blog.sienko.net.pl Myśli przebrane za filozofię, Internet, kulturę i codzienność

15Oct/091

Cztery róże dla Julii Marcell

Pierwszy raz usłyszałem o Julii Marcell dwa lata temu, gdy sprawa jej kariery z sellaband po raz pierwszy przetoczyła się po blogosferze. Wtedy jeszcze zbierała pieniądze na wydanie swojej płyty, a buzz pełen zachwytów i porównań do Tori Amos rozkwitał na całego. Posłuchałem, nie zachwyciłem się, a moją uwagę przykuł raczej sam serwis.

Sellaband to miejsce, w którym spotykają się twórcy z odbiorcami, a producenci zaglądają zza rogu ciekawie. Każdy może umieścić tam swoje utwory i liczyć na zainteresowanie internautów. Każdy słuchacz może ocenić, i jeśli spodoba mu się to co widzi i słyszy -- zainwestować w taki projekt. Sellaband sprzedaje udziały. Za 10 dolarów zyskuje się jeden udział i prawo do specjalnej edycji płyty, jeśli takowa zostanie wydana. Po zakupie tysiąca udziałów można nawet czasem uczestniczyć w nagrywaniu, w roli obserwatora czy chórku. A płyty są nagrywane, bowiem w chwili gdy artysta uzbiera 50000 dolarów, sellaband organizuje studio, producenta, a twórca może nagrać swoją płytę na swoich własnych zasadach.

Na takim układzie wszyscy zyskują. Artyści mogą rozpocząć karierę bez łaski wielkich wydawców, słuchacze czy jak zwie to sellaband - believersi -- przyczyniają się do czegoś dobrego, a nawet mogą co nieco zarobić. Pomija się całą rzeszę pośredników, co ogranicza koszty, i pozwala twórcom realizować swoje wizje. Także dla zawodowych producentów i studiów nagraniowych jest to duża szansa, bowiem mogą znaleźć takich twórców, którzy sami byli w stanie pociągnąć za sobą wystarczająco dużo ludzi, by uznać ich za wartych biznesowego ryzyka.

Julia Marcell to jedna z dwóch Polek (w jej ślady poszła Natalia Safran), które w sellaband uzbierały fundusze na wydanie swoich płyt. Wczoraj zagrała swój pierwszy od roku koncert w Polsce, w 4 różach, w Zielonej Górze. Zachęcony do koncertu przez pewnego redaktora z MM Zielona Góra sprawdziłem co nowego u pani Marcell i... spodobało mi się to, co znalazłem. Kilka nagrań na youtube, kilka powszechnie dostępnych próbek, no i gotowa płyta, która właśnie trafiła do polskiej dystrybucji -- wystarczyło bym postanowił wybrać się na koncert. I bez wątpienia był to jeden z najprzyjemniejszych koncertów, w jakich zdarzyło mi się ostatnio uczestniczyć.

Zespół w skromnym, czteroosoowym składzie rozkosznie wypełnił scenę i całą akustyczną przestrzeń. Altówka, perkusja, a do tego parę klawiszy, mikrofony, pierdółki, no i głos. Atmosfera od początku była przyjemna, niezły kontakt z publicznością (no, może tylko nieco zbyt dużo zbędnego narzekania na to, że coś nie działa i aura jakaś nie taka). No i pełna amatorszczyzna, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Widać było, że zespół dobrze się bawi, choć sprawiał wrażenie nieco spiętego. Mniej schematów i struktur, niż na typowym koncercie -- setlista swobodna i improwizowana, czasem ktoś zapomniał jak zagrać któryś kawałek, czasem coś upadło, ale... w każdym momencie widać było na scenie prawdziwe życie i zwyczajną radość muzykowania. I to wszystko połączone z niezłą muzyką, nieźle zagraną i zaśpiewaną. Nadal nie słyszę tu Tori Amos, już prędziej Fionę Apple na przykład. Ale przede wszystkim słyszę tu artystkę, która ma coś do powiedzenia, ma swój styl i o coś jej chodzi. Jest wizja. I nie jest ważne czy akurat wykonuje własne utwory, czy zaskakujące covery, z repertuaru White Stripes czy Fasolek. Jest w tym życie i o to chodzi.

Po koncercie pożałowałem, że kilkanaście miesięcy temu nie zdecydowałem się na kupienie udziału w tym projekcie. Teraz z czystym sumieniem kupiłem płytę, bo twórczość Julii Marcell ma to wszystko, co lubię u współczesnych artystów: życie, pomysł na siebie i własną twórczość, otwartość na nowe możliwości i nowe media, poszukiwanie alternatywnych sposobów promocji i sprzedawania własnej twórczości, no i do tego odrobina prywatnego uroku.

Zajrzyjcie na stronę autorki, kupcie jakąś płytę, wybierzcie się na koncert, a przede wszystkim -- zajrzyjcie na sellaband i zobaczcie kto jeszcze szuka wsparcia na początku swojej artystycznej drogi. Może kupicie jakiś udział. Kultura żywi się takimi projektami i taką energią.

PS: A nowej płyty Kazika i Kultu nie słuchałem i pewnie nie posłucham. W ślepo jej nie kupię, a promocji nie usłyszę bo nie używam radia ani telewizora. Do testu nie ściągnę, bo kurwą nie jestem, a akcja promocyjna niestety pokazała, że nie ma tam już tego wszystkiego, za co cenię projekt Julii Marcell. Dwa sposoby na karierę, dwojga artystów alternatywnych, i dwa zupełnie inne rezultaty.

Comments (1) Trackbacks (0)
  1. Mistrzowska pointa :)


Leave a comment


No trackbacks yet.