O społeczeństwie nie-E-piśmiennym
Kiedyś w ramach walki o równy dostęp do edukacji, wiedzy i dóbr kultury walczono z analfabetyzmem. Przyjmowano, że jednostka pozbawiona umiejętności nazywanych zbiorczo piśmiennością nie była w stanie sprawnie poruszać się w świecie społecznym, a jej dostęp do kultury pozostawał bardzo ograniczony. Obowiązek szkolny sprawił, że większość obywateli naszego pięknego kraju potrafi czytać i pisać w stopniu przynajmniej podstawowym. Ale dziś to już nie wystarcza.
Mamy szczęście należeć do elity -- tych nielicznych, którzy posiadają komputer, na co dzień korzystają z internetu, żyją informacją. W naszej codzienności komputery zadomowiły się już tak bardzo, że zdarza nam się zapominać, że większość ludzkości z komputera nie korzysta wcale, albo robi to sporadycznie. My uprzywilejowani, my będący online, zapominamy często, że istnieje życie bez komputerów. Ĺťe jeszcze niedawno i w naszym kraju istniało. Ĺťe dla niektórych ludzi wciąż istnieje. Nie radzą sobie z komputerem w pracy, nie używają go w domu, w Sieci nie potrafią odnaleźć poszukiwanych treści. Nie posiadają nawet podstawowych komputerowych umiejętności. A w kraju pełnym komputerów e-piśmienność (czyli zbiór umiejętności niezbędnych do posługiwania się mediami elektronicznymi) staje się coraz bardziej potrzebna, a być może już nawet niezbędna. Tak rodzi się cyfrowa przepaść, pomiędzy usieciowionymi i pozostającymi offline.
Zastanawiam się jak głęboka jest ta przepaść, zwłaszcza tam gdzie mowa o dostępie do kultury. Czy ludzie pozbawieni elementarnych umiejętności związanych z komputerami są w stanie w pełni czerpać z kulturowych dóbr współczesnego świata? Czy też może istnieją już takie obszary kultury, które są dla nie-e-piśmiennych zupełnie niedostępne? Z pewnością powstają już dzieła, których pełna recepcja wymaga szerokiego wachlarza umiejętności medialnych. Pojawiają się narracje intermedialne (takie jak np. Matrix), których nie-e-piśmienni w pełni nie "przeczytają". Rozwija się także literatura hipertekstowa oraz wirtualna sztuka, której jedynym nośnikiem są bity. By w ogóle wkroczyć w te obszary, trzeba być obytym w świecie cyfrowym. Trzeba być człowiekiem e-piśmiennym.
Nie wiem, czy kultura przyszłości będzie bardziej ucyfrowiona. Z pewnością jednak e-piśmienność jest niezwykle ważnym i słabo zbadanym obszarem w edukacji. Bo właściwie kto ma tego uczyć? Szkolni informatycy? Poloniści? A może dzieciaki i bez naszej pomocy opanują - aż za dobrze - wszelkie niezbędne im umiejętności? A może my wszyscy możemy im jakoś w tym pomóx. Mam takie małe marzenie. Skoro blogosfera mogła zrodzić obywatelskie dziennikarstwo, może kiedyś pokusi się o siostrzyczkę - obywatelską edukację. Taką prawdziwą - niezależną, aktualną i skuteczną. Ale o tym śnie napiszę innym razem.
