blog.sienko.net.pl Myśli przebrane za filozofię, Internet, kulturę i codzienność

23Nov/091

Wzlot i upadek cyfrowej dystrybucji gier

Kiedy kupuję grę, nie potrzebuję instrukcji obsługi, pudełka, płyty ze ścieżką dźwiękową, koszulki, mapy, noktowizora i takich tam. A skoro ich nie potrzebuję to i niechętnie za nie płacę. Dlatego z tak wielką radością witałem narodziny cyfrowej dystrybucji gier. W czasach szerokopasmowego i względnie taniego (pamiętam czasy 0202122) dostępu do internetu jednorazowe ściągnięcie kilku czy nawet kilkunastu gigabajtów danych przestaje być problemem. W tej sytuacji model sprzedaży polegający na cyfrowym udostępnianiu gier wydawał się czymś prostym, wygodnym i niemal naturalnym. Błędy młodości można było wybaczyć -- problemy z transferem w godzinach szczytu, kłopotliwe czasem zabezpieczenia czy problemy z patchowaniem. Ostatnio jednak zmienia się sporo i to na gorsze. Kolejny front, na którym ścierają się siły biznesu i wolnego rynku.

Obecnie na rynku cyfrowej dystrybucji gier niepodzielnie króluje Steam, zgarniający sporo ponad połowę rynku. Gdzieś obok próbują swój kawałek tortu ugryźć Direct2Drive, Impulse i kilku pomniejszych graczy. Z perspektywy gracza, zwłaszcza polskiego, wszystkie mają podobne wady.

7Nov/092

Czy google wave zrewolucjonizuje sieciową komunikację? Część I.

Jeden by wszystkie zgromadzić i w fali związać

Prace nad nową platformą komunikacyjną trwają już od dawna. Ostatnio Google systematycznie dorzuca do puli użytkowników nową grupę testową i poprawia, poprawia, poprawia. Już teraz można jednak przyjrzeć się temu, co GW oferuje i zapytać o cele jakie próbuje osiągnąć.

Zacznijmy od historii. Pierwsze usługi przeznaczone do komunikacji pojawiły się na samym początku istnienia Sieci. Ray Tomlinson wysłał pierwszy e-mail w roku 1971, a usługa szybko się upowszechniła. Choć projektowana była dla zapewnienia komunikacji indywidualnej, szybko została dostosowana do komunikacji grupowej -- mailowe listy dyskusyjne, poświęcone rozmaitym tematom, wyrastały jak grzyby po deszczu. Tak rodziło się pierwsze narzędzie przeznaczone do komunikacji asynchronicznej, czyli nie wymagające równoczesności uczestnictwa. Nadawca pisał w dogodnym dla siebie momencie, a odbiorca w dogodnej chwili odczytywał i odpowiadał.

Asynchroniczność elektronicznej poczty miała zalety -- brak problemów ze strefami czasowymi czy czas do namysłu i starannego opracowania listu przed wysłaniem. Brakowało tu jednak natychmiastowości i bezpośredniości kontaktu, takiego jak w realnej rozmowie. Te problemy rozwiązywała wprowadzona jeszcze w latach siedemdziesiątych usługa talk, jedno z pierwszych sieciowych narzędzi do komunikacji synchronicznej, czyli równoczesnej. Równoczesność talka była bardzo dosłowna -- użytkownicy edytowali ten sam tekst, co przy jednoczesnym pisaniu owocowało wymieszanymi literkami na ekranie. Można było rzeczywiście wejść komuś w słowo.

Potem powstawały coraz to nowsze usługi komunikacyjne. Usenet do asynchronicznej, grupowej komunikacji. IRC do komunikacji synchronicznej, pozwalający na rozmowy indywidualne i grupowe. Potem komunikatory typu IM (Instant Messaging), takie jak ICQ czy GG. Na stronach WWW pojawiły się czaty i shoutboxy, fora dyskusyjne zaczęły rosnąć w siłę. Mówiąc krótko, Internet stał się medium zdominowanym przez narzędzia komunikacyjne, o różnych funkcjach, specjalizacjach i zastosowaniach.

Ogromna różnorodność narzędzi komunikacyjnych stała się źródłem problemów, nie mniejszych niż na Wieży Babel. Fora tematyczne są porozrzucane po tysiącach stron, różne komunikatory nie chcą ze sobą rozmawiać, a serwery poczty elektronicznej zajmują się głównie rozsyłaniem spamu, Chaos komunikacyjny jest w Sieci ogromny. I z tym problemem postanowił zawalczyć Google. Projekt Google Wave ma na celu stworzenie uniwersalnego narzędzia komunikacyjnego, które będzie zarazem synchroniczne i asynchroniczne, indywidualne i grupowe, lokalne i globalne, tekstowe i multimedialne, itd. Chyba nigdy wcześniej żadna firma zajmująca się sieciową komunikacją nie próbowała złapać aż tylu srok za ogon. Co więcej, mam wrażenie, że może się to udać.

O teoretycznych założeniach projektu i ich realizacji wkrótce, w części drugiej. W części trzeciej, o tym, co już jest, jak działa i jakie zmiany w przestrzeni komunikacyjnej przyniesie.

31Oct/090

W poszukiwaniu interfejsu doskonałego

Przyszedł czas na nowe Ubuntu. Karmiczny Koala ma kilka wad, ale ogólnie mówiąc to nadal krok do przodu. Zaczynałem od wersji 5.10 -- widzę postęp. Ale to dygresja, bo przede wszystkim przy okazji upgrade'u postanowiłem sprawdzić co nowego w świecie Gnome Shell. Nadchodzące Gnome 3.0 budzi ogromne kontrowersje, głównie za sprawą radykalnych zmian interfejsu. Głosy sprzeciwu wobec prób wprowadzenia Gnome Shell czy Zeitgeista są niezliczone. I ja to rozumiem -- siła nawyków jest ogromna. Nawet jeśli nawyki nie są optymalne, a ich ergonomia pozostawia wiele do życzenia. A jednak osobiście tym zmianom kibicuję.

Podkreślę przy tym, że jestem zwykłym, nietechnicznym użytkownikiem. Dyskusje dotyczące języka, w którym pisany jest GS, mnie szczególnie nie obchodzą, nie wiem co złego lub co dobrego niesie Java Script, i tak dalej. Patrzę na sprawę wyłącznie z perspektywy kogoś, kto z interfejsem komputera pracuje kilka, a czasem i kilkanaście godzin dziennie.

23Oct/092

O narzucaniu staremu chaosowi nowych porządków

Nieustannie poruszamy się pomiędzy chaosem i kosmosem, bałaganem i porządkiem. Nieskończenie różnorodna rzeczywistość wymyka się naszym próbom porządkowania jej, jednak wciąż to robimy. Z jakiegoś powodu czujemy się lepiej w świecie, w którym dostrzegamy ład. Z uporządkowanymi danymi potrafimy sobie poradzić, zapanować nad nimi. Stąd nieustanne dążenia do porządkowania. David Weinberger zabiera nas w podróż po świecie porządku.

Opisywaną tutaj książkę autor dedykuje bibliotekarzom. To na nich spoczywa ciężar wprowadzania ładu w świecie naszej wiedzy. Wiele stron Weinberger poświęca historii różnych form bibliotecznego porządku. Opowiada o kontrowersjach związanych z wprowadzaniem tak naturalnego dziś porządku alfabetycznego. O ideach kryjących się za bibliotecznym porządkiem katalogowym wprowadzonym przez Deweya. O nowych możliwościach danych nam przez system klasyfikacji dwukropkowej Ranganathana. I o tym co przyniosły ze sobą technologie cyfrowe. To ciekawe rozważania, podane swobodnym językiem, wzbogacone licznymi anegdotkami. Przyjemna lektura.

17Mar/074

Zabrała nam mama kieszonkowe (drobiazg ekologiczny)

Matka Natura zaczyna tracić cierpliwość. Od lat zaspokaja nasze potrzeby, karmi nas, zapewnia przestrzeń do życia i mieszkania, a także wypłaca kieszonkowe. Dostarcza nam ogromnych ilości zasobów naturalnych i pozwala korzystać z nich w dowolny sposób. Niektórych substancji -- takich jak złoto czy srebro -- używamy, wmawiając sobie, że są niezwykle ważne i cenne. Ta wiara pozwala nam czerpać sporo radości z zabawy w kolekcjonowanie i wymianę. Dla innych materiałów -- takich jak żelazo czy krzem -- znajdujemy bardziej praktyczne zastosowania, budując z nich domy lub nasze ukochane maszyny. Innych wreszcie -- takich jak węgiel, gaz ziemny czy ropa naftowa -- używamy jako źródeł energii, by ogrzewać nasz świat, rozświetlać go i zasilać konstruowane przez nas urządzenia. Ale wiele wskazuje na to, że Matka Natura z jakiegoś sobie tylko znanego powodu uznała, że dorośliśmy i czas odebrać nam kieszonkowe.

Nie powinno to być dla nas niespodzianką, skoro od wielu lat wiemy, że jej zasoby są skończone. Wcześniej lub później musiały się wyczerpać. Nie od dziś fanatycy i ekolodzy nawołują do opamiętania i oszczędności. Podstawowa wiedza ekonomiczna pozwala przewidzieć, że skoro kieszonkowe tylko konsumujemy, wkrótce nie zostanie z niego nic. A i oszczędzanie nie jest idealnym rozwiązaniem -- tylko przedłuża agonię, oddalając moment gdy środki się wyczerpią. Należałoby raczej systematycznie przesuwać środki ze sfery pasywów do aktywów -- inwestować tak, by się mnożyły. Tylko w ten sposób moglibyśmy ostatecznie uniezależnić się od pierwotnego źródełka dochodów.

Mamy tę wiedzę i wykorzystujemy ją. Kiedyś w zabawach w wymianę skarbów wykorzystywaliśmy prawdziwe kruszce i minerały -- złoto, srebro, platynę czy rzadkie klejnoty. Potem zastąpiliśmy je monetami, które bitymi z tańszych stopów metali, więc ich wartość była umowna lub symboliczna. Potem monety zastąpiliśmy kawałkami papieru, a wreszcie wirtualnym pieniądzem na elektronicznych kontach bankowych. Zabawa w ekonomię trwa, choć już od dawna nie posługujemy się w niej darami Matki Natury. Podobnie, przynajmniej do pewnego stopnia, postąpiliśmy z materiałami użytkowymi. żelazo zainwestowaliśmy w budowę fabryk produkujących tworzywa sztuczne, częściowo uniezależniając się od zasobów naturalnych.