O narzucaniu staremu chaosowi nowych porządków
Nieustannie poruszamy się pomiędzy chaosem i kosmosem, bałaganem i porządkiem. Nieskończenie różnorodna rzeczywistość wymyka się naszym próbom porządkowania jej, jednak wciąż to robimy. Z jakiegoś powodu czujemy się lepiej w świecie, w którym dostrzegamy ład. Z uporządkowanymi danymi potrafimy sobie poradzić, zapanować nad nimi. Stąd nieustanne dążenia do porządkowania. David Weinberger zabiera nas w podróż po świecie porządku.
Opisywaną tutaj książkę autor dedykuje bibliotekarzom. To na nich spoczywa ciężar wprowadzania ładu w świecie naszej wiedzy. Wiele stron Weinberger poświęca historii różnych form bibliotecznego porządku. Opowiada o kontrowersjach związanych z wprowadzaniem tak naturalnego dziś porządku alfabetycznego. O ideach kryjących się za bibliotecznym porządkiem katalogowym wprowadzonym przez Deweya. O nowych możliwościach danych nam przez system klasyfikacji dwukropkowej Ranganathana. I o tym co przyniosły ze sobą technologie cyfrowe. To ciekawe rozważania, podane swobodnym językiem, wzbogacone licznymi anegdotkami. Przyjemna lektura.
Strategie podstępu — jak internetowa reklama sabotuje nasze mechanizmy poznawcze
Każde medium może zrewolucjonizować nasze życie -- potencjalnie jest przecież czymś więcej, niż tylko przekaźnikiem informacji. Pośredniczy w naszych kontaktach z rzeczywistością, w zdobywaniu wiedzy, w relacjach z innymi ludźmi i społecznością. Medium przenika wiele sfer naszego życia i dlatego może je przeobrazić. Pismo, druk, radio, telewizja -- każde z nich na swój sposób odmieniło świat w którym żyjemy i otworzyło przed nami zupełnie nowe możliwości. A pojawienie się komputerów i Internetu otworzyło zupełnie nowy rozdział w historii mediów. Media elektroniczne okazały się najbardziej uniwersalnymi pośrednikami i wkroczyły w życie każdego cywilizowanego człowieka z takim impetem, jak niegdyś pismo. Dziś komputery towarzyszą nam w czasie pracy i rozrywki, poznajemy poprzez nie świat i innych ludzi. Zastępują inne media, pośrednicząc w słuchaniu muzyki, oglądaniu filmów i zdobywaniu wiedzy. Wykreowały nową, wirtualną rzeczywistość w najbardziej dosłownym znaczeniu tego słowa. I chociaż Internet nadal nie jest medium powszechnym i korzysta z niego tylko niewielki procent ludzkości, to i tak liczba użytkowników wyraża się w milionach. A każdy internauta to przecież potencjalny klient, do którego warto dotrzeć ze swoją ofertą usług, towarów i informacji. Sieć okazała się jednak medium zasadniczo innym, niż wszystkie dotychczasowe. Stare strategie przestały być skuteczne, a siła oporu jest tu nieporównywalnie większa niż w przypadku tak zwanych "starych mediów".
Internet sprawił wiele kłopotów przemysłowi reklamowemu. Tradycyjne strategie, sprawdzające się w świecie wcześniejszych mediów, tu nagle były z łatwością demaskowane i nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Naturalnie reklamodawcy byli wystarczająco elastyczni, by szybko dopasować się do nowych okoliczności. W Sieci możemy spotkać wiele ciekawych form reklamy, sprawnie osadzonych w internetowym otoczeniu. W niniejszym artykule skupię się na wybranych strategiach reklamowych, które wykorzystują luki w naszym aparacie poznawczym. Każde medium wymaga od nas specyficznych umiejętności, składających się na szeroko rozumianą kompetencję komunikacyjną. Aby ją uzyskać, potrzebujemy czasu i odpowiedniego treningu. Ale zanim osiągniemy wymaganą biegłość w posługiwaniu się nowymi technikami interpretacyjnymi, musimy wykorzystywać te, które już mamy opanowane. Posługujemy się zatem technikami nabytymi w kontakcie z innymi mediami. Często to wystarcza. Czasem jednak sprawia, że możemy mieć trudności na przykład z właściwym zaklasyfikowaniem i zrozumieniem przekazu. Na przykład nie rozpoznamy reklamy i uznamy ją za wiarygodne źródło wiedzy. Takie reklamowe taktyki jak manipulowanie wynikami wyszukiwania, blogi sponsorowane, fikcyjne profile w serwisach społecznościowych czy marketing wirusowy mogą być przykładem sprawnego i efektywnego wykorzystania luk poznawczych otwieranych przez nowe medium.
W niniejszym tekście chciałbym przedstawić następujące tezy: Media kształtują nie tylko nasze techniki komunikacyjne, lecz wpływają także na całość naszego aparatu poznawczego (idę tu tropem takich klasyków jak Kant, Cassirer czy McLuhan). Mechanizmy poznawcze kształtowane pod wpływem dowolnego medium nie zawsze służą wartościom takim jak prawda czy rzetelność, częściej dają nam jedynie złudzenie prawdziwości. Na przykładzie wybranych strategii reklamowych spotykanych w Internecie spróbuję pokazać niektóre "luki poznawcze" otwierane przez media cyfrowe. Pozwoli to wytłumaczyć jak media cyfrowe sabotują przebieg procesu zdobywania wiedzy.
Cztery róże dla Julii Marcell
Pierwszy raz usłyszałem o Julii Marcell dwa lata temu, gdy sprawa jej kariery z sellaband po raz pierwszy przetoczyła się po blogosferze. Wtedy jeszcze zbierała pieniądze na wydanie swojej płyty, a buzz pełen zachwytów i porównań do Tori Amos rozkwitał na całego. Posłuchałem, nie zachwyciłem się, a moją uwagę przykuł raczej sam serwis.
Sellaband to miejsce, w którym spotykają się twórcy z odbiorcami, a producenci zaglądają zza rogu ciekawie. Każdy może umieścić tam swoje utwory i liczyć na zainteresowanie internautów. Każdy słuchacz może ocenić, i jeśli spodoba mu się to co widzi i słyszy -- zainwestować w taki projekt. Sellaband sprzedaje udziały. Za 10 dolarów zyskuje się jeden udział i prawo do specjalnej edycji płyty, jeśli takowa zostanie wydana. Po zakupie tysiąca udziałów można nawet czasem uczestniczyć w nagrywaniu, w roli obserwatora czy chórku. A płyty są nagrywane, bowiem w chwili gdy artysta uzbiera 50000 dolarów, sellaband organizuje studio, producenta, a twórca może nagrać swoją płytę na swoich własnych zasadach.
Medialne uwarunkowania poznawcze — zarys strategii badawczej
Pełna wersja niniejszego artykułu znalazła się w Studiach Medioznawczych, nr 4/2008.
1. Wstęp
Poznawanie świata to skomplikowany proces. Od pobudzenia zmysłów do funkcjonalnego modelu rzeczywistości prowadzi długa i kręta droga. Nasz mózg wstępnie selekcjonuje napływające bodźce i przetwarza je zgodnie z zaszytymi w swej konstrukcji biologicznymi uwarunkowaniami. Ale i kultura dopowiada tu swoje -- po "zwrocie lingwistycznym" wydaje się oczywistym, że postrzegamy i interpretujemy poprzez język. Mniej oczywista wydaje się teza, że także kontakt z innymi mediami ma swoje epistemiczne konsekwencje. A przecież współczesny człowiek jest głęboko wplątany w przestrzeń medialną i jest zmuszony do nieustannego kontaktu z przekazami emitowanymi przez różnorodne środki przekazu. Poruszanie się w tej przestrzeni, przeskakiwanie z jednego medium do drugiego, jest niezwykle trudne. A przy tym nadal brakuje programowego kształcenia medialnych kompetencji, więc odbiorca nie jest na to przygotowany. Jest kształtowany przez chaotyczne bodźce płynące z radia, telewizji, prasy czy internetu. Często prowadzi to do upośledzenia możliwości poznawczych człowieka.
Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie koncepcji medialnych błędów poznawczych i wskazanie kilku teoretycznych strategii radzenia sobie z nimi. Zacznę od trzech prostych przykładów uproszczeń i błędów popełnianych przez użytkowników Sieci. Dobór tego akurat medium nie jest przypadkowy, jako iż media komputerowe posiadają pewne cechy, które pozwalają uwyraźnić podejmowany tu problem. Następnie wskażę kilka wybranych strategii filozoficznych i naukowych, które -- jak sądzę -- mogą być niezwykle przydatne przy konceptualizacji tego zagadnienia. Filozoficzna koncepcja aparatu poznawczego, wzbogacona elementami teorii form symbolicznych Cassirera oraz hermeneutyką Gadamera dostarcza solidnego, pojęciowego fundamentu, ale warto także skorzystać z osiągnięć nauk biologicznych, społecznych i medioznawczych. Wzbogacają one naszą aparaturę pojęciową o użyteczne kategorie takie jak mem, heurystyki, struktury narracyjne itp. Jak pokażę, skorzystanie z tych środków umożliwia stworzenie teoretycznego modelu, który znacząco wzbogaci refleksję nad mediami.
Niniejszy artykuł ma zatem charakter niejako programowy. Jest prezentacją pewnej strategii badawczej, która zdaniem autora może być owocna. We współczesnym świecie, w którym otaczająca nas rzeczywistość coraz częściej poznawana jest wyłącznie za pośrednictwem mediów, niezwykle cenna jest umiejętność sprawnego poruszania się w multimedialnym świecie i unikania poznawczych pułapek.
Zabrała nam mama kieszonkowe (drobiazg ekologiczny)
Matka Natura zaczyna tracić cierpliwość. Od lat zaspokaja nasze potrzeby, karmi nas, zapewnia przestrzeń do życia i mieszkania, a także wypłaca kieszonkowe. Dostarcza nam ogromnych ilości zasobów naturalnych i pozwala korzystać z nich w dowolny sposób. Niektórych substancji -- takich jak złoto czy srebro -- używamy, wmawiając sobie, że są niezwykle ważne i cenne. Ta wiara pozwala nam czerpać sporo radości z zabawy w kolekcjonowanie i wymianę. Dla innych materiałów -- takich jak żelazo czy krzem -- znajdujemy bardziej praktyczne zastosowania, budując z nich domy lub nasze ukochane maszyny. Innych wreszcie -- takich jak węgiel, gaz ziemny czy ropa naftowa -- używamy jako źródeł energii, by ogrzewać nasz świat, rozświetlać go i zasilać konstruowane przez nas urządzenia. Ale wiele wskazuje na to, że Matka Natura z jakiegoś sobie tylko znanego powodu uznała, że dorośliśmy i czas odebrać nam kieszonkowe.
Nie powinno to być dla nas niespodzianką, skoro od wielu lat wiemy, że jej zasoby są skończone. Wcześniej lub później musiały się wyczerpać. Nie od dziś fanatycy i ekolodzy nawołują do opamiętania i oszczędności. Podstawowa wiedza ekonomiczna pozwala przewidzieć, że skoro kieszonkowe tylko konsumujemy, wkrótce nie zostanie z niego nic. A i oszczędzanie nie jest idealnym rozwiązaniem -- tylko przedłuża agonię, oddalając moment gdy środki się wyczerpią. Należałoby raczej systematycznie przesuwać środki ze sfery pasywów do aktywów -- inwestować tak, by się mnożyły. Tylko w ten sposób moglibyśmy ostatecznie uniezależnić się od pierwotnego źródełka dochodów.
Mamy tę wiedzę i wykorzystujemy ją. Kiedyś w zabawach w wymianę skarbów wykorzystywaliśmy prawdziwe kruszce i minerały -- złoto, srebro, platynę czy rzadkie klejnoty. Potem zastąpiliśmy je monetami, które bitymi z tańszych stopów metali, więc ich wartość była umowna lub symboliczna. Potem monety zastąpiliśmy kawałkami papieru, a wreszcie wirtualnym pieniądzem na elektronicznych kontach bankowych. Zabawa w ekonomię trwa, choć już od dawna nie posługujemy się w niej darami Matki Natury. Podobnie, przynajmniej do pewnego stopnia, postąpiliśmy z materiałami użytkowymi. żelazo zainwestowaliśmy w budowę fabryk produkujących tworzywa sztuczne, częściowo uniezależniając się od zasobów naturalnych.
