O narzucaniu staremu chaosowi nowych porządków
Nieustannie poruszamy się pomiędzy chaosem i kosmosem, bałaganem i porządkiem. Nieskończenie różnorodna rzeczywistość wymyka się naszym próbom porządkowania jej, jednak wciąż to robimy. Z jakiegoś powodu czujemy się lepiej w świecie, w którym dostrzegamy ład. Z uporządkowanymi danymi potrafimy sobie poradzić, zapanować nad nimi. Stąd nieustanne dążenia do porządkowania. David Weinberger zabiera nas w podróż po świecie porządku.
Opisywaną tutaj książkę autor dedykuje bibliotekarzom. To na nich spoczywa ciężar wprowadzania ładu w świecie naszej wiedzy. Wiele stron Weinberger poświęca historii różnych form bibliotecznego porządku. Opowiada o kontrowersjach związanych z wprowadzaniem tak naturalnego dziś porządku alfabetycznego. O ideach kryjących się za bibliotecznym porządkiem katalogowym wprowadzonym przez Deweya. O nowych możliwościach danych nam przez system klasyfikacji dwukropkowej Ranganathana. I o tym co przyniosły ze sobą technologie cyfrowe. To ciekawe rozważania, podane swobodnym językiem, wzbogacone licznymi anegdotkami. Przyjemna lektura.
Główną tezę książki można streścić następująco: technologie cyfrowe dały nam ogromną swobodę porządkowania. Co dawniej (w świecie "atomowych" przedmiotów czy klasycznych bibliotek) musiało być ułożone w jeden i tylko jeden sposób, teraz można porządkować wedle potrzeb. Katalog Amazona może być przykładem nałożenia różnych ładów na jeden, wielki, zmagazynowany chaos -- możemy przeglądać zasoby według autora, kategorii tematycznych, ocen czytelników, itp. Nie ma już jednego porządku, a wszystko jest różnorodne, wszystko można przypisać do wielu kategorii równocześnie.
Ale zmiany nie dotyczą wyłącznie zasad funkcjonowania sklepów internetowych. Znacznie ważniejsze jest to, że kompletnie wywraca się do góry nogami świat naszej wiedzy. Wielokrotne kategoryzowanie, metadane, bazy danych przeobrażają sposób w jaki wytwarzamy i zdobywamy wiedzę. A zmiany, jak prorokuje Wenberger, będą wielkie i wspaniałe. Mowa tu o niemal utopijnym świecie, w którym wiedza będzie wolna, wspólna i dla każdego. W którym nic nie będzie ograniczało naszej kreatywności w wytwarzaniu coraz to nowych porządków. I tak dochodzimy do bodaj najsłabszego punktu tej książki -- jest bezwstydnie technofilska. Autor jest entuzjastą nowych technologii i odmalowuje nam utopijny landszafcik. A rzeczywistość zwykle zgrzyta. Póki co wiedza pozostaje kontrolowana -- przez właścicieli wielkich wydawnictw, przez normy akademickie, przez rosnący w siłę system prawny. Optymizm autora wydaje się przesadzony.
Pomijając jednak tą entuzjastyczną tonację, można stwierdzić, że tekst jest ciekawy i chwilami inspirujący. Nie jest to naukowa praca, wyraźnie brak tu teoretycznej dyscypliny. Jednak rolę popularnego wprowadzenia w problematykę odgrywa bardzo dobrze. A i pozostawia w głowie kilka pobudzających myśli. Mówiąc krótko -- warto zajrzeć.
David Weinberger, Everything is miscellaneous. The power of the new digital disorder, Holt Paperbacks, New York 2007.

October 27th, 2009 - 08:06
Jeśli przyjmiemy, że ze względu na wychowanie czy nauki pobierane w szkole, ludzie działają wedle zasad XX-wiecznej techniki (raczej początku niż końca), to powstaje ciekawe zagadnienie. Czy człowiek dostosuje się do technologii? Lepiej, czy reszta ludzkości dobiegnie do kilkudziesięciu prekursorów, czy raczej grozi tym innowatorom śmierć na stosie, a reszcie świata powrót do znanych czasów sprzed masowej komputeryzacji?
Tak mi się nasunęło w momencie, gdy wyobraziłem sobie świat, gdzie wiedza jest porządkowana w sposób wielokierunkowy.
October 27th, 2009 - 13:16
Problem z pewnością istnieje, ale czasem mam wrażenie, że bardziej po stronie nauczycieli, niż uczniów. Spędzając tyle czasu w Sieci uczymy się odpowiednio żonglować słowami kluczowymi i tagami. A nieustanny kontakt z komputerem jeszcze to przyspiesza. W Sieci tagi są już popularne. Konstruuje się już pierwsze powszechnie dostępne interfejsy wykorzystujące ten mechanizm — takie Gnome 3.0 idzie przecież w tym kierunku, z rozwiązaniami typu Zeitgeist. Web 3.0, ze swymi semantycznymi zabawami też płynie na tej fali.
Dla mnie ta elastyczność jest obiecująca, choć faktycznie trudno przewidzieć jak potoczy się przyszłość, i ile z tych nowych pomysłów zostanie zaakceptowanych. Tym bardziej warto się przyglądać.