wygranych w grach liczbowych. Z relacji głównego bohatera dowiadujemy się, że wygrana to jedna wielka “ściema”, mająca tylko dać nadzieję ludności na poprawę ich bytu, bo przecież lud żyjący bez nadziei jest bardziej skłonny do buntu. Może i nie żyjemy w świecie wykreowanym przez Orwella, ale podobne mechanizmy obowiązują w naszych mediach. Telewizja, gazety “lub czasopisma” ;) wabią więc nas błyskotkami, abyśmy oddali im to, co w nas najcenniejsze — własny rozum i inteligencję. Dają nam w zamian pozory informacji (np. przez fakty, czy teleturnieje), aby wydawało się nam, że nie straciliśmy nad sobą kontroli. Oficjalnie zwalniają nas z myślenia, bo przecież łatwiej kieruje się bezrozumnym tłumem. Ja także na co dzień obserwuję spustoszenie intelektualne jakie dotknęło młodych Polaków. Prowadząc zajęcia na temat systemów politycznych w antyku, ze zdumieniem odkrywam z jaką naiwnością wierzą oni w system demokratyczny i w wolność, którą rzekomo gwarantuje. Prowokuję ich celowo korzystając ze słów starożytnych filozofów, ale mam wrażenie, że nic poza zaliczeniem mojego przedmiotu ich nie interesuje. No może to, że trzeba zaraz po zajęciach obejrzeć kolejny mecz w telewizji i kupić reklamowane w przerwie piwo…
December 2nd, 2006 - 15:41
hmm… czarna wizja :)
przez 4 lata pracowałem dla mediów i po części masz rację o sprzedaży informacji (czy ogólniej infotainment) i odbiorcach, jako konsumentach.
Istnieje na szczęście dość duża konkurencja, która wymusza na podmiotach rynkowych swoistej wartości dodanej. Tą może być szczególna rozrywka, albo jakość przekazu. Ta ostatnia ma raczej miejsce w prasie, niż w telewizji (ta z kolei stawia nacisk na rozrywkę).
Pytanie, które narzuca się odnośnie telewizji, to: Czy odbiorca nie preferuje przypadkiem takiej formy? Czy ludyczność (i dramat) nie jest wpisana w obraz? Wystarczy sięgnąć pamięcią jak wyglądała rozrywka wizualna w antycznej Grecji. Dominowała przecież komedia i tragedia.
December 2nd, 2006 - 18:22
-> mackubat
Znowu mi zarzucasz brak optymizmu? :)
Masz rację pisząc o konkurencji i swoistej wartości dodanej. Dlatego właśnie tak duże nadzieje wiążę z telewizjami płatnymi i tematycznymi. Przy takim układzie to widz, a nie reklamodawca, staje się klientem stacji telewizyjnej. A to wszystko zmienia.
Z drugiej strony patrząc, oglądanie typowych stacji informacyjnych (w rodzaju CNN czy TVN24) pokazuje, że różnica nie jest szczególnie duża.
A że ludzie to lubią — to nie ulega wątpliwości. Inaczej przynęta nie byłaby skuteczna. I osobiście nie widzę nic złego w tym, że to właśnie telewizja widzom daje. Tylko odbiorcy powinni pamiętać, by nie mylić rozrywki z wiedzą.
December 2nd, 2006 - 18:33
-> Daria
Z władzą mediów i walką o rząd dusz to ja bym akurat nie przesadzał. Jasne — politycy też wykupują czas antenowy, ale moc TV jest tu ograniczona.
Władza jest trudna. Trzeba być na bieżąco, zachować kontrolę i czujność. Media nie mają w tym interesu. Podobnie jak na nic im nie jest potrzebny nasz rozum i inteligencja. Po co nami rządzić, skoro można po prostu nam i nas sprzedawać? ;) Pasterzowi też nie trzeba władzy nad owcami, które może sprzedawać i strzyc. On działa na zupełnie innym poziomie.
A ucieczka od myślenia to już inna sprawa. Cała nasza kultura zniechęca do samodzielności, kreatywności i tym podobnych. Ucieczka przed wolnością i odpowiedzialnością to jeden z naszych ulubionych sportów. Rozrywki (niezależnie od tego czy będzie to TV, literatura, gra komputerowa czy karnawał) to jedna z dróg. Są i inne. To nie wina mediów. One po prostu nauczyły się to wykorzystywać. Ale to temat na zupełnie inną opowieść. :)
A co do studentów — już taka nasza rola (by nie powiedzieć misja): sprawiać, by choć kilka duszyczek wyszło z naszych zajęć myśląc trochę więcej, niż przed nimi. Trudne, zazwyczaj bezcelowe, ale czasem, w pojedynczych przypadkach możliwe. I to piękne jest. :)
PS. Czy my się aby razem nie uczymy języka jakże obcego? :)
December 2nd, 2006 - 20:55
Tak, tak… prawda od dawien dawna znana. Słowo służy do manipulacji (sofistyka), mówione przewrotne zwierzątko ma dużo większą moc od pisanego, jest większym nośnikiem emocjonalnym. Większość sensualistów (boję się generalizacji) bardzo chętnie daje wciągnąć się w grę, z wyniku mnotonni i prozaizmu własnej codzienności. Ogłupieni natłokiem informacji utracili umiejętniść krytycznego myślenia. Zalani lawiną barw i potokiem słów nie dostrzegają, że w tym popiele perły już dawno nie ma. A poza tym to wszechogarniające lenistwo… O ileż łatwiej jest połozyć się na kanapie i bezrefleksjnie skonsumować podane na telerzyku informacje, by potem móc obrucić sie na drugi bok i zasnąć w błogiej nieświadomości. Baudrillard napisał niegdyś, że w większości nasze potrzeby są wmówione…
December 2nd, 2006 - 21:11
Dzięki za łagodne skarcenie mnie za mój wrodzony/nabyty (niepotrzebne skreślić) ekstremizm. Może i mam nieco cyniczne spojrzenie na świat naszej polityki i mediów, może rzeczywiście nie we wszystkim należy doszukiwać się teorii spisku. Ale jakoś często kiedy spoglądam na ekran telewizora, przypomina mi się hasło panem et circenses i nasuwa mi się myśl, że metody oddziaływania rządów na lud nie zmieniły od stuleci. Tylko środki stały się nowocześniejsze. W każdym razie nie winię rządzących za ich stosowanie (sama bym tak postępowała na ich miejscu ;)) Winię tylko odbiorców, że nie dostrzegają że są obiektem manipulacji i że pasterz nie tylko chce ich ostrzyc, ale że ma do towarzystwa swoje psy, które pilnują, aby stado im nie pouciekało.
P.S. A tak poza tym to sądzę, że mamy ze sobą wiele wspólnego języka, choć jest nim także co najmniej jeden język obcy ;)
December 3rd, 2006 - 21:19
->Zofija
Ta perła tam jest. I nigdy nie zniknie. Czasem tylko wolelibyśmy jej nie dostrzegać. Ale co do lenistwa się zgodzę. A o fałszywych potrzebach to już starożytni pisali — widać to wyraźnie choćby u cyników.
->Daria
To nie karcenie ;), jedynie nieco inny punkt widzenia. Myślę po prostu, że prawdziwa władza kryje się w strukturach i mechanizmach, a nie w tak zwanych władcach. Z pewnością wyłażą tu ze mnie teksty Foucaulta.
Faktem jest natomiast, że rządy toczą swoje gry nad naszymi głowami i cieszą się zapewne, że zajęci poszukiwaniem chleba i igrzysk, nie przeszkadzamy im w ich zabawach. A że używają ostrej amunicji…
Tymczasem ciągle uczymy dzieci odwracać wzrok. Wcześniej i nas tego nauczono. Jak ktoś kiedyś napisał — niewolnicy będą służyć.