blog.sienko.net.pl Myśli przebrane za filozofię, Internet, kulturę i codzienność

12Oct/090

Medialne uwarunkowania poznawcze — zarys strategii badawczej

Pełna wersja niniejszego artykułu znalazła się w Studiach Medioznawczych, nr 4/2008.

1. Wstęp

Poznawanie świata to skomplikowany proces. Od pobudzenia zmysłów do funkcjonalnego modelu rzeczywistości prowadzi długa i kręta droga. Nasz mózg wstępnie selekcjonuje napływające bodźce i przetwarza je zgodnie z zaszytymi w swej konstrukcji biologicznymi uwarunkowaniami. Ale i kultura dopowiada tu swoje -- po "zwrocie lingwistycznym" wydaje się oczywistym, że postrzegamy i interpretujemy poprzez język. Mniej oczywista wydaje się teza, że także kontakt z innymi mediami ma swoje epistemiczne konsekwencje. A przecież współczesny człowiek jest głęboko wplątany w przestrzeń medialną i jest zmuszony do nieustannego kontaktu z przekazami emitowanymi przez różnorodne środki przekazu. Poruszanie się w tej przestrzeni, przeskakiwanie z jednego medium do drugiego, jest niezwykle trudne. A przy tym nadal brakuje programowego kształcenia medialnych kompetencji, więc odbiorca nie jest na to przygotowany. Jest kształtowany przez chaotyczne bodźce płynące z radia, telewizji, prasy czy internetu. Często prowadzi to do upośledzenia możliwości poznawczych człowieka.

Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie koncepcji medialnych błędów poznawczych i wskazanie kilku teoretycznych strategii radzenia sobie z nimi. Zacznę od trzech prostych przykładów uproszczeń i błędów popełnianych przez użytkowników Sieci. Dobór tego akurat medium nie jest przypadkowy, jako iż media komputerowe posiadają pewne cechy, które pozwalają uwyraźnić podejmowany tu problem. Następnie wskażę kilka wybranych strategii filozoficznych i naukowych, które -- jak sądzę -- mogą być niezwykle przydatne przy konceptualizacji tego zagadnienia. Filozoficzna koncepcja aparatu poznawczego, wzbogacona elementami teorii form symbolicznych Cassirera oraz hermeneutyką Gadamera dostarcza solidnego, pojęciowego fundamentu, ale warto także skorzystać z osiągnięć nauk biologicznych, społecznych i medioznawczych. Wzbogacają one naszą aparaturę pojęciową o użyteczne kategorie takie jak mem, heurystyki, struktury narracyjne itp. Jak pokażę, skorzystanie z tych środków umożliwia stworzenie teoretycznego modelu, który znacząco wzbogaci refleksję nad mediami.

Niniejszy artykuł ma zatem charakter niejako programowy. Jest prezentacją pewnej strategii badawczej, która zdaniem autora może być owocna. We współczesnym świecie, w którym otaczająca nas rzeczywistość coraz częściej poznawana jest wyłącznie za pośrednictwem mediów, niezwykle cenna jest umiejętność sprawnego poruszania się w multimedialnym świecie i unikania poznawczych pułapek.

2. Trzy błędy

2.1. Kolejność wyników wyszukiwania

Umiejętność prawidłowej selekcji i oceny treści prezentowanych przez media jest fundamentem dalszych kompetencji medialnych. Nie jest to jednak rzecz prosta -- łatwo popełnić błąd, poddając się sugestiom danego medium. Rozważmy trzy przykłady takich błędów.

Pierwszy dotyczy jednego z najczęściej wykorzystywanych interfejsów internetu -- wyszukiwarki Google. Codziennie miliony użytkowników poszukujący w Sieci wiedzy na dowolny temat, wpisują w okno wyszukiwarki kilka słów kluczowych, i klikają w przycisk "Szukaj w Google". W efekcie otrzymują listę odnośników do stron internetowych poświęconych danemu tematowi. Zwykle podążają za jednym z trzech pierwszych odnośników, rzadko zapuszczają się poza pierwszą stronę wyników wyszukiwania -- zakładają, że na szczycie listy znajdują się najlepsze i najbardziej wiarygodne strony.

Tymczasem nawet ogólna wiedza o zasadach funkcjonowania algorytmu PageRank, który decyduje o kolejności stron w wynikach wyszukiwania, pozwala przewidzieć, że to nie strony najbardziej wiarygodne znajdą się na szczycie wyników wyszukiwania. O pierwszej pozycji decyduje zazwyczaj popularność strony i rozmaite uwarunkowania techniczne (takie jak słowa występujące w adresie URL, częstotliwość pojawiania się słów kluczowych w tekście, gęstość sieci linków, itp.). Nie wartość merytoryczna. Na płaszczyźnie poznawczej można by zatem stwierdzić, że przeciętny użytkownik popełnia błąd uznając źródło informacji za wartościowe w oparciu o niewystarczające, a często wręcz błędne przesłanki.

2.2. Partyzanckie strategie reklamowe

Kolejnym często popełniany błąd poznawczy wykorzystują tak zwane partyzanckie strategie reklamowe, takie jak marketing wirusowy, product placement czy kryptoreklama. Warto tu przywołać bardzo pouczającą historię, która poruszyła Sieć w 2006 roku. Opowieść dotyczy blogu zatytułowanego All I want for Xmas is a PSP [1]. Na pierwszy rzut oka strona wyglądała na utworzoną przez dwóch nastolatków. Jeden z nich posiadał przenośną konsolę do gier PlayStation Portable, a drugi marzył o znalezieniu takiego prezentu pod choinką. Wspólnie szukali sposobów na to, by mniej lub bardziej subtelnie dać to do zrozumienia rodzicom. Na swoim blogu prezentowali specjalnie zaprojektowane kartki pocztowe, koszulki, piosenki i tym podobne. Wszystko sprawiało wrażenie spontanicznej akcji, jakich w Sieci pełno, jednak szybko okazało się, że jest to tylko akcja marketingowa, opłacona przez Sony i zrealizowana przez agencję Zipatoni. Kiedy sprawa wyszła na jaw, wielka fala krytyki spadła na pomysłodawców, twórców i zleceniodawców.

Celem zakładanym przez agencję reklamową było to, by potencjalny klient zajrzał na stronę, i nie zorientował się, że ma do czynienia z przekazem reklamowym. Mniej świadomi użytkownicy internetu w roku 2006 mogli zakładać, że blog jest wiarygodny -- jest przecież tworzony przez zwykłych ludzi, takich jak oni sami. Możemy przypuszczać, że nawet dzisiaj wielu ludzi postrzega blogi jako źródło informacji niezależnej od manipulantów obecnych w mediach głównego nurtu, takich jak telewizja. W tym konkretnym przypadku okazało się, że odbiorcy są bardziej medialnie biegli, niż sami twórcy kampanii i nie dali się tak łatwo oszukać. Pamiętajmy jednak, że istnieje wiele grup mniej sprawnych w posługiwaniu się komputerem, niż amerykańscy nastolatkowie. Dlatego też partyzanckie strategie reklamowe sprawdzają się w Sieci doskonale. Jeśli odbiorca nie jest w stanie rozpoznać reklamy, nie jest też w stanie się przed nią obronić.

2.3. Aksjologiczny powidok Wikipedii

Trzeci błąd łatwo napotkać obserwując to, jak ludzie korzystają z Wikipedii. Przeciętny użytkownik Sieci nie zastanawia się ani przez chwilę nad wiarygodnością tego źródła wiedzy. Na Wikipedię niejako jest przenoszona aura prawdziwości, która towarzyszy dostojnym, drukowanym encyklopediom. Taki "aksjologiczny powidok" [2] sprawia, że nadajemy przekazowi wartość, zupełnie niewspółmierną do rzeczywistej. Każdy, kto zna i rozumie mechanizm tworzenia Wikipedii, zdaje sobie sprawę z tego, że choć może to być doskonałe źródło wiedzy, daleko mu do wiarygodności gwarantowanej przez szanujące się wydawnictwa naukowe.

W przypadku Wikipedii, odbiorca zakłada, że encyklopedia jest dobrym źródłem wiedzy. Takie założenie jest jak najsłuszniejsze w świecie tekstów drukowanych, gdzie prestiżowe wydawnictwa przyzwyczaiły nas do tego, że encyklopedie zawierają solidnie opracowane i udokumentowane informacje. Jednak w przypadku Wikipedii proces publikacji wygląda zupełnie inaczej, a teksty przechodzą zupełnie inny proces selekcji. Zupełnie nowe wymogi stawia się też przed odbiorcą. Jak zauważa David Weinberger, porównując Wikipedię z Encyklopedia Britannica, podobieństwa są jedynie powierzchowne, dlatego też nie wolno z tych dwóch źródeł korzystać w identyczny sposób. Klasyczne encyklopedie pozwalają nam zdobywać wiedzę pasywnie -- przeczytać i przyjąć do wiadomości. Ale Wikipedia wymaga aktywności, świadomej oceny treści w oparciu o mnóstwo metadanych, którymi każdy artykuł jest obudowany [3]. Wielu odbiorców nie zdaje sobie z tego sprawy. Popełniają błąd, niewłaściwie oceniając wiarygodność przekazu.

3. Struktura aparatu poznawczego

3.1. Filozoficzne korzenie

Przytoczone wyżej przykłady nie wyczerpują listy pułapek poznawczych, w które może wpaść nieostrożny użytkownik dowolnego medium. Miały one na celu jedynie unaocznić problem, będący tematem niniejszego artykułu -- media znacząco wpływają na nasz proces poznawczy i bardzo często jest to wpływ negatywny. Nieznajomość technicznych, społecznych czy gatunkowych reguł funkcjonowania danego medium sabotuje nasze mechanizmy poznawcze. Istotę problemu łatwiej dostrzec, gdy umieścimy go na tle filozoficznej tradycji.

Teoria poznania jest jednym z najbardziej klasycznych działów zachodniej filozofii. Już od czasów starożytnych stawiano pytania o źródła wiedzy, o różnice między wiedzą a mniemaniem, o możliwość poznania prawdy. Podobnie i myśl o ułomności naszego poznania nie jest niczym nowym. Pośród myślicieli ze starożytnej Grecji łatwo znaleźć takich, którzy poddawali w wątpliwość rzetelność naszych zmysłów czy rozumu. Znaleźliby się i tacy, którzy w ogóle powątpiewali w możliwość poznania jako takiego. Pomijając historyczne analizy możemy stwierdzić, że w dyskursie zachodniej filozofii obecna jest koncepcja, że świata nie postrzegamy tak po prostu, w sposób czysty i bezpośredni. Cała wiedza, która do nas dociera jest wcześniej przefiltrowana przez nasz aparat poznawczy. Nasze poznanie jest ograniczone przez nasze poznawcze narzędzia, wbudowane w nas samych.

Słynne sformułowanie powyższej teorii, a zarazem intrygujący obraz ograniczeń poznawczych charakterystycznych dla ludzkości możemy znaleźć w pismach Francisa Bacona, filozofa żyjącego na przełomie szesnastego i siedemnastego wieku. Pisał on o czterech idolach, które "opętały ludzkie zrozumienie", czyli o czterech typach zakłóceń, które nie pozwalają nam dostrzec prawdy [4]. Idole plemienia, jaskini, rynku i teatru to odpowiednio ograniczenia biologiczne, stereotypy wchłanianie w procesie socjalizacji, słabości języka, pozamerytoryczne warunki akceptowania teorii i światopoglądów. Każdy z nich na swój własny sposób przeszkadza nam w zdobywaniu rzetelnej wiedzy. Zaproponowana przez Bacona typologia zakłóceń poznawczych jest wyjątkowo inspirująca. Zadziwia przenikliwość, z jaką dostrzegł on różne typy błędów poznawczych, które -- jak byśmy powiedzieli współcześnie -- mogą mieć charakter zarówno biologiczny, jak i kulturowy.

Kolejnym ważnym etapem w historii poznawczych uwarunkowań jest subtelna analiza przedstawiona przez Immanuela Kanta. Nie używa on jeszcze wprost kategorii "aparatu poznawczego", jednak właśnie w jego pismach (zwłaszcza na strona monumentalnej Krytyki czystego rozumu) po raz pierwszy odnajdujemy tak precyzyjnie sformułowaną tezę, że niejako my sami nadajemy kształt postrzeganym rzeczom, a struktury naszego poznającego rozumu kształtują sposób w jaki jawi nam się rzeczywistość. Kant opisuje te ograniczenia, posługując się pojęciami takimi jak formy naoczności czy kategorie czystego intelektu, które w kontekście osiągnięć współczesnych nauk poznawczych mogą się wydawać cokolwiek archaiczne. Jednak bez wątpienia możemy je uznać za fundament wszelkich późniejszych badań.

Ważne rozwinięcie kantowskiej teorii odnajdujemy u neokantystów, zwłaszcza w pismach Ernsta Cassirera. W swojej filozofii form symbolicznych dowodził on, że nasze reagowanie na bodźce płynące ze świata jest zapośredniczone symbolicznie. Różnicą między ludźmi a pozostałymi zwierzętami nie jest zdolność do racjonalnego myślenia czy posługiwania się narzędziami, lecz umiejętność przetwarzania symboli. W naszym kręgu funkcjonalnym, pomiędzy bodźcem a reakcją, znajduje się jeszcze filtr symboliczny [5]. Pobudzenia receptorów tłumaczymy na symbole, interpretujemy i dopiero potem reagujemy. W tej "przestrzeni symbolicznej" w naszej głowie, rezydują kolejne filtry poznawcze, nie mające charakteru biologicznego, nie wrodzone, lecz wyuczone poprzez obcowanie z kulturą. Formy symboliczne to złożone kompleksy idei, wzorów myślenia i interpretowania, które są zaszyte w naszym aparacie poznawczym. Dlatego też nie mamy tu do czynienia z sytuacją, w której najpierw postrzegamy, potem interpretujemy, by wreszcie zareagować. Już sam proces postrzegania jest uwikłany symbolicznie. Formy zaszyte są w języku, którym myślimy, w metaforach i mitach, którymi obrazujemy. Poprzez nie konstruujemy naszą prywatną rzeczywistość. Przykładami bardziej złożonych filtrów symbolicznych mogą być nauka, religia, polityka czy przeróżne ideologie. Narzucają one naszemu poznaniu określone wzorce i ograniczenia.

Cassirer wykonał ważny krok na drodze do współczesnej koncepcji aparatu poznawczego -- stworzył w nim miejsce dla kultury, dostarczając zarazem narzędzi pojęciowym pozwalających mówić o symbolicznych uwarunkowaniach naszego poznania. Rozważania neokantystów można wzbogacić dorobkiem innej, dwudziestowiecznej tradycji filozoficznej -- hermeneutyki. Należy przypomnieć analizy rozumienia sformułowane przez Hansa Georga Gadamera. Proces interpretowania nie ma początku, punktu wyjścia w którym czysty, nieuprzedzony umysł, spoglądałby na źródło i je rozumiał. Od samego początku rolę manipulującą odgrywa wiedza uprzednia, zaszyta w języku, tradycji czy naukach autorytetów [6]. Cały ten zbiór struktur "przedrozumienia" warunkuje nasz proces interpretowania. A pamiętajmy, że filozofia hermeneutyczna podkreśla, że zasady opisywane na gruncie teorii rozumienia tekstu, odnoszą się w równym stopniu do całości ludzkiego doświadczenia.

Powyższy bardzo ogólny przegląd nie wyczerpuje oczywiście listy filozofów, którzy ukształtowali wykorzystywaną przeze mnie kategorię aparatu poznawczego. Do pełnego obrazu konieczne byłoby przecież uwzględnienie choćby filozofii analitycznej, semiotyki i semiologii, teorii postmodernistycznych. Dla potrzeb niniejszego artykułu wystarczy jednak ogólne zarysowanie filozoficznego kontekstu. Trochę uwagi trzeba jeszcze poświęcić dorobkowi innych nauk.

3.2. Model memetyczny

Interesujący, naturalistyczny model poznawczy wyrósł na gruncie neoewolucjonizmu i socjobiologii. Źródłem nowego pojmowania kultury stało się założenie, że ewolucja nie jest mechanizmem występującym jedynie w świecie biologii. To samo pojęcie można z pożytkiem zastosować w analizie procesów kulturowych.

Abyśmy mogli mówić o ewolucji napędzanej selekcją naturalną, konieczne jest spełnienie kilku warunków. Musi istnieć jednostka replikująca się, mechanizm wprowadzania zmienności wśród replikatorów (mutacja), mechanizm przekazywania mutacji kolejnym kopiom replikatora (dziedziczenie), środowisko w którym zachodzi replikacja zapewniające replikatorom różne szanse przetrwania i replikacji. Najbardziej znanym replikatorem jest gen. Najbardziej znanym, ale nie jedynym. Richard Dakwins wprowadził do rozważań o kulturze pojęcie memu [7]. Odgrywa tu ono podobną rolę, jak pojęcie genu w ewolucjonizmie. Mem jest podstawową jednostką transmisji kultury, cegiełką z której budowane są bardziej złożone konstrukcje (mempleksy), takie jak nauka, religia czy ideologie. Jeśli przyjąć istnienie takiego kulturowego replikatora, okaże się, że świat kultury spełnia wszystkie wymienione powyżej warunki. Istnieje tu mechanizm replikacji -- pojedyncze memy oraz całe mempleksy są przekazywane, zarówno pionowo (pomiędzy pokoleniami), jak i poziomo. Pozwala to mówić o kulturowym dziedziczeniu. Mechanizmy replikacji gwarantują dużą zmienność, wynikającą z niedoskonałości mechanizmów komunikacyjnych, ludzkiej pamięci, oraz niemałej przecież ludzkiej kreatywności. Środowisko kulturowe nie gwarantuje wszystkim memom równych szans na przetrwanie. Wiele czynników decyduje o tym, czy dana koncepcja się upowszechni, czy zostanie zapomniana. W kulturze można zatem dostrzec podstawowe mechanizmy ewolucyjne.

Zbudowanie teorii kultury w sposób analogiczny do ewolucjonizmu, pozwala przenieść do rozważań o kulturze inne kategorie charakterystyczne dla neodarwinizmu, takie jak na przykład pula memów, mechanizmy selekcji czy wirusy. Można wskazać wiele analogii, należy jednak pamiętać, że mem znacząco różni się od genu. Oba wprawdzie są replikatorami, przenoszącymi określonego rodzaju informację. Co za tym idzie, oba mogą podlegać podobnym mechanizmom ewolucyjnym, jednakże szczegóły działania mogą być zupełnie różne.

Czym w tej koncepcji jest człowiek? Przyjmując metaforę zaproponowaną przez Susan Blackmore możemy powiedzieć, że jest maszyną memową [8]. Jesteśmy nośnikiem zarówno genów jak i memów. Na każdym z tych poziomów, replikacją nośników rządzą nieco inne prawa, kluczowe mechanizmy pozostają jednak podobne i czynią nas czymś w rodzaju wehikułu dla "samolubnych" replikatorów. Nasza budowa biologiczna, nasza świadomość, nasze myśli i działania są pochodnymi procesów zachodzących zgodnie z regułami ewolucji. Dla Blackmore także nasza indywidualna jaźń jest wyjątkowo potężnym mempleksem. Powtarza tu za Danielem Dennettem, że "świadomość sama w sobie jest ogromnym kompleksem memów" [9]. Takie ujęcie budzi jednak pewne kontrowersje. Kate Distin stawia zarzut, że hipoteza Dennetta-Blackmore nie odróżnia wystarczająco precyzyjnie replikatora od efektów replikacji (mamy tu zależność podobną, jak między genotypem a fenotypem). Proponuje ona postrzegać istnienie umysłu jako uwarunkowane genetycznie (rodzimy się z "potencją" posiadania umysłu), ale kształtowany środowiskowo. Przy czym środowiskiem wpływającym na nasz umysł jest zarazem otoczenie fizyczne, jak i kulturowe -- tu wkraczają memy, jako kulturowe replikatory [10]. Jack Balkin podsuwa tu metaforę memów jako kulturowego oprogramowania człowieka [11]. W takim ujęciu wyraźnie widać, że nasze mechanizmy poznawcze są kształtowane zarówno przez czynniki biologiczne (genetyczny hardware) jak i kulturowe (memetyczny software).

Neokantowskie formy symboliczne znajdują swój odpowiednik w tym, co Kate Distin nazywa systemami reprezentacji [12]. Jeśli memy są kulturowym odpowiednikiem genów, to systemy reprezentacji mogą być kulturowym odpowiednikiem DNA. Ich główną rolą jest wyznaczanie granic mutacji. Tak jak mutacja genetyczna polega na zmianie sekwencji w kodzie DNA, nie zaś na zmianie samej struktury DNA, tak i mutacja kulturowa może zachodzić wyłącznie w ramach danego systemu reprezentacji. Może dotyczyć treści, zawartości, nie zaś samego systemu. Mutacja niezgodna z regułami systemu będzie pozbawiona znaczenia, a co za tym idzie -- możliwości replikacji. Absurdalne zdanie, skonstruowane niezgodnie z regułami gramatyki, posługujące się nieistniejącym słownictwem, będzie trudniejsze do zapamiętania i bezbłędnego powtórzenia.

W przeciwieństwie do ewolucji biologicznej, która opiera się na jednej, uniwersalnej strukturze DNA, ewolucja kulturowa dysponuje niezliczonymi systemami reprezentacji. Człowieka zaś z grona pozostałych zwierząt wyróżnia niezwykła, wrodzona łatwość przyswajania wciąż nowych systemów. Co więcej, posiadamy też umiejętność porównywania ich, wybierania najlepszego w danych okolicznościach, rozwijania i krytykowania, czyli swoistego meta-systemu reprezentacji. Przykładem takiego systemu może być język [13], ale też bardziej złożone mempleksy, takie jak religia czy nauka. Dzięki temu jesteśmy świadomi różnic między systemami, wiemy, że jedna informacja może być przekazana na wiele rozmaitych sposobów, na gruncie różnych systemów. Ta właśnie umiejętność wynosi nas na szczyt dennettowskiej wieży "tworzenia i testowania" (Tower of Generate-and-Test) [14]. Mieszkańcy najwyższego piętra wieży -- w przeciwieństwie do bardziej prymitywnych mieszkańców niższych pięter -- zdolni są korzystać z narzędzi i niejako wbudowywać je w swój system wytwarzania i testowania. W szczególności sprawnie posługują się narzędziami myślowymi, takimi jak język, który potrafią wykorzystać tworząc tak wyrafinowane struktury jak choćby nauka [15]. Wyrażając rzecz w terminologii Distin moglibyśmy powiedzieć, że najwyższe piętro zamieszkują istoty zdolne do meta-programowania, czyli posługiwania się systemami meta-reprezentacji.

Proponowany na gruncie memetyki model człowieka pozwala nam przeformułować problem aparatu poznawczego i jego biologiczno-kulturowych uwarunkowań. Nasz aparat poznawczy jest konstrukcją uwarunkowaną genetycznie, co niesie za sobą pewne stałe ograniczenia. Konstrukcja naszych zmysłów, budowa naszego mózgu, wszystko to na swój sposób kształtuje sposób w jaki pozyskujemy i przetwarzamy informacje. Te uwarunkowania powstały na drodze biologicznej ewolucji, pod naciskiem doboru naturalnego, być może dla potrzeb dawkinsowskich "samolubnych genów". Na badaniu tych elementów naszego aparatu poznawczego skupiają się biolodzy, przedstawiciele nauk poznawczych, psychologowie ewolucyjni itp. Ale to nie wyczerpuje problemu, ponieważ aparat poznawczy ma także komponent memetyczny, który -- jak pokażę w dalszej części tekstu -- ma po części medialny charakter.

3.3. Teoria heurystyk

Kolejna strategia badawcza, stanowiąca podstawę moich rozważań, pochodzi z obszaru nauk społecznych i została zapoczątkowana klasycznym artykułem Judgment under Uncertainty: Heuristics and Biases Amosa Tversky?ego i Daniela Kahnemana [16]. W swoich pracach dowodzili oni, że jeżeli człowiekowi brak informacji lub czasu potrzebnych do racjonalnego podjęcia decyzji, posługuje się uproszczonymi schematami wnioskowania. Czasem sprawdzają się one wystarczająco dobrze, czasem jednak prowadzą do poznawczych błędów (cognitive bias). Od tego czasu opisano wiele heurystyk, czyli strategii poznawczych wykorzystywane wówczas gdy konieczne jest działanie w sytuacji niepewności.

Należy jednak podkreślić, że uwarunkowania wynikające ze stosowanych przez nas heurystyk nie zawsze muszą mieć charakter błędów. Gerd Gigerenzer dowodzi, że tego rodzaju strategie czasem są przydatne, albo i wręcz niezbędne. Do tego stopnia stanowią element ludzkiej struktury poznawczej, że kartezjańskie "myślę, więc jestem" należałoby zastąpić sformułowaniem "popełniam błędy, więc jestem" [17]. Podobne argumentują Joachim I. Krueger i David C. Funder. Dodają przy tym, że nadmierne skupienie badaczy na "błędności" heurystyk sprawia, że nie dostrzegamy ważnych funkcji naszego aparatu poznawczego [18]. Innymi słowy takie nastawienie samo staje się błędem poznawczym. Dlatego też zamiast nacechowanych negatywnie określeń takich jak błąd czy zakłócenie, lepiej mówić o uwarunkowaniach czy nastawieniach poznawczych.

Dodajmy, że teoria heurystyk doskonale splata się z modelami ewolucjonistycznymi. Zwłaszcza psychologia ewolucyjna dostarczyła wielu argumentów, wskazujących na adaptacyjny charakter heurystyk [19]. Podejmowano już także owocne próby wykorzystania tej koncepcji do analizy ideologicznych i kulturowych uwarunkowań poznawczych [20]. W niniejszym artykule pokażę, że taka perspektywa może być równie użyteczna przy badaniu mediów.

Dotychczasowe rozważania miały na celu zaprezentowanie tradycji filozoficznych i naukowych, które uważam za kluczowe do rozważań nad medialnymi uwarunkowaniami poznawczymi. Kolejnym etapem musi być wskazanie miejsca mediów w zarysowanym wyżej modelu poznawczym.

4. Media a aparat poznawczy

4.1. Otwarci na synergię z mediami

Wpływ mediów na nasz proces poznawczy został dostrzeżony bardzo szybko. Nie dziwi to, jeśli zauważymy, że język -- zwłaszcza symboliczny -- jest pierwszym medium z jakim mamy do czynienia. Przy takim założeniu, cała nasza wiedza jest przesiąknięta najstarszymi, znanymi ludzkości mediami -- językiem i pismem. Wyraźnie dostrzegali to już filozofowie starożytności. Pierwszą, słynną krytykę poznawczych konsekwencji "nowego medium" odnajdujemy u Platona. W dialogu Fajrdos ustami Sokratesa stawia on kilka klasycznych zarzutów. Pismo nie uleczy pamięci, lecz ją zniszczy, bo człowiek przestanie pamiętać, skoro może zapisywać. Tak pozór mądrości zastąpi mądrość prawdziwą [21]. Myśl zapisana nie może się bronić przed błędnym zrozumieniem, a i trafia do tych, do których trafiać nie powinna [22]. Tak i twórcy zamiast cenić swe słowa, zaczną się nimi bawić [23]. Widać tu przekonanie, że pojawienie się nowego medium zmieni świat w sposób, którego nie da się przewidzieć i kontrolować. A w medium tkwi moc zmiany tego jak zdobywamy, przetwarzamy i wytwarzamy wiedzę. Platon -- mówić językiem współczesnym -- dostrzegał wpływ medium na nasz aparat poznawczy, i co ciekawe, miał świadomość tego jak wielopłaszczyznowe jest takie oddziaływanie.

W najbardziej spektakularny sposób we współczesnym medioznawstwie tezę o mediach jako rozszerzeniu człowieka postawił Marshall McLuhan [24], ale podobne teorie formułowali także inni badacze. Walter Ong poświęcił wiele uwagi analizie wpływu mowy i pisma (w tym druku) na nasze postrzeganie świata i konstruowanie wiedzy. Derrick de Kerckhove i Paul Levinson podobne rozważania przeprowadzali w odniesieniu do mediów elektronicznych [25]. Wszyscy oni na swój sposób próbowali uchwycić fenomen wpływu zewnętrznego, technicznego wynalazku, na zdawałoby się niedostępne zakamarki ludzkiej jaźni. Powraca tu sygnalizowana wyżej teza o możliwości wbudowywania technologicznych (w tym medialnych) narzędzi w nasz aparat poznawczy. W tym kontekście warto przywołać głoszoną przez Henri'ego van Liera koncepcję synergii człowieka z techniką.

Rozwój technologicznych wytwarzał coraz to nowe typy relacji między maszyną a człowiekiem są historycznie zmienne. Lewis Mumford pisał o trzech epokach technologicznych -- eotechnicznej, paleotechnicznej i neotechnicznej [26]. Van Lier pisał o różnych typach maszyn -- statycznych, dynamicznych i dialektycznych [27]. Ten trzeci typ jest dla naszych rozważań najistotniejszy. Charakterystyczna dla maszyn dialektycznych jest skłonność do tworzenia synergicznych więzi pomiędzy maszynami oraz pomiędzy maszynami a ludźmi. Synergie [28] sprawiły, że granice pomiędzy technologią, naturą i człowiekiem zaczęły się zacierać. Technologia zaczęła tworzyć system powiązanych ze sobą maszyn i przez to stała się naszym "naturalnym" środowiskiem, w które my sami chętnie się wtopiliśmy. Wyobcowanie z przyrody wzmocnione pojawieniem się maszyn dynamicznych przeszło w stan zatopienia w naturze stechnicyzowanej, gdzie człowiek i jego technika zaczęli stanowić jedną, nierozłączną całość.

Ujęcie Mumforda i van Liera wydaje się dziś nadmiernym uproszczeniem, być może ze względu na ich skupienie się na nie na samej technologii, lecz na maszynie -- jej przejawie. Ten rodzaj myślenia sprawia, że idea połączenia człowieka z techniką natychmiast przywołuje w naszych głowach obrazy elektronicznych i mechanicznych elementów połączonych z ludzkim ciałem. A przecież to nie chirurgia i implanty czynią nas cyborgami. Andy Clark w swej przewrotnej książce Natural-Born Cyborgs zauważa, że specyficznie ludzkim talentem jest zdolność do wchodzenia w głębokie i złożone relacje z niebiologicznymi konstruktami, narzędziami i maszynami. A do tego wcale nie jest konieczne fizyczne, bezpośrednie połączenie. Jego zdaniem człowiek jest urodzonym cyborgiem, to znaczy rodzi się otwarty na poznawcze połączenie z własną technologią. Budowane przez nas maszyny "są głęboką i integralną częścią naszych systemów rozwiązywania problemów, które identyfikujemy jako ludzką inteligencję. Takie narzędzia najlepiej postrzegać jako właściwe części naszego aparatu obliczeniowego, który konstytuuje nasze umysły." [29]

Mówiąc językiem niniejszego artykułu, nasza technologia staje się częścią naszego aparatu poznawczego. W swojej książce Clark podaje wiele przykładów przeplatania się elementów technologicznych z biologicznymi. Tutaj pozostaje stwierdzić, że jeśli przyjmiemy taki punkt widzenia, wydaje się oczywiste, że synergia człowieka z technologią zaczęła się na długo przed tym, nim zbudowano pierwszą fabrykę czy pierwszy komputer. Nasza uprzywilejowana pozycja na szczycie dennetowskiej wieży, czyni nasze mózgi otwartym na połączenie z zewnętrznymi narzędziami. Kiedy szukamy przykładów technologii najściślej związanych z procesem poznawczym, spośród wszystkich technologicznych nowinek to właśnie media wysuwają się na pierwszy plan.

4.2. Media w naszym aparacie poznawczym

Medium nie jest jedynie maszyną czy technologicznym wynalazkiem. Medium to nie nośnik przekazu, taki jak kamień, papier czy fala elektromagnetyczna. Medium to nie urządzenie, które pozwala uzyskać dostęp do treści, takie jak radio, telewizor czy komputer. Medium to nie kod, którym posługujemy się by komunikować i interpretować przekazy, taki jak język czy format. Medium jest tym wszystkim i nie tylko tym. Tak szerokie pojmowanie kategorii medium ma swoje odniesienie w koncepcji proponowanej przez Jaya Davida Boltera i Richarda Grusina w książce Remediation. Mocno podkreślają oni hybrydalny charakter medium jako takiego, zauważają, że nie da się go zrozumieć bez uwzględnienia wszystkich aspektów: czynnik materialny (nośnik), formalny (gatunki), treści prezentowane, funkcje ekonomiczne i społeczne -- to wszystko stanowi jedną, niepodzielną całość. Definiują oni medium jako "to co remediuje/przemediowuje" [30]. Łatwo dostrzec tu nawiązanie do znanej obserwacji McLuhana, zgodnie z którą treścią każdego medium jest inne medium [31]. Niestety taka definicja może wydawać się nazbyt niejasna. Uchwytuje ona jednak kluczową właściwość każdego medium -- zdolność do przekazywania treści we właściwy sobie sposób.

Bolter i Grusin wskazują przy tym na charakterystyczną dla procesu przemediowania/remediacji grę bezpośredniości i hipermedialności [32]. Każde medium czasem dąży do tego, by stać się przezroczystym, niewidzialnym dla odbiorcy, zapewnić "pełne zanurzenie", w którym przestajemy dostrzegać medialnego pośrednika. Każde medium czasem dąży do tego, by być wyraźnie zauważonym, zwraca uwagę odbiorcy na własne ograniczenia, możliwości, formy i konwencje. Ta dialektyczna gra dwóch przeciwnych trendów -- dążenie do przezroczystości i nieprzezroczystości zarazem -- jest fundamentalnym mechanizmem medialnym. Warto zanotować to w pamięci, bowiem -- jak zobaczymy w dalszej części artykułu -- ta gra niesie ze sobą poznawcze pułapki.
Dokładne rozpatrzenie relacji człowiek-medium wymagałoby opracowania wykraczającego poza ramy jednego artykułu. Dlatego ograniczmy się do ogólnego sformułowania kluczowego, roboczego założenia: każde medium niesie ze sobą zbiór własnych uwarunkowań medialnych. Każde posiada własną formę, schematy narracyjne i gatunkowe, skrypty, heurystyki, protokoły społeczne i kulturowe. Niektóre z tych medialnych uwarunkowań posiadają charakter poznawczy, lub inaczej mówiąc stanowią część naszego aparatu poznawczego. Nasza wrodzona otwartość na zewnętrzną technologię, pozwala nam synergicznie dopasowywać się do każdego medium i -- co ważne -- podążać za jego zmianami. Trzeba bowiem pamiętać, że wszelkie uwarunkowania o których mowa są historycznie zmienne. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że nie mamy luksusu funkcjonowania w jednorodnym medialnie środowisku. Choć współcześnie technologie cyfrowe dążą do coraz mocniejszego zawłaszczenia wcześniej znanych, medialnych uniwersów, wszystko wskazuje na to, że informacje o śmierci "starych mediów" są wysoce przedwczesne. Dlatego też jesteśmy skazani na multimedialność, świat w którym media nieustannie remediują siebie nawzajem i splątując się w skomplikowane, konwergentne struktury. To zmusza nas do dopasowywania się do wielu, rozmaitych mediów równocześnie i jest to sytuacja poznawczo bardzo niewygodna. Jesteśmy bowiem nieustannie zarzucani informacjami, których nie jesteśmy w stanie przetworzyć. Sprawia to, że często polegamy na rozmaitych herurystykach, które niestety sprawdzają się zwykle w ściśle określonych okolicznościach. Innymi słowy -- protokoły działania pozwalające z pożytkiem czerpać wiedzę z jednego medium, w kontakcie z innym medium sprowadzą na manowce. Zobaczmy to na przykładzie trzech błędów wspomnianych na początku niniejszego artykułu.

5. Trzy błędy -- rekapitulacja

5.1. Czarna skrzynka Google

W tym przypadku możemy mówić o błędzie czarnej skrzynki. Błąd w interpretacji wyników wyszukiwania oferowanych przez Google polega na tym, że nie znając technicznych zasad działania wyszukiwarki, zakładamy, że działa tak, jak chcielibyśmy by działała. Dla przeciętnego zjadacza chleba to kolejne czarne pudełko, którego działania nie rozumie i nie musi rozumieć, a które po prostu robi to, co do niego należy. Ta wiara jest niezwykle złudna, przecież aktualnie wciąż jeszcze żadna wyszukiwarka nie jest w stanie ocenić jakości informacji, zrozumieć ich i rzeczywiście wybrać najlepszego wariantu. Algorytm PageRank wyeliminował konkurencję a firmie przyniósł miliardy dolarów, przez co może się wydawać, że jest wyjątkowy i doskonały, a to przecież ledwie kilkadziesiąt linijek kodu. Niestety gdy brak nam tej wiedzy, zrozumienia zasad działania wyszukiwarki, jesteśmy skłonni nadawać im większe możliwości, niż powinniśmy.

Źródłem tego rodzaju błędów jest niepełne zrozumienie mechanizmów kryjących się za danym medium. Odbiorca w tym przypadku zbyt wielką wiarę pokłada w technologii, z którą ma do czynienia, bezrefleksyjnie przyjmując medialną ideologię. Google nieodmiennie cieszy się opinią najlepszej wyszukiwarki na rynku, wszelką konkurencję kompletnie zmarginalizował, a poprzez system licznych usług dodatkowych (takich jak GMail, Google Reader, Froogle itp.) coraz częściej jawi się jako podstawowy interfejs Sieci. Tym łatwiej przeciętnemu internaucie-amatorowi przyjąć, że skoro mówi, że wyszukuje, to znaczy, że wyszukuje.

Tego rodzaju błąd nie pojawia się wyłącznie w kontekście mediów cyfrowych. Telewidz podobny błąd popełnia wówczas, gdy automatycznie akceptuje wiarygodność treści przekazywanych mu w serwisach informacyjnych. Przecież -- można pomyśleć -- skoro tego rodzaju programy stworzono po to, by informowały, zapewne to właśnie robią. Nie znając korporacyjnych i finansowych uwarunkowań takiego serwisu, przy braku medialnej świadomości, jesteśmy skłonni zakładać, że mówią nam one prawdę. Nie dostrzegamy, jak wielki jest wpływ czynników pozamerytorycznych na przekazywane informacje, a przecież ich wpływ daje się zaobserwować we wszystkich tradycyjnych mediach, takich jak prasa, wydawnictwa, telewizja [33].

Ogólnie mówiąc błąd czarnej skrzynki to algorytm, każący nam w określony sposób wartościować przekazy danego medium, i zarazem nie pytać o adekwatność takich sądów. Przecież skoro wiemy co robi dane medium, nie musimy rozumieć w jaki dokładnie sposób to robi. Patrząc na przypadek Googla z perspektywy memetyki, moglibyśmy stwierdzić, że w interesie wyszukiwarki jest to, by przekonanie o jej nieomylności rozpowszechniało się możliwie mocno. Kilka przypadkowych sukcesów (znaleźliśmy to, czego szukaliśmy) wraz z wizerunkiem doskonałej wyszukiwarki, zachęcają nas do uznania wskazanych przez nią treści za wartościowe.

5.2. Przesunięcie gatunkowe w reklamie

Drugi przykład, historia strony All I want for Xmas is a PSP, pozwala wskazać dwa błędy. Pierwszy, na popełnienie którego liczyli twórcy akcji promocyjnej, oraz drugi, który sami popełnili.

Źródłem pierwszego -- który nazywam błędem przesunięcia gatunkowego -- jest to, że jeśli rozpoznamy typ przekazu, interpretujemy go zgodnie z własną wiedzą na temat danego gatunku. Skoro blog jawi się jako medium pozwalające publikować zwyczajnym, przeciętnym ludziom, to możemy zakładać że treści zawarte na blogu są wiarygodne, niezależne od manipulacji marketingowych. Będziemy więc wierzyć w oceny i recenzje zamieszczane na blogach i w większości przypadków takie założenie będzie słuszne. Wielu nieudanych zakupów można uniknąć czytając niezależne opinie podobnych nam użytkowników. Ale co jeśli ktoś zapłaci blogerowi za napisanie pochlebnej opinii o jakimś przedmiocie? Nasz schemat interpretacyjny, jeszcze przed chwilą całkiem użyteczny, zawiedzie.

Z analogicznym błędem mamy do czynienia wszędzie tam, gdzie odbiorca nie rozpoznaje prawidłowo gatunku, z którym ma do czynienia. W powyższym przykładzie widzieliśmy sytuację, w którym przekaz reklamowy został zamaskowany jako blog. Jest to zatem po prostu kolejny przykład kryptoreklamy, która jest zapewne równie stara jak media masowe. Ale tego rodzaju błąd poznawczy pojawia się także w zupełnie innych kontekstach. Słynnym przykładem może być anegdota o wydarzeniach związanych z emisją słuchowiska Orsona Wellesa zatytułowanego The War of the Worlds. Słuchowisko zostało zrealizowane w konwencji serwisów informacyjnych, co więcej nie było przerywane reklamami, co sprawiło, że wielu zdezorientowanych słuchaczy uznało fikcyjne relacje fikcyjnych dziennikarzy za informację o rzeczywistych i nad wyraz dramatycznych wydarzeniach i w panice zaczęli uciekać z domów. Błędne rozpoznanie gatunku, a co za tym idzie -- zastosowanie niewłaściwych skryptów interpretacyjnych, doprowadziło do niewłaściwego zrozumienia emitowanych treści.

W historii bloga All i want for Xmas is a PSP widać też drugi błąd, popełniony przez specjalistów z agencji Zipatoni. Nie docenili oni własnych odbiorców. Spodziewali się, że ograniczą się oni -- podobnie jak telewidzowie -- do biernego odebrania przekazu. Tymczasem internet okazał się medium bardzo proaktywnym. Sprawni użytkownicy Sieci mają bardziej krytyczne podejście do źródeł wiedzy, dysponują też wystarczającymi umiejętnościami technicznymi by zdemaskować tak oczywiste oszustwo oraz wyjątkowo sprawną siecią komunikacyjną, pozwalającą taką informację szybko upublicznić. Wystarczyło, że jedna ciekawska osoba sprawdziła, że domena strony jest zarejestrowana przez znaną agencję reklamową. Pułapką marketingu wirusowego jest jednak to, że czasem informacja o fiasku kampanii rozprzestrzenia się szybciej, niż sama kampania. Twórcy popełnili błąd, który przez analogię można by nazwać błędem przesunięcia medialnego. Liczyli na to, że odbiorcy pomylą gatunki i przez to zinterpretują przekaz po myśli nadawców. A tymczasem to sami nadawcy pomylili media, i zastosowali strategie działania skuteczne w mediach takich jak telewizja czy radio, ale katastrofalnie ułomne w globalnej sieci komputerowej.

5.3. Wikipedia w luce intermedialnej

Aksjologiczny powidok Wikipedii jest przykładem błędu, który można nazwać luką intermedialną, jako iż pojawia się w procesie przemediowania. Nabywanie kompetencji medialnej polega na stopniowym, synergicznym dopasowywaniu człowieka i medium. Jeśli te dwa elementy, mówiąc metaforycznie, idealnie do siebie przylegają, jak doskonale dopasowane puzzle, wszystko jest w porządku. Jednak gdy ukształtowanego przez druk człowieka wrzucamy w kontakt z medium cyfrowym, o zupełnie innym "kształcie", klocki przestają idealnie przylegać, a między nimi pojawia się luka. To ona jest źródłem błędu.

W tym konkretnie przypadku, odbiorca nie zauważa momentu remediacji encyklopedii. Media elektroniczne są pod pewnymi względami wyjątkowe. Jawią się jako meta-medium, przez które dostajemy kontakt z mediami tradycyjnymi, takimi jak papier czy telewizor, przez co łatwo przeoczyć charakterystyczne dla nich ograniczenia i uwarunkowania. Wyjątkowo skutecznie remediują wcześniejsze media -- w internecie możemy znaleźć elektroniczne książki, przeniesione z papieru na ekran. Ale znajdziemy też seriale i programy telewizyjne, przeniesione z ekranu telewizyjnego na komputerowy, czy filmy przeniesione z ekranu kinowego, jak też muzykę przeniesioną z płyt i innych tradycyjnych nośników, na cyfrowe formaty. Przy tym komputer potrafi tak skutecznie zremediować inne medium, że czasem łatwo zapomnieć, że istnieją różnice ? zwłaszcza, gdy przejście odbywa się między tak podobnymi interfejsami jak telewizor i monitor. Są w specyficzny sposób przezroczyste. Sprawia to, że mniej sprawni użytkownicy komputera, nie znający wystarczająco dobrze technicznych i kulturowych reguł funkcjonowania tego medium, mogą mieć kłopoty z odpowiednim interpretowaniem przekazów. Dlatego też łatwo założyć, że encyklopedia papierowa i encyklopedia internetowa to to samo, a zatem w obu przypadkach można zastosować te same protokoły poznawcze. Tymczasem mimo pozornego podobieństwa, mamy do czynienia z zupełnie różnymi źródłami.

6. Podsumowanie

Opisane powyżej błędy poznawcze to naturalnie zaledwie czubek góry lodowej. Celem niniejszego artykułu nie było jednak podanie wyczerpującego katalogu medialnych uwarunkowań poznawczych, lecz raczej zasygnalizowanie problemu i wskazanie strategii badawczej, które może być owocną próbą uporządkowania dość kłopotliwej sytuacji. Wymieńmy raz jeszcze najważniejsze założenia przyjmowanego przeze mnie modelu poznawczego:

  1. Poznanie odbywa się za pośrednictwem zespołu mechanizmów biologicznych i kulturowych, które nazywam aparatem poznawczym.
  2. Elementy aparatu poznawczego nie są poznawczo przezroczyste, to znaczy kształtują nasze poznanie, zarówno na etapie postrzegania, jak i przetwarzania (interpretowania) danych.
  3. Kulturowo uwarunkowanymi mechanizmami zakłócającymi poznanie są na przykład: heurystyczne błędy poznawcze, struktury narracyjne, skrypty, ale też skojarzenia, metafory czy modele poznawcze.
  4. Kulturowe elementy aparatu poznawczego podlegają przemianom. Niektóre ze zmian można opisać przy użyciu modeli ewolucyjnych. Jest to możliwe zarówno w warstwie biologicznej (psychologia ewolucyjna), jak i kulturowej (memetyka).
  5. Człowiek jest cyborgiem w sensie proponowanym przez Clarka, to znaczy jest otwarty na stapianie się ze swoją technologią. W szczególności technologie medialne wyjątkowo mocno splatają się z naszym aparatem poznawczym, co prowadzi do specyficznych dla przestrzeni medialnej błędów poznawczych. To otwiera przestrzeń dyskursu, w której mieści się niniejszy tekst.

Źródłem omawianych tu błędów jest jeden fundamentalny mechanizm. Każde medium, z którym mamy do czynienia, wymaga od nas -- jako odbiorców -- pewnego dostosowania się. Możemy to w duchu van Liera nazwać synergią człowieka z medium lub -- bardziej nowocześnie -- kompetencją medialną czy "medialną piśmiennością" (media literacy). Nauka "czytania" danego medium to nie tylko kwestia odpowiedniego zinterpretowania przekazu. Uczymy się ignorować pewne elementy -- czytając powieść nie poświęcamy wiele uwagi metryczce, choć pojawia się przed tekstem głównym. Podobnie w telewizji ignorujemy reklamy, a w wynikach wyszukiwania Google -- linki sponsorowane. Uczymy się także wartościować poszczególne elementy przekazu ze względu na ich ważność czy prawdziwość. Deklaracji polityka wygłoszonej w rozmowie w rozrywkowym talk show nadamy inną rangę, niż przekazanej w serwisie informacyjnym wypowiedzi wygłoszonej na oficjalnej konferencji prasowej, a artykuł w Wikipedii uzyska inną rangę, niż tekst opublikowany na stronie typu ściąga.pl. Podobne umiejętności pozwalają nam odróżnić informacje o świecie od fikcji, przekaz ideologiczny od reklamy, itp.

Jednak nasze skomplikowane środowisko medialne nie ułatwia nam sprawy. Otaczają nas rozmaite media -- każde z własnym zestawem uwarunkowań poznawczych. Pomiędzy tymi mediami wędrują treści, zamknięte w struktury narracyjne czy gatunkowe -- każda z nich wymaga innych strategii poznawczych. Przy tym żyjemy w czasach -- jak nazywa to Henry Jenkins -- kultury konwergencji [34], gdzie treści i gatunki wędrują pomiędzy mediami, są nieustannie remediowane, przetwarzane, tłumaczone na język nowych mediów. Wszystko to sprawia, że nieprzygotowany odbiorca staje wobec chaotycznego zbioru treści, nad którym coraz trudniej przychodzi mu zapanować.

Strategia badawcza zaproponowana w niniejszym artykule ma być lekarstwem na ten chaos. Gruntowana analiza błędów poznawczych wymuszanych przez media, korzystająca z doświadczeń filozofii, innych nauk humanistycznych, społecznych czy biologicznych, być może pozwoli się ustrzec przynajmniej niektórych z nich.

Ale jest i ważniejszy powód, dla których filozof próbuje zrozumieć media. Vilem Flusser w zakończeniu swoich rozważań o fotografii pisał:
"Filozofia fotografii jest konieczna, aby praktyka fotograficzna stała się w pełni świadoma. A to zaś w tym celu, że z praktyki wyłania sie model dla wolności w kontekście postindustrialnym. Filozofia fotografii musi wykazać, w jaki sposób jednak możliwe jest, aby dla tej wolności stworzyć odpowiednią przestrzeń." [35]

Te słowa mogłyby także być pointą dla niniejszych rozważań. Zrozumienie mechanizmów kryjących się pod powierzchnią multimedialnego uniwersum pozwoli wyzwolić człowieka z automatyzmów i bezmyślnego powtarzania utartych, odruchowych schematów interpretacyjnych. Być może pozwoli to wzbogacić jego doświadczenie życiowe, i przy okazji nauczy go jak uniknąć poznawczych pułapek, bezlitośnie wykorzystywanych przez świat mediów.


Przypisy

  1. Oryginalna strona została usunięta z Sieci, ale jej kopię wciąż jeszcze można znaleźć pod następującym adresem: http: //www.ukresistance.co.uk/sonylieblog/default.aspx.htm.
  2. Jan Kurowicki, Dlaczego ozdoba zdobi?, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2006, s. 65-69.
  3. David Weinberger, Everything is miscellaneous: The power of the new digital disorder, Holt Paperbacks, New York 2007, s. 142-3.
  4. Franciszek Bacon, Novum organum, PWN, Warszawa 1955, s. 66-69.
  5. Ernst Cassirer, Esej o człowieku. Wstęp do filozofii kultury, Czytelnik, Warszawa 1998, s. 68-70.
  6. Hans Georg Gadamer, Prawda i metoda, Inter Esse, Kraków 1993.
  7. Richard Dawkins, Samolubny gen, Prószyński i s-ka, Warszawa 1996, s. 261-266.
  8. Susan Blackmore, Maszyna memowa, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2002.
  9. Daniel C. Dennett, Consciousness explained, Penguin Books, 1991, s. 210.
  10. Kate Distin, The Selfish Meme. A Critical Reassessment. Cambridge University Press, New York 2005, s. 83-84.
  11. Jack M. Balkin, Cultural software: a theory of ideology, Yale University Press, New Haven, London 1998.
  12. K. Distin, The Selfish Meme..., s. 147 i nast.
  13. K. Distin, The Selfish Meme..., s. 166-167
  14. Daniel C. Dennett, Darwin?s dangerous idea: Evolution and the meanings of life, Penguin Books, 1996, s. 373-380.
  15. D.C. Dennett, Darwin?s dangerous idea..., 380.
  16. Amos Tversky i Daniel Kahneman, ?Judgment under Uncertainty: Heuristics and Biases?, [w:] Science 185.4157 (1974).
  17. Gerd Gigerenzer, ?I Think, Therefore I Err?, [w:] Social research 72.1 (2005), 1?24, s. 19-20.
  18. Joachim I. Krueger i David C. Funder, ?Towards a balanced social psychology: Causes, consequences, and cures for the problem-seeking approach to social behavior and cognition?, [w:] Behavioral and Brain Sciences 27 (2004), 313?327.
  19. Zob. Martie G. Haselton, Daniel Nettle, i Paul W. Andrews, ?The evolution of cognitive bias?, [w:] Handbook of Evolutionary Psychology, red. David Buss, Hoboken: Wiley, 2005, 724?746.
  20. Zob. J.M.Balkin, Cultural software..., s. 173-215.
  21. Platon, ?Fajdros?, [w:] Dialogi, tom 2, Antyk, Kęty 1999, 275 a-b.
  22. Platon, Fajdros..., 275d-e.
  23. Platon, ?List VII?, [w:] Listy, PWN, Warszawa 1987, 341b-342a.
  24. Marshall McLuhan, Zrozumieć media. Przedłużenie człowieka, Wydawnictwa Naukowo Techniczne, Warszawa 2004.
  25. Zob. Walter Ong, Oralność i piśmienność, RW KUL, Lublin 1992; Derrick de Kerckhove, Powłoka kultury. Odkrywanie elektronicznej rzeczywistości, MIKOM, Warszawa 1996; Paul Levinson, Miękkie ostrze: Naturalna historia i przyszłość rewolucji informacyjnej, MUZA, Warszawa 1999.
  26. Lewis Mumford, Technika a cywilizacja. Historia rozwoju maszyny i jej wpływ na cywilizację, PWN, Warszawa 1965.
  27. Henri van Lier, Nowy wiek, PIW, Warszawa 1962.
  28. Por. van Lier, Nowy wiek...; Zob. także Marcin Sieńko, Człowiek w pajęczynie. Internet jako zjawisko kulturowe. Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2002, s. 56-60
  29. Andy Clark, Natural-Born Cyborgs: Minds, Technologies, and the Future of Human Intelligence, Oxford University Press, Oxford, New York 2003, s. 5-6.
  30. Jay David Bolter i Richard Grusin, Remediation. Understanding new media, MIT Press, Cambridge, London 2000, s. 65-68.
  31. M. McLuhan, Zrozumieć media..., s. 39.
  32. J.D. Bolter i R. Grusin, Remediation..., s. 21-44.
  33. Przykłady pozamerytorycznych uwarunkowań mediów masowych zob. np.: Ben H. Bagdikian, The New Media Monopoly, Beacon Press, Boston 2004; Neil Postman i Steve Powers, How to watch TV news, Penguin Books, 1992.
  34. Henry Jenkins, Kultura konwergencji. Zderzenie starych i nowych mediów, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007.
  35. V. Flusser, Ku filozofii fotografii..., s. 70.
Comments (0) Trackbacks (0)

No comments yet.


Leave a comment


No trackbacks yet.