W poszukiwaniu interfejsu doskonałego
Przyszedł czas na nowe Ubuntu. Karmiczny Koala ma kilka wad, ale ogólnie mówiąc to nadal krok do przodu. Zaczynałem od wersji 5.10 -- widzę postęp. Ale to dygresja, bo przede wszystkim przy okazji upgrade'u postanowiłem sprawdzić co nowego w świecie Gnome Shell. Nadchodzące Gnome 3.0 budzi ogromne kontrowersje, głównie za sprawą radykalnych zmian interfejsu. Głosy sprzeciwu wobec prób wprowadzenia Gnome Shell czy Zeitgeista są niezliczone. I ja to rozumiem -- siła nawyków jest ogromna. Nawet jeśli nawyki nie są optymalne, a ich ergonomia pozostawia wiele do życzenia. A jednak osobiście tym zmianom kibicuję.
Podkreślę przy tym, że jestem zwykłym, nietechnicznym użytkownikiem. Dyskusje dotyczące języka, w którym pisany jest GS, mnie szczególnie nie obchodzą, nie wiem co złego lub co dobrego niesie Java Script, i tak dalej. Patrzę na sprawę wyłącznie z perspektywy kogoś, kto z interfejsem komputera pracuje kilka, a czasem i kilkanaście godzin dziennie.
Na początek parę słów o tym, czego bronią przeciwnicy zmian. W najpopularniejszych graficznych interfejsach komputerowych wciąż dominuje metafora biurka. Mamy pulpit, na którym leżą pliki i foldery, którymi możemy manipulować przy użyciu myszki. Zarządzanie dokumentami polega zatem na przekładaniu ich z folderu do folderu, w ramach struktury katalogów, która niewiele zmieniła się od czasu DOS-a. Do tego dochodzą okienka, w których otwieramy poszczególne programy czy pliki. Ten typ interfejsu znamy i kochamy od lat. Daleko mu jednak do doskonałości.
Zarządzanie większą ilością okien na pulpicie jest kłopotliwe. Robi się tłok i trudno zapanować nad wszystkim. Trzeba część okien minimalizować, a potem jakoś je odnaleźć, np. poprzez przycisk na dolnym panelu lub ikonę na pasku dokującym. Można też powiększyć ilość pulpitów, jak od lat robią to Gnome czy KDE, ułatwiając porządkowanie okien, ale i zwiększając nieporządek. Praca na czterech biurkach jednocześnie niekoniecznie jest łatwiejsza, niż na jednym. Jeśli zaś chodzi o porządkowanie dokumentów -- klasyczny model drzewa katalogowego ma ogromną wadę -- plik możemy przypisać tylko do jednego katalogu. To ograniczenie omija się tworząc skróty i dowiązania symboliczne, pozostaje to jednak kłopotliwe i -- przy większej ilości plików -- uciążliwe. A przy tym jest to kurczowe trzymanie się starych schematów porządkowania, które w dobie komputeryzacji powinny już dawno odejść do lamusa.
Teraz trzeba się zastanowić jak w granicach wyznaczanych przez stary, dobry interfejs biurkowo-okienkowy, wyeliminować najpoważniejsze słabości. Moja dotychczasowa strategia zakłada wykorzystanie pulpitu Gnome, z kilkoma dodatkami:
- Cztery pulpity na kostce, którym przypisuję rozmaite role. Na przykład na czwartym siedzą narzędzia komunikacyjne -- poczta, jabber, itp.
- GnomeDo -- narzędzie pozwalające sprawnie uruchamiać programy przy użyciu klawiatury.
- Tracker -- dynamicznie przeszukujący i indeksujący wybrane katalogi, pozwalający uzyskiwać szybki dostęp do plików i wykorzystujący tagi.
- Referencer -- pozwalający zarządzać plikami tekstowymi i bibliografiami w formacie BibTeX.
Wszystko to działa dość dobrze, ale problem w tym, że nie mamy tu spójnego środowiska. Tagi przypisane plikom przez Trackera nie są wykorzystywane przez inne programy, w szczególności przez Nautilusa, a Referencer taguje pliki niezależnie. W efekcie wciąż pozostajemy uwiązani do systemu katalogów, tylko smycz jest nieco luźniejsza. Cztery pulpity zabałaganiają się równie szybko co jeden, a przy tym brak skutecznego narzędzia zarządzania oknami. Compizowe klony funkcji Expose wciąż nie działają tak jak powinny, co czyni niezbędną dolną belkę, która też szybko się tłoczy. Efekt -- cała ta kombinacja nie działa tak sprawnie, jak bym oczekiwał. I właśnie dlatego z nadzieją wypatruję Gnome 3.0.
Gnome Shell niesie nowy sposób zarządzania pulpitami. Zamiast dysponować predefiniowaną ilością, zaczynamy z jednym, ale możemy stworzyć kolejny, gdy tylko pojawi się taka potrzeba. Nie rozrzucamy okien po dostępnych pulpitach, lecz raczej rozkładamy pulpit pod potrzebującym go oknem. Przykładowo w chwili obecnej na jednym pulpicie mam skupione okna związane z zarządzaniem GS, na drugim -- wszystkie okna niezbędne do napisania tego wpisu, na trzecim okna komunikacyjne. Gdy zacznę pracę nad pisanym aktualnie artykułem, otworzę nowy pulpit na którym uruchomię Gedita, Referencera i wszystkie pdf-y z których przy pisaniu korzystam. Pulpity są przypisane do Czynności, jak obecnie tłumaczone są shellowe Acitivities. Naturalnie łatwo przychodzi przełączanie się pomiędzy nimi. Myszka w lewym, górnym rogu lub klawisz Win, lub kliknięcie na przycisk "Czynności" pokazuje mi wszystkie pulpity, wraz z wszystkimi otwartymi oknami, także zminimalizowanymi. Okna mogę dowolnie przenosić, przybliżać itd. To naprawdę pozwala na sprawne zarządzanie.
Jeśli chodzi o uruchamianie programów -- brakuje mi GnomeDo. Gnome Shell oferuje podobną funkcjonalność w menu, ale jest ono zbyt duże, zbyt przeładowane. Tymczasem mogę uruchamiać programy przeciągając ich ikonę na odpowiedni pulpit lub przycisk tworzenia nowego pulpitu, poprzez kliknięcie no i poprzez aktywne wyszukiwanie w menu. Jest to niewątpliwie krok w odpowiednim kierunku. Chwilowo nie działa mi kombinacja Alt+Tab, ale sądząc z opisów projektu -- ładnie wkomponuje się w biurko. Jest też opcjonalny pasek boczny, ale jest jeszcze w tak wstępnej wersji, że z oceną użyteczności trzeba będzie poczekać. Ważne, że choć GS będzie wymagał pewnego przyzwyczajenia i zmiany nawyków, wydaje się być bardziej wygodnym i prostszym sposobem zarządzania oknami.
Należy przy tym pamiętać, że będzie to jedynie część nowego pulpitu Gnome 3.0. Zeitgeist lub podobne rozwiązanie ma zapewnić jednolitą i zintegrowaną z systemem możliwość zarządzania plikami z wykorzystaniem znaczników czasu i tagów, zespoloną z Trackerowym przeszukiwaniem pulpitu. Być może dostaniemy wreszcie porządny menadżer plików, pozwalający zapomnieć o przekładaniu plików pomiędzy katalogami
Podsumowując: moje krótkie doświadczenia z Gnome Shell i Zeitgeistem sprawiają, że wyczekuję Gnome 3.0 z nadzieją. Myślę, że zmiany idą we właściwym kierunku. Naturalnie czeka nas trudny okres przejściowy. Przecież dopiero dłuższa praktyka pozwoli znaleźć optymalne rozwiązania i wyeliminować te, które dobrze wyglądają jedynie na projektach. Ważne jednak jest to, że ktoś aktywnie próbuje udoskonalić mocno archaiczny interfejs biurkowo-okienkowy, wykorzystując wreszcie w pełni możliwości naszych komputerów. Ja czekam.
